Strona głównaWiadomościPolskaU nas lewacy wysyłają na bezrobocie konie z Zakopanego, a w Ugandzie...

U nas lewacy wysyłają na bezrobocie konie z Zakopanego, a w Ugandzie z tego samego powodu… ludzi

-

- Reklama -

Akcje lewackie mocno utrudniają w Polsce życie koniom, które od zawsze ciężko pracowały, ale widok ludzi jadących zaprzęgiem na Morskie Oko najwyraźniej razi delikatne sumienia rozmaitych pseudoekologów, zwierzętofilów i bambinistów. Bezrobotne konie pewnie trafią do rzeźni, a górale przestaną je u siebie hodować.

Okazuje się, że analogiczna sytuacja ma miejsce w dalekiej Ugandzie, ale tam dotyczy… ludzi. W Ugandzie lektyki dla turystów, którzy podróżują nimi by oglądać goryle w parku narodowym, budzą podobne sprzeciwy jak u nas zaprzęgi konne w Zakopanem.

- Reklama -

Chodzi o to, ze w parkach narodowych Bwindi i Mgahinga turyści mogą być przewożeni w lektyce, aby zobaczyć goryle. Praktyka ta budzi krytykę lewicy, jako wykorzystywanie Człowieka, ale dla miejscowych to możliwość zatrudnienia i intratnego jak na tutejsze warunki zarobku. Dodatkowo chodzi o „ekologiczny” przecież transport, bo pojazdy do parków nie są wpuszczane, a widok goryli górskich w ich naturalnym środowisku to pożądane doświadczenie dla wielu podróżników.

- Reklama -

Widok lektyk niektórych jednak przeraża. Film opublikowany 12 sierpnia w mediach społecznościowych przez serwis informacyjny Africa Global News przedstawiał turystę siedzącego na krześle i niesionego przez lokalnych tragarzy przez ugandyjski las. Niektórzy przewodnicy nazywają to „afrykańskim helikopterem”.

- Reklama -

W mediach społecznościowych film wywołał jednak ostre reakcje i ponownie pojawiły się oskarżenia o „sceny o kolonialnym wydźwięku”. „To hańba dla turystów, że są w ten sposób przewożeni” – skarżył się jeden z internautów na X. „Wina leży po stronie miejscowych, którzy to oferują” – odpowiadał inny.

Uganda przyciąga turystów do parków narodowych Bwindi i Mgahinga. Turyści wyruszają o świcie w towarzystwie strażników i tropicieli w poszukiwaniu naczelnych. Według ugandyjskich władz turystycznych, w 2025 roku kraj odwiedziło około 1,64 miliona turystów zagranicznych. Lektyki umożliwiają dostęp do miejsc pobytu goryli osobom starszym lub o ograniczonej sprawności ruchowej. Tym bardziej, że szlaki bywają bardzo błotniste lub strome.

Dla innych to skandal. Tak zareagował np. Jean-François Rial, dyrektor generalny Voyageurs du Monde, biura podróży. Obrazy lektyk przypominają mu „najgorsze okresy ery kolonialnej i lekceważenie lokalnej ludności”. Jego zdaniem, płacenie tragarzom nie wystarczy, aby uczynić tę aktywność akceptowalną. Uważa, że ​​praktyka ta powinna zostać zaniechana, także w przypadku podróżnych z niepełnosprawnościami, argumentując, że należy opracować inne rozwiązania i widzi alternatywy dla obserwacji goryli np. w Rwandzie i Kongo.

Miejscowi są innego zdania. Dla Hillary’ego Katumwy, założyciela i dyrektora zarządzającego ugandyjskiej agencji Access Uganda Safaris, lektyka pozwala na udział w wyprawie przede wszystkim osobom niepełnosprawnym. „Wiek i niepełnosprawność nie powinny uniemożliwiać przeżycia tego wyjątkowego doświadczenia tylko dlatego, że uważasz, że nie dasz rady dojść do goryli” – wyjaśniał.

Turyści, nawet w dobrej kondycji fizycznej, mogą również korzystać z tych usług np. w trudnych warunkach, w porze deszczowej, na bardzo błotnistych szlakach lub po urazie doznanym podczas wędrówek. Szlaki w Bwindi bywają strome, śliskie i bardzo zatłoczone, dlatego transport bagażu i pomoc w chodzeniu są w tym regionie powszechnymi usługami.

W regionie Bwindi opłata za transport bagażu wynosi zazwyczaj od 15 do 25 dolarów dziennie. Z kolei transport w lektyce jest znacznie droższy i pozwala na lepszy zarobek. Cena zależy od odwiedzanego obszaru, dystansu do pokonania, stanu szlaków, wagi klienta oraz liczby potrzebnych tragarzy. Katland Safaris ma ceny od 350 do 500 dolarów, czyli około 300-430 euro. Dla porównania, mediana miesięcznych zarobków osób zatrudnionych w Ugandzie wynosiła 200 000 szylingów ugandyjskich w 2021 roku, czyli około 45-50 euro.

Agencje oferujące przejazdy lektyką twierdzą, że koszty są dzielone między lokalnych tragarzy i przyczyniają się do dochodów społeczności mieszkających w pobliżu parków. „Ta usługa stwarza cenne możliwości zatrudnienia dla lokalnej społeczności” – mówi Hillary Katumwa. Jednak tylko czekać, aż to eldorado dla miejscowych się zakończy w imię walki z symbolami białej dominacji… skończą jak konie na Krupówkach.

Źródło:AFP / Le Figaro

Najnowsze