Strona głównaWiadomościŚwiatBelgowie nie wierzą, że „alkohol szkodzi zdrowiu”

Belgowie nie wierzą, że „alkohol szkodzi zdrowiu”

-

- Reklama -

Ten komunikat „profilaktyczny” budzi kontrowersje w Belgii. W kraju historycznie związanym z produkcją piwa, wzmocnienie przekazów o profilaktyce antyalkoholowej budzi kontrowersje i nawet ambasador USA w Belgii zabrał w tej sprawie głos.

Branża piwowarska w Belgii boryka się z problemami i pojawiła się ostatnia kropla, która przelała czarę goryczy, a może goryczki. Belgijska Federacja Piwowarów wypowiedziała się przeciwko zmianie przekazu profilaktycznego prezentowanego w materiałach informacyjnych dotyczących alkoholu w Belgii.

- Reklama -

Chodzi o to, że rząd postanowił wzmocnić politykę antyalkoholową i jeszcze w marcu zdecydował się odejść od klasycznego napisu na butelkach – „nadużywanie alkoholu szkodzi zdrowiu” na rzecz bardziej dosadnego stwierdzenia, że „alkohol szkodzi zdrowiu”.

- Reklama -

W liście otwartym, zilustrowanym stołem trzydziestolatków wznoszących toast i zatytułowanym „Dlaczego te chwile są problemem?”, Belgijska Federacja Piwowarów ubolewa, że ​​„kiedy rząd przestaje rozróżniać między nadmierną a odpowiedzialną konsumpcją, tracimy coś fundamentalnego”.

- Reklama -

List w tej sprawie opublikowany pod koniec sierpnia, podpisało już ponad 100 browarników i tysiące profesjonalistów z branży. Podpisali się pod nim również politycy, w tym niektórzy z partii rządzącej, co zaostrzyło konflikt i wywołało niemal kryzys.

„Zauważam, że nikt z większości nie broni tego nowego środka, mimo że został on zatwierdzony przez rząd w marcu” – powiedziała socjalistyczna poseł Caroline Désir w wywiadzie dla RTBF, wyrażając swoje oburzenie i określając sytuację polityczną „kakofonią”.

Debata mogłaby pozostać wewnętrzną belgijską sprawą, ale do dyskusji włączył się i amerykański ambasador. Doprowadziło do incydentu dyplomatycznego między Belgią a Stanami Zjednoczonymi. Ambasador Bill White nazwał bowiem ministra zdrowia Franka Vandenbroucke’a, który zainicjował taką zmianę ostrzeżenia, „największym przegranym Belgii”.

Ambasador został wezwany przez ministra spraw zagranicznych i przeprosił, obiecując, że nie będzie już więcej wypowiadał się w ten sposób o politykach… zapewniając jednocześnie wszystkich, że będzie jednak nadal dzielić się swoimi „opiniami” w mediach społecznościowych.

Sam Frank Vandenbroucke, zaproszony przez RTL Info do uzasadnienia swoich działań, powiedział, że opierał się na rekomendacji Belgijskiej Najwyższej Rady Zdrowia. „Eksperci wyjaśnili, że nie ma takiego poziomu spożycia alkoholu, który byłby bezpieczny” – argumentował. To uzasadnienie nie jest przekonujące, biorąc pod uwagę, że konsumpcja piwa w Belgii spadła o prawie 20% w ciągu ostatnich dziesięciu lat.

Obecnie kraj ten akurat obchodzi 10. rocznicę uznania kultury piwa za część niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Także eksportuje 70% swojej produkcji, więc kiedy piwo u siebie krytykuje piwo, jest to antyreklama.

Źródło:Le Figaro

Najnowsze