Wraca sprawa śmierci Damiana Sobola oraz sześciu innych osób, które zginęły w Strefie Gazy w kwietniu 2024 r. Głos zabrał bowiem dowódca izraelskiej armii, który wydał rozkaz ataku na wolontariuszy World Central Kitchen. Przyznał on, że jest rozczarowany decyzją o odwołaniu go ze stanowiska.
Przypomnijmy, że do ataku izraelskiej armii na wolontariuszy doszło 1 kwietnia 2024 r. w Strefie Gazy. Wśród ofiar był Polak, Damian Soból. Do ostrzału konwoju z pomocą humanitarną dla Palestyńczyków doszło pomimo wyraźnych oznaczeń organizacji, do której należały samochody. Ponadto przejazd konwoju został wcześniej zgłoszony i był koordynowany z izraelskim wojskiem.
Kilka dni po ataku strona izraelska przedstawiła wyniki wstępnego dochodzenia, stwierdzając że ostrzał konwoju humanitarnego był „poważnym błędem”, który powstał w wyniku „mylnej identyfikacji”. W wyniku zdarzenia ze stanowisk dowódców odwołano dwóch oficerów. Trzech innych dostało nagany.
W zeszłym tygodniu Izrael ogłosił, że zamyka śledztwo w sprawie ataku na konwój humanitarny i nie będzie prowadził dalszego postepowania karnego.
„Brak pociągnięcia do odpowiedzialności za nadmierne użycie siły przez Siły Obronne Izraela (IDF) podważa poparcie społeczne nawet w krajach popierających Izrael” – oświadczył wówczas szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski.
MSZ wezwał także ambasadora Izraela, któremu przekazano „krytyczną ocenę dotychczasowych działań mających wyjaśnić przyczyny i przebieg tragedii”.
Jednym z „ukaranych” był pułkownik Noczi Mendel. Stracił on pozycję szefa sztabu izraelskiej brygady piechoty „Nahal”.
– Jestem dowódcą i to ja wydałem rozkaz, żeby przeprowadzić tę operację. Nie uciekałem od tej sytuacji – powiedział w rozmowie opublikowanej przez australijską telewizję ABC.
Wojskowy przyznał, że jest rozczarowany, że odwołano go ze stanowiska szefa sztabu. Podkreślał, że jego celem nie było zabicie żadnego wolontariusza WCK.
– Nie żałuję tego, co zrobiłem – dodał jednak.
Wojskowy ujawnił też kulisy swojej decyzji, która okazała się tragiczna w skutkach. Był wówczas w bazie wojskowej w Sde Teiman na południu Izraela, a konwój obserwował z lecącego nad nim drona, który transmitował obraz na żywo. Urządzenie było sterowane przez żołnierzy izraelskich sił powietrznych z bazy Palmachim koło Tel Awiwu.
Konwój składał się z samochodów z wolontariuszami oraz ciężarówek z żywnością dla Palestyńczyków ze Strefy Gazy. Pojazdy jechały z portu do magazynu w Dejr-al-Balah. Według wersji przedstawionej przez Mendela, miał on zobaczyć mężczyzn strzelających z eskortowanych ciężarówek.
– Widzieliśmy ich wszystkich przemieszanych ze sobą: ludzi z WCK i terrorystów Hamasu z bronią. Widzieliśmy ich jednych obok drugich. Nie starali się od siebie dystansować – twierdził.
– To był dla mnie wystarczająco dobry powód, żeby ich zabić. Ponieważ jednak byli z WCK, nie przeprowadziliśmy jeszcze ataku na tym etapie – dodał.
Do śmiertelnego w skutkach ostrzału doszło dopiero później – gdy trzy samochody wyjechały z magazynu. Według izraelskiego oficera w jednym z pojazdów miał być uzbrojony mężczyzna, a ta informacja została wówczas „definitywnie potwierdzona przez profesjonalistów z bazy w Palmachim.
Po otrzymaniu potwierdzenia Mendel wydał rozkaz przeprowadzenia dronowego ataku na samochody WCK, w którym zginął m.in. polski wolontariusz.
Dopytywany, czy rzeczywiści wówczas zabił jakiego terrorystę, izraelski wojskowy odparł: „Może jednego, a może żaden nie został zabity”.
– WCK, niestety, nie jest tak naprawdę neutralną organizacją. Nie jest organizacją, o której można powiedzieć, że jest niewinna i zupełnie czysta – twierdził dalej Noczi Mendel, zarzucając organizacji związki z Hamasem. Przypomniał też, że w grudniu 2024 r. WCK zwolniła niektórych pracowników, po tym jak Izrael oskarżył ich o związki z tą organizacją terrorystyczną.
Jednak WCK odpiera te zarzuty, twierdząc, że strona izraelska nie przekazała jej informacji wywiadowczych, a zwolnienie pracowników „nie powinno być rozumiane jako wniosek WCK, że te osoby były związane z jakąkolwiek organizacją terrorystyczną”.
„To najnowsza próba odsunięcia winy od działań izraelskiego wojska. Osoba przedstawiająca te oszczercze twierdzenia nie ma żadnej wiarygodności” – oświadczyła organizacja, odnosząc się do słów Mendela.
Od kwietnia 2024 r. śledztwo ws. zabójstwa Damiana Sobola prowadzi Prokuratura Okręgowa w Przemyślu. Postępowanie utknęło jednak w martwym punkcie ze względu na brak współpracy strony izraelskiej oraz amerykańskich władz. Chodzi m.in. o udostępnienie dowodów – w tym telefonu zmarłego Polaka oraz wraków ostrzelanych samochodów. – oraz o przesłuchanie świadków.
– Z Izraela do dziś nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Pomoc prawna została częściowo zrealizowana przez Stany Zjednoczone. Po analizie otrzymanych materiałów prokurator stwierdził, że konieczne jest uzupełnienie i wystąpiliśmy z ponownym wnioskiem – powiedziała Onetowi rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Przemyślu Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz. Postanowieniem prokuratora regionalnego śledztwo zostało przedłużone do 2 października 2026 r.


