Adwokat Bela Beregszaszi w rozmowie z węgierskimi mediami przekazał, że kierowca, który prowadził autokar z polskimi pielgrzymami wracającymi z Medziugorie, jest „w stanie szoku”. Odniósł się też do hipotezy węgierskich śledczych na temat tego, czy mężczyzna zasnął za kierownicą.
W niedzielę około godz. 1 na węgierskiej autostradzie M3 w rejonie miejscowości Mezokeresztes na wschodzie Węgier doszło do wypadku autokaru. Było w nich 59 polskich obywateli. Są ofiary śmiertelne.
Wracali oni z Medziugorie w Bośni i Hercegowinie. Według węgierskich śledczych, Polak kierujący autokarem miał zasnąć za kierownicą. Więcej o tym przeczytacie w artykule poniżej.
Wypadek polskiego autokaru na Węgrzech. Dramatyczne wnioski węgierskich śledczych
Głos zabrał adwokat kierowcy, Bela Beregszaszi. W rozmowie z węgierskim dziennikiem „Blikk” powiedział, że 62-letni kierowca „jest w stanie szoku”. To efekt uświadomienia sobie, że w wypadku zginęło kilkanaście osób.
Beregszaszi odniósł się też do hipotezy węgierskich śledczych, jakoby kierowca miał zasnąć za kierownicą. Jak stwierdził adwokat, śledztwo jest na wczesnym etapie i wyciąganie jakichkolwiek ostatecznych wniosków na temat tego, co się naprawdę stało, jest przedwczesne.
Podkreślił też, że trzeba zaczekać na ustalenia biegłych ekspertów.
Właściciel firmy przewozowej z Jasła odpowiadającej za przewóz, Tadeusz Dykas powiedział „Interii”, że nie może odnieść się do słów adwokata, ponieważ „nie ma kontaktu” z kierowcą. Potwierdził natomiast, że drugi kierowca wrócił do Polski. Ma „drobne obrażenia”.
Wcześniej Dykas w rozmowie z „Interią” powiedział, że obaj kierowcy mają „wieloletnie doświadczenie”.
– Bardzo często jeżdżą do Medziugorie i powiem tak szczerze, mam do nich 100-procentowe zaufanie. Nie wiem, co się stało – mówił Tadeusz Dykas.
„Gdyby było większe wsparcie polskiej strony”. Drugi kierowca autokaru przerywa milczenie
