Chińskie władze poinformowały w poniedziałek o ukaraniu 10 osób za rozpowszechnianie – jak podano – fałszywych informacji na temat skali powodzi błyskawicznej, do której doszło 26 sierpnia przy granicy Tybetu i Nepalu. MSZ w Pekinie odrzuciło zarzuty cenzury i ograniczania przepływu informacji.
Biuro cyberbezpieczeństwa chińskiego ministerstwa bezpieczeństwa publicznego poinformowało, że ukarani obywatele sugerowali, iż rzeczywisty bilans ofiar śmiertelnych jest nieporównywalnie wyższy od oficjalnego.
Jak przekazało biuro w komunikacie, jeden z zatrzymanych twierdził we wpisie opublikowanym w internecie, że „możliwe, że zginęło ok. 500 osób, wszyscy zaginieni prawdopodobnie nie żyją”.
Wpis internautów, wobec których zastosowano kary grzywny oraz do 10 dni aresztu, uznano za złamanie prawa i sianie paniki.
Ostatni oficjalny bilans, podany w niedzielę przez władze kontrolowanego przez Pekin Tybetu, mówi o 16 ofiarach śmiertelnych powodzi i 554 zaginionych.
Rzecznik chińskiego MSZ Guo Jiakun odniósł się do krytyki zagranicznych mediów i organizacji broniących praw człowieka mówiących o cenzurze informacji i ukrywaniu skali katastrofy.
– Społeczeństwo (chińskie) nie popiera złośliwego zniesławiania, szukania sensacji i wykorzystywania katastrofy (do swoich celów – PAP) – przekonywał na briefingu prasowym, zapewniając, że państwowe dane przekazywane są „w sposób otwarty, przejrzysty i szybki”.
Eksperci, na których powołuje się australijski nadawca ABC, zwracają jednak uwagę, że państwowych danych nie da się niezależnie zweryfikować, bo zagraniczni korespondenci i organizacje pozarządowe nie mają wstępu do regionu. Z kolei media państwowe skupiają się na skali zaangażowania służb, mobilizacji wojska i sprawności akcji ratunkowej prowadzonej z polecenia przywódcy kraju Xi Jinpinga. Mieszkańcy Tybetu, przejętego zbrojnie przez Chiny w 1950 roku, są poddawani ciągłej inwigilacji.
– Oznacza to, że mieszkańcy w obawie przed karą nie informują o tym, gdzie ludzie są uwięzieni (przez powódź – PAP) – zauważył Ryan Fioresi z organizacji International Campaign for Tibet, podkreślając, że przez brak takich sygnałów kluczowe informacje mogą nie dotrzeć do ratowników i rodzin poszkodowanych.
26 sierpnia w graniczącym z Chinami nepalskim dystrykcie Rasuwa zeszła potężna lawina błotna wywołana oberwaniem się fragmentu lodowca w Himalajach. Osuwisko wywołało wstrząs o magnitudzie 5,2 oraz powódź po obu stronach granicy. W poniedziałek władze Nepalu poinformowały, że liczba ofiar w tym kraju wzrosła do 903, a ponad 4 tys. osób uważa się za zaginione.


