Przed siedzibą premiera w Warszawie odbyła się manifestacja potomków polskich ziemian oraz osób poszkodowanych skutkami dekretu Bieruta. Organizatorzy, Polskie Towarzystwo Ziemiańskie oraz Zrzeszenie „Dekretowiec”, zjednoczyli siły, by sprzeciwić się fali „wtórnej nacjonalizacji” oraz domagać się systemowego uregulowania kwestii zwrotu zagrabionych majątków.
7 września protestujący głośno wyrazili swój sprzeciw wobec działań Komisji Weryfikacyjnej oraz najnowszym zmianom prawnym, które w ich ocenie blokują im drogę do odzyskania mienia. Jak podkreślają, Polska pozostaje jedynym krajem w Europie Środkowo-Wschodniej, który po upadku komunizmu systemowo nie uregulował kwestii własnościowych.
Marcin Konrad Schirmer, prezes Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego, reprezentujący środowisko wywłaszczonych na mocy dekretu PKWN z 1944 roku, przypomniał o niespełnionych nadziejach okresu transformacji ustrojowej.
– Zaczęliśmy działać w roku 1990 i wówczas wydawało się, że kwestia reprywatyzacji, czy też jakaś forma restytucji lub zadośćuczynienia jest czymś oczywistym i tylko należy czekać, kiedy to się stanie. Minęło 35 lat. Kwestia nacjonalizacji majątków ziemskich nie została nadal w żaden sposób załatwiona – mówił podczas protestu.
Zwrócił także uwagę na fakt, że nowelizacja Kodeksu postępowania administracyjnego drastycznie ograniczyła możliwości prawne poszkodowanych. – W tej chwili nie mamy żadnej ścieżki legislacyjnej, żeby ubiegać się o naszą ojcowiznę, żeby uzyskać jakiekolwiek odszkodowanie czy rekompensatę w naturze. Jesteśmy obywatelami drugiej kategorii – tłumaczył Schirmer. Zapewnił jednocześnie, że środowisko ziemiańskie jest otwarte na dialog ze Skarbem Państwa i liczy na wypracowanie ostatecznego kompromisu.
W imieniu właścicieli warszawskich nieruchomości odebranych dekretem Bieruta głos zabrał Juliusz Cercha-Fedorowicz ze Zrzeszenia „Dekretowiec”. Zwrócił uwagę na ignorowanie przez polityków ich dramatycznej sytuacji prawnej.
– Polska jest jedynym krajem postsocjalistycznym, który nie przeprowadził do tej pory żadnej reformy i żadnego zwrotu – ani w naturze, ani w odszkodowaniach. Kiedyś nie było pieniędzy. Ale teraz są, jesteśmy w Unii Europejskiej, można to zrobić, jeżeli się chce – argumentował.
Cercha-Fedorowicz zapowiedział, że jeśli państwo polskie nadal będzie ignorować ten problem, obie grupy udadzą się do Brukseli. – Ponieważ nie możemy już tak protestować, będziemy protestować w Parlamencie Europejskim, żeby pokazać, jaka w Polsce jest praworządność – ostrzegał.
Dla obu połączonych środowisk cel protestu jest jeden: powstrzymanie naruszających prawo własności decyzji organów państwowych, ochrona praw nabytych oraz przywrócenie realnej możliwości dochodzenia roszczeń. Jak przypominają organizatorzy, niezależnie od upływającego czasu, krzywdy wyrządzone przed laty nie ulegają przedawnieniu, a państwo demokratyczne musi opierać się na poszanowaniu własności.


