Kierowca ciężarówki, 42-letni obywatel Bośni i Hercegowiny, usłyszał zarzuty sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. W czwartek w Gdańsku na ul. Niegowskiej wjechał na torowisko w momencie, gdy zapory zaczęły się opuszczać. Chwilę później w naczepę jego pojazdu uderzył pociąg.
W piątek prokurator Wioleta Noch z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku poinformowała PAP, że kierowca usłyszał zarzut sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym (art. 174 § 2 kk). Obywatelowi Bośni i Hercegowiny grozi za to do 3 lat więzienia.
Jak przekazała prokurator, po zakończeniu czynności procesowych wobec podejrzanego zastosowano środki zapobiegawcze o charakterze wolnościowym. Mężczyzna nie przyznał się do winy, ale złożył wyjaśnienia.
Do wypadku doszło w czwartek przed godz. 14, gdy 42-latek prowadząc ciągnik siodłowy z naczepą wjechał na przejazd kolejowy przy ulicy Niegowskiej w momencie opuszczania się rogatek. Pojazd utknął między szlabanami i został uderzony przez nadjeżdżający pociąg relacji Gdynia Główna – Zielona Góra, którym podróżowało około 250-300 pasażerów.
W czwartek Anna Znajewska-Pawluk z zespołu prasowego PKP Polskich Linii Kolejowych przekazała, że świadkowie zdarzenia sygnalizowali kierowcy ciężarówki, aby wyłamał rogatkę i opuścił przejazd, jednak ten nie podjął takiej próby.
W wyniku wypadku do szpitala przetransportowano kierowcę pojazdu (w celu pobrania krwi) oraz maszynistę składu. Maszynista po przejściu badań lekarskich został zwolniony do domu. Żaden z pasażerów pociągu nie odniósł obrażeń. Obaj kierujący byli trzeźwi.
Wypadek doprowadził do paraliżu ruchu na linii kolejowej łączącej Tczew z Gdańskiem, będącej częścią magistral Warszawa – Trójmiasto oraz Poznań – Bydgoszcz – Trójmiasto. Uszkodzeniu uległ tor nr 1.
W piątek Przemysław Zieliński z zespołu prasowego PKP PLK poinformował, że część pociągów skierowano trasą zmienioną przez stację Gdańsk Olszynka. Dopiero w czwartek przed północą, po naprawie uszkodzonej infrastruktury kolejowej, przywrócona została rozkładowa organizacja jazdy pociągów.
Podał, że w efekcie zdarzenia opóźnionych zostało 279 pociągów na łącznie ponad 17,5 tys. minut. Na części trasy odwołano 30 pociągów, a 45 skierowano na trasę zmienioną.
Wskazał, że uszkodzone zostały lokomotywa oraz infrastruktura kolejowa. Dodał, że koszty naprawy obu torów, ogrodzenia dojścia do peronów sąsiedniego przystanku oraz uszkodzonych urządzeń przejazdowych szacowane są na ok. 140 tys. zł. Podkreślił, że PKP PLK będzie dochodzić zwrotu tych kosztów od sprawcy zdarzenia na drodze sądowej.
Do sprawy odniósł się w czwartek na platformie X wiceminister infrastruktury Piotr Malepszak. „Kolejny z prawem jazdy za czapkę gruszek kierowca TIRa zlekceważył sygnalizację informującą o zbliżeniu się pociągu i spanikował zatrzymując się przed rogatką na przejeździe kolejowym. Brak słów na skrajną bezmyślność w tym przypadku” – napisał wiceminister, dodając, że na szczęście obyło się bez ofiar.
Zieliński z PKP PLK zaapelował w piątek, by w podobnych sytuacjach wyłamać rogatkę i opuścić przejazd. „Rogatka nie jest barierą, za którą należy czekać na zderzenie” – zaznaczył.
Podkreślił, że pociąg waży setki ton i nigdy nie zatrzyma się w miejscu. Natomiast kierowca, który pozostaje na torach, naraża na niebezpieczeństwo nie tylko siebie, ale również załogę pociągu i wszystkich podróżnych.
W piątek na tym samym przejeździe przy ul. Niegowskiej doszło do kolejnego groźnego incydentu. Jak poinformowały PKP PLK, kierująca samochodem osobowym wjechała na torowisko przy opuszczających się rogatkach i utknęła między szlabanami. Do zderzenia nie doszło dzięki pomocy świadków, którzy wyłamali rogatkę.
Ale urwał! Obcokrajowiec wjechał ciężarówką pod pociąg Intercity. Nie było czego zbierać [VIDEO]


