W czasie II wojny światowej system łagrowy w ZSRR jeszcze bardziej się rozwinął i pochłonął miliony ofiar. Ile, nie wiadomo. Część zmarłych została „zaksięgowana” w innych rubrykach. Zmarli jako formalnie wolni i wykreśleni z łagrowych statystyk.
Masowa śmiertelność, która nasiliła się zimą w 1942 r., w obozach należących do GUŁAGU, zarządzanych przez NKWD przestraszyła ich kierownictwo. Zdawało ono sobie sprawę, że może zostać potraktowane jako osoby sabotujące wykonanie planów i nie dostarczyć produkcji niezbędnej do walczącego kraju. Naczelnicy łagrów, by uniknąć odpowiedzialności, stosowali różne statystyczne sztuczki. Zaczęli m.in. masowo puszczać na wolność osoby ciężko chore, tzw. „dochodiagi”, czyli osoby „dochodzące” do kresu swych dni. Umierały one w obozach, dwa, trzy dni po formalnym zwolnieniu jako osoby wolne, nawet o tym nie wiedząc. Chowano ich zazwyczaj w masowych grobach bez trumien i nie odzianych nawet w bieliznę. Także kierownictwo NKWD ZSRR i prokuratura ZSRR wydała 29 kwietnia 1942 r. dyrektywę nr 185, która nakazywała zwolnić i osiedlić przymusowo przy łagrach wszystkich, którzy odbyli już karę za zdradę ojczyzny, terror, szpiegostwo i działalność w partiach kontrrewolucyjnych. Było to wyraźne odstępstwo od pierwotnej dyrektywy z 22 czerwca 1941 r., która zakazywała zwalnianie z łagrów osób tej kategorii…
Kierownictwo NKWD uznało także, że trzeba dać naczelnikom łagrów możliwość zwalniania poszczególnych więźniów i przyznawania im specjalnego statusu tzw. „dyrektywników” . Nie wydawano im paszportów, ani też przydziałów na front. Nie mogli też oddalać się od rejonu zakwaterowania i pracy. Byli poddani administracyjnej obserwacji. Za swoją pracę „dyrektywnicy” otrzymywali takie samo wynagrodzenie jak ludzie wolni. Musieli jednak z własnej kieszeni płacić za porcję z kotła. Jeżeli zmarli, nie byli ujmowani w łagrowej statystyce. Zgodnie z dyrektywą wszyscy zmarli z tej kategorii mieli być grzebani wyłącznie w nocy. Najprawdopodobniej po to, by jak najmniej było świadków zgonów.
W 1943 r. NKWD przystąpiło do tworzenia w łagrach specjalnych oddziałów, w których mieli być osadzeni skazani na „pracę katorżniczą”. Ich tworzenie znaczyło, że prace w łagrach były przez władze radzieckie traktowane nie jako „katorga”. Orędownikiem ich tworzenia był Nikita Siergiejewicz Chruszczow. Proponował on, by „karę katorgi” zastąpić karą śmierci za największe przestępstwa. „Katorga” od dotychczasowej „roboty w łagrach” różniła się długością. Skazany nie miał spędzać w łagrach 5 czy 10 lat, ale od 15 do 20. W praktyce oznaczało to dożywotni pobyt w obozie pracy. Kierownictwo NKWD, co może wydać się dziwne, nie było zwolennikiem propozycji Chruszczowa. Zastępca narkoma spraw wewnętrznych ZSRR W.W. Czernyszow napisał elaborat do Berii, w którym sugerował, by koncepcję Chruszczowa odrzucić. Była ona sprzeczna całkowicie z dotychczasową łagrową ekonomiką.
To był pomysł Chruszczowa
Jego zdaniem: „użycie katorżników w warunkach łagrów NKWD ZSRR jest skomplikowane. Bardzo trudno będzie z nich skompletować produkcyjną załogę i nieuniknionym zabiegiem będzie dołączenie do niej specjalistów zatrudnionych w charakterze pracowników najemnych lub skazanych w innym trybie”. Czernyszew zwrócił też uwagę, że skazani na 15–20 lat katorżniczej pracy „tracą perspektywę wytrzymania do końca kary”, nie mają żadnego stymulowania do wydajnej pracy, w rezultacie jest ona znacząco mniej efektywna niż praca zwykłych łagierników, którzy mają przed sobą perspektywę szybszego opuszczenia łagru. Czernyszew ostrzegał też, że trud więźniów-katorżników skazanych na długoterminowe wyroki będzie można wykorzystać najwyżej przez 5–6 lat. Sugerował więc Berii, by ten spowodował odrzucenie propozycji tow. Chruszczowa jako niecelowej. Prezydium Rady Najwyższej ZSRR po rozpatrzeniu wniosku Chruszczowa postanowiło nie skierować jego propozycji do rozpatrzenia przez Radę Najwyższą. Okazało się jednak, że kierownictwu NKWD nie udało się do końca utrącić pomysłu „demokraty” Chruszczowa. „Oddziały dla katorżników” powstały jednak w głównych łagrach Związku Radzieckiego. Najprawdopodobniej pomysł spodobał się Stalinowi, który kupił pomysł Chruszczowa, modyfikując go tylko zgodnie z zastrzeżeniami NKWD. Do każdego z obozów postanowił dorzucić określony kontyngent „katorżników”, którzy mieli spędzić w tym „oddziale katorżniczym” od 15 do 20 lat. Zapewne Stalin nie zakładał, że tyle wytrzymają. Wierzył Czernyszowowi, że wytrzymają 5–6 lat. Reszta, jak słusznie pisze Aleksander Sołżenicyn, miała „powyzdychać”.
W sumie, jak podaje Galina Iwanowa, do 1 sierpnia 1945 r. na „katorżnicze roboty” skazano i osadzono w łagrach 38 568 więźniów. Trafili do obozów cieszących się najgorszą sławą, zlokalizowanych na obszarach, na których sam klimat był zabójczy dla człowieka. W łagrze w Workucie umieszczono 14 162 „katorżników” w łagrze w Tajszecie – 9001, w Północno- Wschodnim – 7 988, Noworylskim – 3 023, Karagandyjskim – 172. Ponadto w więzieniach przebywało jeszcze 4 222 „katorżników”. Najprawdopodobniej nie nadawali się oni do żadnej roboty i pozwolono im zdechnąć na miejscu…
Ilość skazanych za kontrrewolucyjne przestępstwa systematycznie rosła. O ile w 1941 r. stanowili oni ogółem 29,6 proc. skazanych, to w 1944 r. już do 44 proc. Wśród osadzonych wzrosła też ilość kobiet. W 1941 r. było ich 9,3 proc., a latem 1944 r. 26 proc.
Niemniej jednak „katorżniczy segment” łagrów był tylko częścią całego systemu GUŁAG-u. Jak podaje Galina Iwanowa, na dzień 1 lipca 1944 r. składał się on z 56 łagrów, podlegających bezpośrednio kierownictwu centralnego aparatu GUŁAG-u, a także 69 regionalnych zarządów obozów pracy i kolonii.
Z łagrów na front
W sumie miały one 910 oddzielnych obozów i 424 kolonie.
Jak ustaliła przywoływana wcześniej autorka, w okresie wojny przez łagry i kolonie przeszło 5 mln więźniów. Około miliona dwustu tysięcy z nich zwolniono przedterminowo i skierowano na front. W łagrach pozostali chorzy i wyczerpani. Według oficjalnej statystyki śmiertelności w 1941 r. w łagrach zmarło 135 864 ludzi; w 1942 r. – 372 348; 1943 r. – 288 599; w 1944 r. – 124 725; w 1945 r. – 87 903. W sumie 1 009 939 ludzi. Jak już wcześniej zaznaczono, ta liczba była wyższa. Władze łagrów nie doliczyły do nich tych, których formalnie zwolnili z obozów, a którzy de facto w nich zmarli i zostali tam pochowani.
Funkcjonariusze z łagrowej administracji przyznawali, że głównym powodem śmiertelności w łagrach w okresie wojny było niedostateczne wyżywienie. Skarżyli się też, że kontyngent więźniów przysyłanych do obozów na uzupełnienie siły roboczej był w fatalnym stanie zdrowotnym. 30 proc. z nich umierało w łagrach w ciągu trzech miesięcy! Postulowali już w 1943 r. zwolnienie z łagrów od 200 do 250 tysięcy więźniów, którzy do realizacji zadań, postawionych przed nimi, już się nie nadawali. W grupie tej byli: inwalidzi, chorzy i osłabieni. Administracja łagrowa postulowała ich zwolnienie, oczywiście nie z jakichś humanitarnych powodów. Jej zdaniem przejadali oni dwa razy tyle żywności, co zdrowi więźniowie. Po ich zwolnieniu żywność ta mogłaby zostać przeznaczona dla zdrowych więźniów. Szczególnie ostro problem ten stawiał M.M. Timofiejew naczelnik Zarządu Łagrów Przemysłu Drzewnego. Jego zdaniem w łagrach, w których więźniowie mieli zajmować się wyrębem lasów, zaledwie 25 procent więźniów się do tego nadawało. Pozostali nie byli w stanie pracować w lesie.
Pomimo że postulaty zwalniania inwalidów i chorych z łagrów były podnoszone od 1943 r., z łagrowej statystyki wynika, że pozostały one wołaniem na puszczy. Na dzień 11 maja 1945 r. w obozach i koloniach przebywało 100 tys. inwalidów i 115 tys. chorych chronicznie i niezdolnych do pracy. Nie zostały też uwzględnione postulaty, by poprawić jakość, a raczej ilość jedzenia wydzielanego więźniom. Najprawdopodobniej sam Stalin nie zgodził się również na przywrócenie więźniom tzw. zaczotów, które zdaniem naczelników obozów były dla nich najlepszym stymulatorem do wydajnej pracy. Polegały one na tym, że więzień pracujący w trudnych warunkach i nie tylko wykonujący, ale przekraczający normę, mógł mieć zaliczony jeden rok pracy za dwa, a nawet trzy lata. Dziesięcioletni wyrok wydajny więzień mógł odbyć nawet w trzy lata! System ten dyrektor „Dalstroju” E.P. Berzin, który zbudował rękami więźniów Magadan i uruchomił wydobycie złota w Kołymie, przetestował u siebie, osiągając znakomite efekty.
Uratowali zaopatrzenie frontu
W 1937 r. w ramach czystki w NKWD został aresztowany, skazany i rozstrzelany. Oskarżono go, że zamienił łagry w sanatoria. Berzin nie tylko stosował „zaczęty”, ale płacił więźniom pensje odkładane na konta. W 1956 r. doczekał się rehabilitacji, a w latach dziewięćdziesiątych XX wieku na Kołymie postawiono mu pomnik jako ofierze stalinowskich represji i… twórcy Magadanu. Łagrowa historia zatoczyła koło…
W okresie II wojny światowej łagry zostały przestawione na produkcję wojenną. 18 lutego 1942 r. w Głównym Zarządzie Łagrów został utworzony specjalny oddział wojennej produkcji, który zgodnie z wytycznymi Berii miał koordynować działania wszystkich obozów produkujących amunicję i inne oprzyrządowanie. Pod koniec wojny Główny Zarząd Łagrów zajmował drugie miejsce pod względem produkcji pocisków odłamkowych i zapalających w ZSRR.
Główny Zarząd Łagrów zapewniał również siłę roboczą do budowy kluczowych obiektów, fabryk i kombinatów, które zaopatrywały Armię Czerwoną i za których realizację odpowiadał Beria. Wśród nich znalazły się kombinaty metalurgiczne w Niżnym Tagile i Czelabińsku, gdzie produkowano czołgi T-34, oraz zakłady w Aktiubińsku. Rękami więźniów wzniesiono także fabryki lotnicze oraz rafinerię w Kujbyszewie.
Wszyscy więźniowie posiadający kwalifikacje zawodowe lub specjalistyczną wiedzę byli wyławiani i kierowani do produkcji zbrojeniowej. W sumie Główny Zarząd Łagrów zapewnił „siłę roboczą” dla 640 przedsiębiorstw podlegających cywilnym ministerstwom. Do wybuchu wojny więźniowie obsługiwali tylko 350 takich zakładów.
Dla zapewnienia funkcjonowania najważniejszych przedsiębiorstw zbrojeniowych Główny Zarząd Łagrów zorganizował 380 speckolonii, w których pod ścisłym nadzorem i w specjalnym reżimie przetrzymywano 225 tysięcy więźniów. Uczestniczyli oni w produkcji czołgów, samolotów, amunicji i różnego uzbrojenia.
Więźniowie naiwnie wierzyli, że gdy wojna się skończy, Stalin ogłosi amnestię i wszyscy wyjdą na wolność. Wielu z nich ta nadzieja trzymała przy życiu. Dlatego też z niecierpliwością czekali na wieści z frontu. 2 lipca Prezydium Rady Najwyższej ZSRR istotnie wydało dekret „O amnestii w związku ze zwycięstwem nad hitlerowskimi Niemcami”. Więźniowie, którzy liczyli, że wyjdą na wolność, srogo się zawiedli. Okazało się, że nadal są potrzebni Stalinowi.
Mieli zaludnić Syberię
Amnestia dotyczyła tylko więźniów, którzy odbywali wyroki 3 lat i byli skazani głównie za „naruszenie dyscypliny pracy” i „naruszenie dyscypliny wojskowej”. W sumie do 1 października wypuszczono na wolność 620 753 więźniów. Więźniów politycznych było wśród nich 1724, czyli jak podaje Anna Iwanowa, mniej niż 0,3 proc. wszystkich amnestionowanych. Amnestią nie zostali też objęci więźniowie, którzy zostali zesłani i osiedleni przymusowo w okolicach, które mieli zagospodarowywać i cywilizować. Według danych NKWD takich osób było zaś 2 212 126. Mieli pozostać w nich na „wsiegda” i stanowić zaczątek tworzonej tam społeczności mieszkańców.
Opróżnione miejsca w łagrach długo nie świeciły pustkami. Stalin liczył się z wybuchem III wojny światowej i zapoczątkował nową falę represji, która miała wzmocnić dyscyplinę wśród społeczeństwa. Miało ono być dalej zastraszone i nie popadać w euforię z powodu zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami. Ministerstwo Państwowego Bezpieczeństwa – MGB rozpoczęło działania przeciwko wszystkim, którzy utrzymywali kontakty lub współpracowali z okupantem. W pierwszym rzędzie terenowe organy MGB zaczęły aresztować zdemobilizowanych żołnierzy, którzy zmuszeni do współpracy z Niemcami, uciekli do partyzantów, a później wracali w szeregi Armii Czerwonej. Często odznaczali się bohaterstwem, byli nagradzani i odznaczani. Wszyscy wracali do domów przekonani, że odkupili swoje winy i mogą czuć się jak bohaterowie. Okazało się jednak, że nie. Zamiast tego byli jednak aresztowani i stawiani przed specjalnie powołanymi trybunałami wojskowymi. Do kierowania nimi w strukturach Ministerstwa Sprawiedliwości powołano Główny Zarząd Trybunałów Wojskowych (GUWT). Podlegało mu w sumie 351 Trybunałów. Teoretycznie mieli podlegać im tylko żołnierze, ale jak zwykle w radzieckich warunkach rzeczywistość okazała się inna. W 1946 roku trybunały wojskowe skazały za różne przestępstwa 117 199 byłych żołnierzy. Był to jednak dopiero początek. Stalin żądał, by trybunały wydawały jak najsurowsze kary. Sędziowie, którzy wzbraniali się przed skazywaniem oskarżonych na 25 lat łagrów, sami byli uznawani za szkodników w wymiarze sprawiedliwości i trafiali przed oblicze trybunałów. To już jednak temat na zupełnie inną opowieść.


