Strona głównaMagazynDługi, oszczędności i zbrojenia. Wieści z socjaldemokratycznych Niemiec i neo-sowieckiej UE

Długi, oszczędności i zbrojenia. Wieści z socjaldemokratycznych Niemiec i neo-sowieckiej UE

-

- Reklama -

Rząd RFN już mówi wprost o koniecznych oszczędnościach w budżecie Unii Europejskiej i w budżecie Niemiec – w większości sektorów i resortów. Ale za wyjątkiem przede wszystkim wielkich wydatków na zbrojenia i wzmacnianie armii.

29 lipca Federalny Urząd Statystyczny poinformował, że w ubiegłym roku zadłużenie państwa i instytucji publicznych RFN w przeliczeniu na jednego mieszkańca Niemiec wzrosło do rekordowych prawie 32 tys. euro. To o 1821 euro więcej niż w roku poprzednim. A całkowite zadłużenie niemieckiego państwa zwiększyło się o 6 procent, tj. o 151,4 miliardów euro – osiągając do grudnia 2025 r. rekordowy poziom ponad 2,66 biliona euro.

- Reklama -

Ten ogromny dług obejmuje zobowiązania zaciągnięte na rynkach kapitałowych i w bankach przez rząd Niemiec i rządy 16 landów, przez gminy i związki gmin oraz instytucje tzw. ubezpieczeń społecznych. Największy udział w tym zadłużeniu ma oczywiście rząd federalny – to około 1,840 bln euro. Zadłużenie tego rządu wzrosło w ciągu roku 2025 aż o 6,2 procent, tj. o 107,7 mld euro. A dług władz landów urósł o 2,9 proc. (17,5 mld euro), osiągając prawie 625 mld euro.

Procentowo najwięcej wzrosły zobowiązania gmin i związków gmin – zwiększyły się aż o 15,4 proc. (26,2 mld euro), osiągając 197 mld euro. To głównie efekt wieloletniego utrzymywania przez gminy i miasta rzeszy ponad 3,5 miliona różnych imigrantów, azylantów, uciekinierów z Ukrainy i innych krajów itd. A już zaplanowane nowe zadłużenie RFN na rok 2027 ma wynieść aż 118,7 mld euro (!). Ile faktycznie wyniesie ono w roku bieżącym, jeszcze nie wiadomo. Ale federalne ministerstwo finansów podało już w czerwcu, że w tym roku nowy dług wyniesie prawdopodobnie co najmniej 34 mld euro. Super!

Nic więc dziwnego, że rządzący Niemcami „demokraci” od kilku miesięcy szukają różnych możliwych oszczędności. Np. już uchwalony na początku lipca przez parlament RFN program oszczędności w służbie zdrowia przewiduje między innymi znaczne ograniczenia wydatków „kas chorych” i budżetu w gabinetach lekarskich, szpitalach, klinikach i aptekach. A także cięcia niektórych świadczeń dla ubezpieczonych oraz różne ograniczenia wynagrodzeń lekarzy, co w przyszłym roku ma odciążyć publiczne „kasy chorych” o kilkanaście miliardów euro. Bez uwzględnienia tej „reformy”, ministerstwo od służby zdrowia przewidywało bowiem na sam rok 2027 ogromny deficyt w tych Krankenkassen – w wysokości aż 18–19 miliardów euro.

Rządowy plan budżetowych oszczędności nie obejmuje jednak zaplanowanych ogromnych wydatków na cele wojskowe i „obronne”, tj. przede wszystkim na zbrojenia i wzmocnienie armii. W tym roku na te cele zaplanowano blisko 83 mld euro, a w przyszłym aż 109,7 mld euro, czyli prawie 20 proc. całego planowanego budżetu Niemiec (!). A jeszcze w roku 2025 było to „tylko” trochę ponad 62 mld. Samo militarne i finansowe wspieranie kijowskiej Ukrainy, nie licząc niemieckiej pomocy gospodarczej i humanitarnej dla tego kraju, ma w tym roku kosztować budżet RFN (niemieckich podatników) aż około 12 miliardów euro. Natomiast w roku 2030 na zbrojenia Niemcy planują przeznaczyć aż 183,7 mld euro (!). A np. koszty obsługi ww. długów Niemiec (odsetek dla lichwiarzy itd.) mają kosztować w samym roku 2026 aż ponad 40 miliardów euro. Wunderbar!

Niektórzy niemieccy ekonomiści i urzędnicy przewidują więc, że w celu sfinansowania zaplanowanych zbrojeń armii i wydatków na inne cele obronno- wojskowe, w latach 2027–2030 władze Niemiec będą zmuszone zaciągnąć nowe pożyczki w łącznej wysokości aż około 838 miliardów euro (!) (wg dw.com). Warto wspomnieć, że jeszcze w latach 2013–2019 Niemcy zanotowały kilka rocznych nadwyżek budżetowych, co w tym okresie pozwoliło obniżyć poziom publicznego długu tego państwa z już 79,8 proc. PKB w roku 2012 do 59,8 proc. w roku 2019. A teraz ten dług RFN znów zbliża się do poziomu 68–70 proc. PKB (według różnych szacunków i metod jego liczenia). Aktualnie, tj. wedle stanu na grudzień 2025 r., ten dług Niemiec jest wprawdzie znacząco ponad dwukrotnie mniejszy [w odniesieniu do własnego PKB] niż dług euro-socjalistycznej republiki włoskiej i około 1,75 razy mniejszy niż dług jeszcze bardziej etatystycznej republiki francuskiej. Ale jak na dobre finansowo- budżetowe tradycje gospodarnej Republiki Federalnej, tej z lat 1950–1990, jest to już jednak dług ogromny.

W związku z tymi planami władz Niemiec dot. wielkich zbrojeń i innych wielkich wydatków na cele wojskowe oraz kolejnych ogromnych pożyczek rządu na te cele, niektórzy niemieccy czy austriaccy komentatorzy i ekonomiści, jak np. Günter Hannich, uważają, że przyszła wojna „Europy” z Rosją [i być może też z Chinami] to już sprawa „przesądzona” (lipcowy wywiad z tym ekonomistą w austriackiej telewizji i kanale internetowym Auf1). Twierdzą oni, że skutecznym instrumentem nacisków na rządy niektórych państw UE – nacisków w kierunku zmuszenia ich do dołączenia się do tej wojny – ma się okazać między innymi unijny program zbrojeniowy SAFE. A ciągle rosnące i już olbrzymie długi USA, Japonii, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i większości innych państw UE oraz aktualne kryzysy ich gospodarek mają się stać głównym generatorem tej już „nieuchronnej” wojny! Das ist furchtbar!

Żądania cięć i oszczędności w wydatkach budżetu UE

Rząd RFN planuje oszczędności nie tylko na krajowym podwórku. Co najmniej od początku czerwca br. oczekuje ich także od komisarzy i innych władz UE. 28 lipca kanclerz Fryderyk Merz pofatygował się do Dublina, gdzie rozmawiał z premierem rządu Irlandii Micheálem Martinem. Przekonywał ten rząd, od 1 lipca sprawujący półroczną „prezydencję” w Radzie UE, do znacznych cięć planowanych w Brukseli wydatków w nowym 7-letnim budżecie Unii Europejskiej na lata 2028–2034. Podobno, zdaniem szefa rządu Niemiec, Unia już „nie może sobie pozwolić na [kolejne] zwiększanie wydatków”. Bo władze UE, w opinii niemieckiego kanclerza, zamiast kolejnego zwiększania wydatków na różne cele i zatrudniania kolejnych tysięcy urzędników, powinny oszczędzać. Bo UE potrzebuje setek miliardów euro na „nowe wyzwania” i cele.

Kanclerz Merz miał przekonywać rząd Irlandii do przygotowania znacznie bardziej oszczędnej propozycji kolejnego budżetu UE niż tej postulowanej przez komisarzy UE i kilka rządów – wynoszącej w sumie prawie 2 biliony euro (propozycji mającej poparcie mocno lewicowych rządów Hiszpanii i kilkunastu innych krajów UE). Kanclerz Merz stwierdził w Irlandii, że taki budżet jest „nieakceptowalny” i musi zostać pomniejszony o „kilkaset miliardów” euro. Richtig! W rozmowie z premierem Irlandii miał też ostrzec, że jeśli do końca tego roku nie uda się osiągnąć porozumienia w sprawach budżetu UE, to negocjacje mogą przesunąć się na rok 2027. A wtedy kolejne kampanie wyborcze we Francji i Włoszech, w Hiszpanii i Polsce „mogą dodatkowo utrudnić osiągnięcie jednomyślności”.

Kanclerz rządu RFN podobno opowiedział się jednak za możliwością „większej elastyczności” państw członkowskich UE w obszarze dopłat rolnych (wg DPA). W opinii konserwatywno-wolnościowego tygodnika „Junge Freiheit”, kanclerz Merz i jego rząd w powyższych kwestiach mogą liczyć na wsparcie rządów takich państw, jak Holandia, Dania i Szwecja [a częściowo zapewne także rządów Austrii, Finlandii i Czech], które także oczekują znacznego zmniejszenia wydatków i całego budżetu UE w następnych latach. Należy też przypomnieć, że już na czerwcowym „szczycie” Rady UE kanclerz Merz stwierdził, że przedstawiona przez komisarzy UE wstępna propozycja budżetu na lata 2028-34 zawiera kwoty „abstrakcyjnie wysokie”, więc „muszą one zostać obniżone”. Merz zapowiedział już wtedy, 18 czerwca, że Niemcy nie zgodzą się na jakiekolwiek dalsze „wspólne zadłużanie” krajów UE i będą domagać się przedstawienia nowego i znacznie bardziej oszczędnego projektu budżetu UE. Sehr gut!

W związku z tym premier Irlandii zapowiedział, że jego rząd przedstawi kompromisową propozycję budżetu UE podczas październikowego posiedzenia Rady Unii Europejskiej i liczy na osiągnięcie porozumienia państw członkowskich jeszcze przed końcem tego roku. Na konferencji prasowej Martin przyznał jednak, że wielkim wyzwaniem będzie pogodzenie oczekiwań [kilkunastu] państw domagających się większych wydatków UE [niż te z lat 2021–2027] z postulatami rządów opowiadających się za cięciami wydatków i oszczędnościami. Należy dodać, że podczas rozmowy z premierem Irlandii kanclerz Merz ponoć opowiadał się także za przyjęciem do Unii Europejskiej, już w ciągu najbliższych kilku lat, co najmniej dwóch nowych krajów – Ukrainy i Czarnogóry.

Warto zauważyć, że wspomniane niemieckie, holenderskie czy duńskie zamierzenia co do znacząco mniejszych wydatków UE w latach 2028-34 nie obejmują, jak zwykle w ostatnich latach, jakiegokolwiek zmniejszenia wydatków i „inwestycji” na tzw. transformację energetyczną i na cały unijny „zielony ład”. Te „zielone” i „klimatyczne” neo-komunistyczne dogmaty i fatalne [dla narodów Europy] przesądy euro-lewicy i partii post-chadeckich (takich jak współrządzące w Niemczech CDU i CSU), nadal nie są rewidowane. A ogromne wydatki na te dogmaty i projekty nadal nie są znacząco redukowane – pomimo ciągle pogarszającej się sytuacji paliwowo- -energetycznej, gospodarczej i finansowej większości krajów-członków UE. Schrecklich!

Tomasz Mysłek

Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy CZAS!” nr 33-34, 10 – 23 sierpnia 2026 r. Do nabycia w najlepszych salonach prasowych lub w e-wydaniu na stronie Biblioteki Wolności.

Najnowsze