W ostatnich miesiącach władze i instytucje Unii Europejskiej i Niemiec stwarzają i planują kolejne nowe nakazy, zakazy i przepisy – zagrożenia dla wolności obywateli, ich firm, mediów i organizacji.
Np. 9 lipca parlament UE przedłużył obowiązywanie przepisów tzw. Chat Control 1.0. Chodzi w nich oficjalnie o poszukiwanie – np. w rozmowach prowadzonych na komunikatorach Messenger czy WhatsApp lub we wpisach na X – materiałów związanych z seksualnym wykorzystywaniem dzieci. A także podobnej „przestępczości internetowej”. W teorii ma to zwiększyć szanse zidentyfikowania i złapania pedofilów i im podobnych przestępców. Ale takie przepisy to oczywiście także dogodne narzędzie do inwigilacji innych „podejrzanych” – np. przeciwników „europejskiej integracji” czy „demokracji” i innych ze „skrajnej prawicy”. Te przepisy i nakazy, o ile zostaną przez Radę UE ostatecznie przyjęte, pozwolą dostawcom internetowych usług (jak Microsoft czy Google) i platformom na skanowanie, zapisywanie i kontrolowanie wszelkich niezaszyfrowanych prywatnych tekstów, rozmów i opinii. Wielu pro-wolnościowych komentatorów niemieckich i innych – też tych odległych od konserwatywnej prawicy – uważa więc, że komisarze i urzędnicy UE [i inni lewicowi władcy krajów Europy] szykują się do już powszechnej inwigilacji ludzi i ich korespondencji, niewygodnych dla nich organizacji społecznych, partii politycznych etc. Wskutek czego poufność komunikacji w internecie zostałaby już na dobre zakończona.
Na szczęście wstępne przyjęcie ww. regulacji spotkało się z liczną i dość ostrą krytyką niektórych europosłów, mediów i organizacji zajmujących się ochroną prywatności. Np. 37-letnia przewodnicząca Partii ALDE (Partia Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy) i europosłanka Svenja Hahn (z niemieckiej demoliberalnej FDP) powiedziała mediom: „To hańba, że mechanizm Chat Control został przyjęty w Parlamencie Europejskim. Bo to otwiera drzwi do masowej inwigilacji całej prywatnej komunikacji europejskich obywateli – zamiast do prowadzenia walki z seksualnym wykorzystywaniem dzieci” (wg Euronews). Richtig!
Tymczasem dominujący w unijnej Brukseli różni eurokomuniści już ponoć planują tzw. Chat Control 2.0, tj. rozwiązanie docelowe i jeszcze bardziej niebezpieczne. Ich urzędnicy i inni funkcjonariusze UE „już pracują” nad kolejnymi regulacjami, które z tradycyjnej tajemnicy korespondencji i komunikacji mają uczynić jedynie wspomnienie. Ten kolejny zestaw przepisów i nakazów ma m.in. nakładać obowiązek skanowania i rejestrowania tekstów, opinii i zdjęć wszystkich podejrzanych „obywateli Unii Europejskiej” przez wszystkie internetowe koncerny i platformy. Donnerwetter! Większość zapisów Chat Control 2.0 podobno już uzgodniono w Brukseli w maju i czerwcu 2026 r. Wprowadzenie tego w życie oznaczałoby wprowadzenie już faktycznie powszechnej inwigilacji i to bez jakiegokolwiek nakazu sądowego. Niepokojąca jest też okoliczność, że skanowane i rejestrowane miałyby być „tylko” teksty i zdjęcia milionów „obywateli UE”, co zapewne mocno ograniczyłoby możliwości ścigania i łapania przestępców – imigrantów nieposiadających obywatelstwa kraju UE. Te neo-komunistyczne projekty są tym bardziej skandaliczne, że ponoć politycy UE oraz niektóre kategorie urzędników i funkcjonariuszy tajnych służb mieliby nie podlegać tego rodzaju inwigilacji i nadzorowi (wg agencji KNA). Sehr schön und demokratisch!
Przy tej okazji należy przypomnieć, że euro-komuna od kilku lat rozwija też inny niebezpieczny dla naszych wolności projekt pt. „Europejski portfel tożsamości cyfrowej”. Ma on umożliwić e-kontrolowanie niemal wszystkich mieszkańców krajów UE w ramach centralnej rejestracji ich danych i ich dokumentów – pod pretekstem szybszego i rzekomo lepszego załatwiania ich spraw urzędowych przez internet.
Większe uprawnienia tajnych służb
Natomiast 12 sierpnia okazało się, że rząd Niemiec zamierza „rozszerzyć uprawnienia służb wywiadowczych”. Projekt ustawy przyjęty tego dnia przez rząd kanclerza Fryderyka Merza zakłada, że wywiad zagraniczny, tj. Federalna Służba Wywiadowcza (BND), a także Urząd Ochrony Konstytucji, mają otrzymać znacznie szersze uprawnienia m.in. w zakresie pozyskiwania i przechowywania informacji i automatycznej analizy danych. Po to, żeby „lepiej zapobiegać” różnym „zagrożeniom bezpieczeństwa” państwa i zwalczać przede wszystkim „zagrożenia hybrydowe”. Te tajne służby mają też uzyskać możliwość „aktywnego przeciwdziałania zagrożeniom”, takim jak akty sabotażu czy cyberataki – też poprzez działania odwetowe. W tym projekcie, liczącym ponoć ponad 700 stron, znajduje się m.in. zapis o nowych „ograniczonych uprawnieniach interwencyjnych” tych służb. Chodzi tu o możliwość „unieruchomienia systemu” czy ośrodka, z którego „jest przeprowadzany atak przeciwko [niemieckiemu] państwu” – np. o „akcję sabotażową przeciwko rosyjskiemu centrum operowania dronami”, jak to podały niemieckie agencje prasowe.
Może akurat to nowe uprawnienie tajnych służb w praktyce nie zagrozi bezpośrednio i w większej skali wolności i spokojowi obywateli, ich firm czy organizacji – lecz to okaże się najwcześniej kilka miesięcy po jej wejściu w życie. Ale kolejne ich nowe uprawnienie – możliwość „potajemnego uzyskiwania dostępu” do komputerów i telefonów osób objętych obserwacją i działaniami ww. służb – brzmi już bardzo groźnie. Tym bardziej że „w określonych okolicznościach” tajne służby RFN już będą mogły „kompleksowo przeszukiwać zawartość urządzeń”. Funkcjonariusze będą też mogli wchodzić do prywatnych mieszkań czy biur bez nakazu sądu czy prokuratury i dokonywać różnych operacji inwigilacyjnych czy sabotażowych. Wunderbar!
Na szczęście tę „reformę” musi jeszcze zatwierdzić Bundestag i Bundesrat. A nie jest pewne, czy do tego dojdzie, bo nie tylko posłowie Alternatywy dla Niemiec mają do ww. projektów bardzo poważne zastrzeżenia. Niektórzy posłowie i politycy FDP, bawarskiej CSU, a nawet Lewicy, ostrzegają przed tworzeniem nowej „tajnej policji” i kwestionują zgodność planowanego zwiększenia uprawnień tajnych służb z konstytucją RFN. Np. nowy przewodniczący FDP Wolfgang Kubicki stwierdził w rozmowie z dziennikiem „Augsburger Allgemeine”, że ścisły rozdział między policją a służbami specjalnymi ma bardzo ważne, także historyczne uzasadnienie i „ja nie chcę w Niemczech żadnej tajnej policji”. Podobne stanowisko zajęła posłanka partii Lewica Clara Bünger: „Kto daje służbom wywiadowczym uprawnienia do ingerencji operacyjnych, do sabotażu i państwowych cyberataków, ten planuje utworzenie nowej niemieckiej tajnej policji”. A Niemiecka Unia Dziennikarzy ostrzegła, że ww. „reforma” służb obniży obecny prawny próg nadzoru służb i urzędów nad komunikacją dziennikarską i będzie to „bezpośrednie zagrożenie wolności prasy”. Z kolei branżowy związek cyfrowy Bitkom wyraził obawy, że dostęp tajnych służb do informatycznych systemów przedsiębiorstw może zagrozić bezpieczeństwu ich działań i danych klientów. A Związek Niemieckiego Przemysłu Motoryzacyjnego zażądał doprecyzowania przepisów dotyczących obowiązku przekazywania tajnym służbom danych telemetrycznych z samochodów. Bo „dla warsztatów samochodowych musi być jednoznacznie określone, jakie dane w ogóle podlegają udostępnieniu” – podkreślili przedstawiciele Związku (wg dw.com).
W odpowiedzi na te krytyki minister Nina Warken z CDU, odpowiedzialna w Urzędzie Kanclerskim za ww. służby, wyjaśniała, że po planowanej „reformie” BND będzie mogła m.in. „włamywać się do systemów informatycznych fabryk dronów czy laboratoriów broni chemicznej” i prowadzić działania sabotażowe przeciwko takim obiektom. Wywiad będzie też mógł „manipulować dostawami towarów, aby kluczowe komponenty, na przykład te do produkcji uzbrojenia, nie trafiały do odbiorców docelowych”. Potwierdziła, że BND ma uzyskać „szerszy dostęp do systemów informatycznych” – od inteligentnych urządzeń domowych po telefony, laptopy i inne urządzenia. A pozyskane dane będą mogły być przechowywane przez tę służbę dłużej niż obecnie – dane dotyczące treści komunikacji do 6 miesięcy, a „metadane dotyczące ruchu telekomunikacyjnego” do 12 miesięcy. Super!
Większość niemieckich gazet komentowała raczej sceptycznie ww. plany rządu. Np. „Frankfurter Rundschau” stwierdził w komentarzu: „Biorąc pod uwagę doświadczenia totalitarnego państwa nazistowskiego, już nigdy więcej nie powinno być tajnej policji państwowej, która mogłaby zarówno pozyskiwać informacje, jak też podejmować działania operacyjne. Ta zasada musi pozostać w mocy”. A „Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisał: „W Niemczech, gdzie przywiązanie do prawa pisanego ma tradycyjnie silny charakter, przywiązuje się dużą wagę do ścisłego rozdziału policji od służb wywiadowczych […]. Bo kto tak jak służby wywiadowcze wie wiele, ten nie powinien jednocześnie posiadać uprawnień wykonawczych policji. A kto, jak policja, ma szerokie uprawnienia wykonawcze, ten nie powinien mieć dostępu do wszystkich [tajnie pozyskanych] informacji”. Zu Recht! Natomiast dziennik „Darmstädter Echo” zwracał uwagę, że twórcy konstytucji RFN nie bez powodu zapisali ścisły podział między zadaniami policji a zadaniami służb specjalnych, gdyż terror Gestapo nigdy nie powinien się powtórzyć. Również niszczące szpiegowanie ze strony Stasi NRD jest przykładem niczym nieograniczonych działań służb na terenie kraju [..]. Brak [niektórych] uprawnień Urzędu Ochrony Konstytucji i BND nie jest główną przyczyną ich słabości. Większą rolę odgrywa tu ich słabe wyposażenie, niedostateczny dopływ informacji i chaos kompetencyjny. Ale to wszystko można zmienić bez gwałtownego niszczenia fundamentów państwa prawa”.
Plany zmian w ustawie o wolności informacji i prasy
27 lipca TV MDR podała, że federalne MSW planuje liczne zmiany w ustawie o wolności informacji i prasy – od roku 2006 zapewniającej między innymi dziennikarzom, posłom i internetowym portalom szerokie uprawnienia i dostępy do pozyskiwania informacji – też tych urzędowych i rządowych. Teraz te ich uprawnienia i dostępy miałyby zostać mocno ograniczone lub zredukowane. A stanowisko i urząd państwowego pełnomocnika ds. przestrzegania wolności informacji i prasy miałby zostać zniesiony. W związku z tym różne organizacje społeczne i dziennikarskie, podobno w liczbie ponad 100, jak to podał pro-wolnościowy i konserwatywny portal nius.de, a także niektórzy posłowie, już od końca lipca br. ostrzegają przed tymi planami rządu. Ostro je krytykują niektórzy posłowie AfD i FDP. Podkreślają, że planowane przez rząd zmiany mają objąć między innymi znaczne ograniczenie dotychczasowego dostępu dziennikarzy i innych do części urzędowych dokumentów i danych. Sehr schön und demokratisch!
Te ewidentne kolejne ograniczenia wolności w Niemczech na razie są jeszcze w fazie planowania i szczegółowego projektowania. Ale stanowią groźny prognostyk. Bo wskazują na potencjalnie niebezpieczne skutki ww. zmian i ograniczeń – dla wolności ludzi czy też np. dla internetowych portali. Widać, że Republika Federalna również na tym polu zmierza w kierunku anty-wolnościowym i niebezpiecznym.


