Posła Romana Fritza, wiceprzewodniczącego Konfederacji Korony Polskiej i rzecznika prasowego partii, zapytaliśmy o bezpieczeństwo naszego kraju, sprawność polskich służb oraz odpowiedzialność rządzących za ochronę obywateli.
W rozmowie z Markiem Skalskim poseł zdradził też kulisy przygotowań „Korony” do nadchodzącej kampanii parlamentarnej. Czy jest szansa na porozumienie środowisk prawicowych?
Marek Skalski: Kolejna rakieta uderzyła w nasz kraj. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Po prostu zrobiła dziurę w polu i to jeszcze w okolicach, które dość dobrze znam, bo byłem tam na spotkaniu autorskim, w rejonie Turobina. Nasz kraj, który jak zapewniają politycy, ma być silny, zwarty i gotowy, nie stanął na wysokości zadania. Pan premier Tusk mówi, że gdyby rakieta poleciała trochę dalej, to byśmy ją strącili. Tyle że ani nie zadziały systemy informowania społeczeństwa o zagrożeniu, ani nie udało się zapobiec wleceniu tej nieszczęsnej rakiety na nasze terytorium. Jak skomentować tę kolejną, kuriozalną sytuację?
Roman Fritz: Pierwsza rzecz to kwestia prowadzenia narracji na temat tego, czyja to jest rakieta. Nawet nie ostygł lej po tym pocisku, a już było wiadomo, że jest to rosyjska rakieta. To byłby chyba pierwszy przypadek od czasu początku wojny, czyli ataku wojsk rosyjskich na Ukrainę, 24 lutego 2022 roku, kiedy coś trafiło na terytorium Polski i jest to broń rosyjska. Dotąd zawsze było tak, że mówiło się o tym, że to jest ruski dron albo ruska rakieta, a potem okazywało się, że jest jak w dowcipie: nie w Moskwie, tylko w Leningradzie, nie na Placu Czerwonym tylko na Nevskim Prospekcie, nie samochody tylko rowery i nikt ich nie rozdaje, tylko ktoś je kradnie… Tym razem być może jest tak, że to rzeczywiście z Rosji, bo rosyjska strona mocno zintensyfikowała ataki na Kijów i na Lwów, być może też na inne cele na Ukrainie.
Rzeczywiście nasze służby nie zareagowały odpowiednio. Przejawem jakiegoś zupełnego marazmu decyzyjnego jest to, że ta rakieta przeleciała przez nasze terytorium około 100 kilometrów. Minęła nawet pułk obrony przeciwlotniczej. Po prostu przeleciała sobie nad tą jednostką. To jest coś niebywałego…
Dzięki Bogu, że nikomu nic się nie stało, bo rzeczywiście mogło, gdyby to spadło na miasto, byłyby ofiary i wtedy mielibyśmy zarzewie dużego konfliktu, już nawet niedyplomatycznego, ale idącego dalej. Również chaotyczna reakcja poszczególnych ministrów i służb musi budzić nasz niepokój. Było widać co najmniej zmieszanie. Panowie Kierwiński z Tuskiem i Kosiniakiem Kamyszem ewidentnie nie uzgodnili swojego przekazu. To jest kolejna żółta, a może już nawet czerwona kartka dla tych władz, które nie są w stanie nas obronić. Powiedzieliśmy to wyraźnie na konferencji prasowej z udziałem polskiego posła do Europarlamentu Grzegorza Brauna, a także z udziałem wielu, kilkudziesięciu praktycznie ludzi związanych z różnymi służbami mundurowymi w przeszłości. Byli i żołnierze, i policjanci, i strażnicy, i strażacy… Oni w rozmowach rzeczywiście potwierdzali wielki chaos i to, że służby nie zdały egzaminu. Czuło ich rozgoryczenie. Jedyne, co można zrobić, to przejąć władzę i ogłosić zmianę warty. Ktoś taki jak Kierwiński czy Kosiniak-Kamysz, ludzie z resortów siłowych, są za obecny stan odpowiedzialni…
MS: Najbardziej niepokojące jest to, że rakiety wlatują, a nasze władze reagują zawsze post factum, zawsze są zaskoczone i zawsze nie wiedzą, jak się zachować. Taka bezradność. Gdzie jest polska armia?
RF: Oni się prawdopodobnie kierują nagłówkami w mediach, a te są w stylu: „Polskie Siły Zbrojne poderwały myśliwce F-16”; a skoro poderwały, to brzmi to dobrze, czyż nie? Jesteśmy silni, zwarci i gotowi, bo nasze samoloty wystartowały. Tylko co to daje przeciętnemu Kowalskiemu? Przypomnijmy sobie fatalny, jak to nazywają, „incydent” z Przewodowa. Przed kilku laty zginęli ludzie, dlatego że Polskie Siły Zbrojne nie były w stanie zlikwidować pocisku, który nadleciał z Ukrainy. Mogło być dużo gorzej, ponieważ obok były składy materiałów niebezpiecznych, dosłownie kilkadziesiąt metrów dalej, więc to wszystko mogło się skończyć dużo gorzej.
MS: Przejdźmy to kwestii wyborczych. Poszczególne ugrupowania już ogłaszają start kampanii. Towarzysz Czarzasty stwierdził ostatnio, że Lewica de facto rusza z kampanią od września. Gdy Sławomir Mentzen robił objazd po kraju w związku z wyborami prezydenckimi, był przez środowisko marszałka sejmu strasznie krytykowany, że to jest niezgodne z prawem, że nie znamy jeszcze terminu, a „już jeździ po Polsce”. Teraz Czarzasty właśnie rusza z kampanią i teraz to jest „ok”. A co planuje Konfederacja Korony Polskiej? Czy już jesteście panowie i panie w blokach startowych?
RF: W zasadzie tak. Kompletujemy Szeroki Front Gaśnicowy. Grzegorz Braun obwieścił właśnie, że miejsca numer pięć na listach „Korony…” będą zarezerwowane dla służb mundurowych, rzecz jasna w stanie spoczynku, żeby mogli zachować bierne prawo wyborcze. Nie może być bowiem tak, że czynny funkcjonariusz np. Policji startuje w wyborach i daje się wybrać. To jest niedopuszczalne. Ale byłych funkcjonariuszy, którzy wspierają nas swoją wiedzą i doświadczeniem, przede wszystkim miłością do Ojczyzny, chętnie witamy na naszych listach. Okręgów wyborczych jest 41 i miejsca numer pięć z automatu, niejako, będą przyznawane właśnie byłym funkcjonariuszom czy to Policji, czy Wojska, czy Straży Granicznej, Służby Więziennej, Straży Pożarnej. Po prostu musimy mieć fachowców tego typu w swoim gronie, żeby być gotowym na przejęcie władzy. To jest warunek konieczny.
Może się też oczywiście zdarzyć tak, że ci byli funkcjonariusze służb będą jeszcze wyżej niż na miejscu numer pięć, bo na przykład są szefami okręgów albo wieloletnimi działaczami. Oczywiście to, że ktoś jest na miejscu pierwszym, drugim, trzecim, czwartym czy piątym na liście nie oznacza, że ten pierwszy zawsze wchodzi, a piąty nie ma szans. Czasami jest zupełnie na odwrót. Wierzę, że mundurowi będą stanowić dla nas naprawdę duże wsparcie. Co do zasady umieszczanie ich pośrodku list wyborczych będzie ułatwieniem dla naszych potencjalnych wyborców.
Musimy tych ludzi, ich wiedzę i doświadczenie, zagospodarować. Oni w tej chwili się naprawdę marnują, a Polski nie stać na marnotrawienie takiego potencjału.
Np. w Niemczech byli oficerowie, na przykład Bundeswehry, nie mogą ot tak sobie pójść na emeryturkę i położyć się w ogródku i obserwować ptactwo. Oni tam są dalej, jak gdyby na kontrakcie, tylko już w zupełnie innym charakterze. Są doradcami, ekspertami, również przy korporacjach. Dalej pracują na pomyślność Niemiec. Trudno, żeby Polska ot tak, lekką ręką, z takich ludzi rezygnowała. Niestety w Polsce rezygnuje się z oficerów, którzy mają czelność mieć własne zdanie, a posiadają znacznie większy potencjał, mają dużą wiedzę i doświadczenie niż inni. To musi być ukrócone.
Kompletujemy te listy, ale na tym się nie zatrzymujemy. Nasza działalność prekampanijna, bo takie określenie wymyślono chyba na potrzeby Sławomira Mentzena, to intensywne kontakty z wyborcami w postaci niepartyjnej, ale przy współudziale partii po-litycznej. Mieliśmy ostatnio wielkie wydarzenie w Wieliczce, które organizowane było przez Fundację Przedsiębiorcy Prawicy. Kilka tysięcy ludzi przewinęło się przez to miejsce… Fantastyczna impreza, ale przecież tych wydarzeń organizujemy multum. Przez cały lipiec były organizowane Marsze Wołyńskie, a także marsze „Polska za pokojem”, pikniki rodzinne itp. Nie zliczymy tego, bo gubimy się, ile tych imprez rzeczywiście było. Mamy cały kalendarz praktycznie zapełniony już do jesieni.
Wracamy do projektu, który kapitalnie wypalił na początku roku, czyli KINGS: Kongres Inicjatyw Narodowych, Gospodarczych i Samorządowych. Tym razem w wersjach regionalnych, w wersjach lokalnych, a więc nie centralny jeden KINGS dla całej Polski, ale będą poszczególne regiony same organizować tego typu wydarzenie po to, żeby pokazać Polsce specyfikę swojego miejsca. Trochę inne problemy gospodarcze występują na Śląsku, a inne w Warszawie czy w województwie warmińsko- mazurskim. Przy okazji tej imprezy pokażemy również naszych przyszłych kandydatów w wyborach. Czy wybory odbędą się w październiku przyszłego roku, tego jeszcze nie wiemy. Wiemy natomiast jedno, że one się odbędą wtedy, kiedy Donaldowi Tuskowi to się będzie najbardziej opłacało…
MS: Miejmy nadzieję, że nie odbędą się później, bo casus ukraiński jest taki, że tamte wybory konstytucyjne to już ileś tam lat temu się powinny odbyć, ale skoro jest wojna, to elekcji nie ma… Także miejmy nadzieję, że u nas do tego nie dojdzie.
RF: Zełenskiemu kadencja minęła dwa lata temu…
MS: Szeroki Front Gaśnicowy to świetne hasło, bardzo mi się podoba. W jego kontekście zdradź, proszę, na ile udało się zebrać te wszystkie mniejsze środowiska, mniejsze ruchy społeczne i polityczne. Konfederacja Korony Polskiej dzisiaj jest taką najsilniejszą siłą czysto prawicową, ideowo-prawicową. Dlatego jest jakby predestynowana do takiego przywództwa, żeby zbierać te wszystkie drobniejsze ruchy, no bo wiadomo, one nie mają zbyt wielkich szans na przekroczenie progu 5 proc., zgodnie z naszą ordynacją wyborczą. Równocześnie zostawione same sobie mogą szkodzić, zagospodarowując niewielkie liczby głosów, z punktu widzenia ogólnokrajowej polityki. Głosów, które będą „stracone” i mogą zaważyć na tym, że „Korona…” będzie miała posłów mniej, niż gdyby wszyscy wystartowali pod jednym szyldem. Krótko: na ile skuteczna jest idea Szerokiego Frontu Gaśnicowego?
RF: Jesteśmy realistami i zdajemy sobie z tego sprawę, że przecież nie każdemu z nami po drodze. Oczywiście kompletujemy, zapraszamy do współpracy różne środowiska prawicy. Ja myślę, że ważnym czynnikiem tutaj jest jednak osoba Grzegorza Brauna, która determinuje i łączy właśnie tych, którzy mieli wcześniej jakiekolwiek jeszcze dylematy, czy opłaca się, czy się nie opłaca iść razem. Jego postawa w ciągu kilku lat, jego takie bycie liderem po prostu środowisk antysystemowych ten temat załatwia.
Przy okazji pewna dygresja. Antysystem – czasami używamy tego sformułowania nie doprecyzowując, o co tak naprawdę chodzi, czym jest ten „system”, bo to trzeba zdefiniować, aby być konstruktywnie i skutecznie „anty”. Jeżeli sobie nie zdefiniujemy samego hasła systemu, no to nie wiemy, z kim i w jakim celu idziemy do tych wyborów.
Otóż ja definiuję system na mój użytek jako taki konglomerat czterech różnych sił wpływów: służby, politycy, tzw. wielki biznes i media głównego nurtu. Te cztery siły w zasadzie stanowią jądro systemu. Nasza działalność jako „Korony…” np. Big Pharmy jako przedstawiciela wielkiego biznesu; narusza główny bo pokazujemy, że poza życie. My nie jesteśmy mediów typu TVN, Polsat, tam nie ma, a pomimo dlatego?) dajemy sobie wiarygodność. Jeżeli chodzi nie trzeba wypowiadać. czy szerzej struktury państwowe…
Ostracyzm, jakiemu nakazuje trzymać się od jak najdalej. Kaczyński raz na tydzień, że dogada wszystkimi, tylko nie z Braunem. jego giermkowie. Buduje zwany Brandmauer, czyli tak jak robi się to w Niemczech „Atlernatywa…” wiele lat pozycji podobnej do „Korony…”. procent, potem urosła dwucyfrowego, a teraz podchodzi pod granicę 30 procent! Natomiast w landach wschodnioniemieckich mają czasami ponad 40 proc. w różnych sondażach i są gotowi przejmować bezwzględnie władzę.
Z jednej strony możemy więc ubolewać nad tym, że nikt nie chce podjąć naszej rękawicy, naszych wyzwań, naszych żądań niepodległościowych, a z drugiej strony nasi konkurenci polityczni wpadają pułapkę. Unikając wprowadzania Konfederacji Korony Polskiej na poletko, które do tej pory było przez nich zagospodarowane i zabukowane, sprawiają, że nasza wiarygodność podnosi się na tyle wysoko, że ułatwia to nam po prostu gromadzenie poparcia. Wyborcy tak zwanego „wkurzu” w zasadzie już nie mają żadnych alternatyw poza formacją Brauna. Ja nie mówię, że to jest super korzystne, że to jest nasz rdzeń, profil naszych wyborców… Ale nie uważam, abyśmy na tym tracili. Problem mają partie typu PiS czy Niedorozwój Plus, czy jak oni się tam wszyscy nazywają, dlatego że nie wypada im w ich mediach przedstawiać się jako gotowych na sojusz z Konfederacją Korony Polskiej. Oni dostają prikaz i z Waszyngtonu, i z Brukseli, i nie wiem skąd jeszcze, żeby z nami nie wchodzili w żadne koalicje.
Natomiast przyjdzie moment wyborów, wszyscy po tych wyborach wezmą kalkulatory i arytmetyka pokaże, co tu w ogóle jest możliwe. Na tym tle bardzo ciekawa będzie analiza posunięć politycznych Mateusza Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego…
Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy CZAS!” nr 33-34, 10 – 23 sierpnia 2026 r. Do nabycia w najlepszych salonach prasowych lub w e-wydaniu na stronie Biblioteki Wolności.

