Pokazowe i głośne zatrzymanie 23-latka, który rzekomo chciał przeprowadzić zamach na Tuska, Kaczyńskiego i ich przybocznych, wywołało wściekłość w szeregach służb specjalnych. Doświadczeni funkcjonariusze nie przebierają w słowach, oceniając całą akcję jako „klasyczny humbug” czy „kabaret”.
Zatrzymany przez policjantów z krakowskiego Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości 23-letni Mikołaj T. usłyszał zarzuty „podjęcia czynności mających stworzyć warunki do przedsięwzięcia czynu zmierzającego bezpośrednio do dokonania ludobójstwa, zarzut przygotowania do przestępstw przeciwko pokojowi, ludzkości oraz przestępstw wojennych, jak również zarzut publicznego nawoływania do popełnienia przestępstwa”.
Na wniosek prokuratury sąd aresztował mężczyznę na 30 dni. Grozi mu do 20 lat pozbawienia wolności.
Na początku sierpnia 23-latek zamieścił wpis na Telegramie, że poszukuje chętnych do przeprowadzenia zamachu na polityków duopolu, na „kilkanaście osób z osobna, które terroryzują nasz kraj”.
23-latek przyznał się do dokonania wpisu. Wyjaśniał, że nie chciał nikogo skrzywdzić, a wpisu w internecie dokonał „z głupoty”.
CZYTAJ WIĘCEJ: Ma dość duopolu Tuska i Kaczyńskiego. Jest podejrzany o przygotowanie zamachu na grupę czołowych polskich polityków. „Wpis z głupoty”
„To kabaret”
Służby ministra Kierwińskiego odtrąbiły sukces, jednak za oficjalnymi komunikatami kryje się obraz, który budzi zażenowanie wśród profesjonalistów. Śledczy zarekwirowali nośniki i przeszukali posesję. Efekt? Pustka. – Nie odkryto niczego, absolutnie niczego, co mogłoby wskazywać, że jego wpis to coś więcej, niż tylko głupota i przejaw frustracji – zdradza Onetowi informator ze służb specjalnych.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że cała operacja została zaplanowana wyłącznie pod z góry założoną, polityczną tezę. Szybki, wykreowany sukces miał być pokazem siły państwa i twardą odpowiedzią na rzekome zagrożenia, wpisując się w zapotrzebowanie na teatralne gesty uspokajające wyborców i demonstrujące rzekomą skuteczność władzy.
Służby specjalne są zirytowane rozdmuchiwaniem sprawy do niebotycznych rozmiarów. Wątpliwości budzi też profesjonalizm samej akcji operacyjnej.
– Widział pan to? Niebezpieczny przestępca, potencjalny zamachowiec, który chciał mordować polityków, a wybiera się po niego trzech funkcjonariuszy w jeansach i koszulkach? Bez „czarnych”, bez długiej broni? Przecież to jakiś kabaret – oburza się jeden z funkcjonariuszy.
– To klasyczny humbug. Ten człowiek nie stał nawet koło terrorysty. Ot, kolejny sfrustrowany wyborca i przeciwnik obecnej klasy politycznej. Cała ta sprawa to klasyczne mydlenie oczu wyborcom oczekującym sukcesów. Zabezpieczony wpis z Telegrama to jedyne, co go obciąża, i jedyna tego typu jego aktywność w sieci. Chłopak się upalił i napisał jakąś bzdurę, a przeciwko niemu wytacza się najcięższe działa – dodaje inny.
Prokuratura Okręgowa w Krakowie ogłosiła zaangażowanie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Tymczasem sami agenci ABW kategorycznie odcinają się od sprawy. – Nie mamy z tym wszystkim nic wspólnego – twierdzi krótko źródło.
