Serhij Gniezdiłow z 56. Samodzielnej Brygady Piechoty Zmotoryzowanej w rozmowie z RBC-Ukraine przyznał, że wkrótce Kijów może zacząć porywać do armii kobiety na mięso armatnie. Powiedział też o skali dezercji, która zbliża się do pół miliona przypadków.
– Zmierzamy w tym kierunku, bo mamy coraz mniej ludzi. Jeśli Rosja zmobilizuje kolejne pół miliona Rosjan, natychmiast obniżymy wiek poborowy i zaczniemy przygotowywać warunki do mobilizacji kobiet – powiedział dla RBC-Ukraine Gniezdiłow.
Dodał, że wcześniej należałoby określić kategorie kobiet, które podlegałyby niewolniczej pracy w wojsku.
– Masz dziecko? Oczywiście, że się nie kwalifikujesz. Jeśli nie jesteś studentem, nie masz dzieci ani nie jesteś lekarzem w ośrodku rejonowym, którego pomocy pilnie potrzebują emeryci, to idź na front – powiedział wojskowy.
Zwrócił uwagę, że w jego jednostce było już wiele kobiet i wykonywały takie same zadania, jak pozostali żołnierze. Ma to zapewne służyć normalizacji porywania przez państwo kobiet do wojska.
– Legendarne kobiety. Radziły sobie, robiły wszystko, jak wszyscy inni. Praca na wojnie była bułką z masłem. Nawet jeśli kobieta nie ma zbyt dużej siły fizycznej, znajdzie pracę papierkową lub biurową. Czym mężczyzna z dwójką dzieci różni się zasadniczo od kobiety bezdzietnej? Niczym – przekonywał.
Gniezdiłow mówił też o obniżeniu wieku, od którego państwo powinno – jego zdaniem – porywać ludzi do przymusowej pracy wojskowej, zwanego „wiekiem poborowym”. Obecnie na Ukrainie wynosi on 25-60 lat, zaś ukraiński wojskowy chciałby go obniżyć do 21 lat.
– Nawet w czasie wojny dzieci powinny mieć jakieś dzieciństwo. Niech człowiek po szkole chodzi przez rok, niech się zastanowi, czy chce się uczyć. Jeśli pójdzie na uniwersytet, dostanie odroczenie na pierwsze wyższe wykształcenie. Jeśli nie, wojsko chętnie przyjmie go po roku – mówił Serhij Gniezdiłow.
Ukrainiec mówił też o o skali dezercji z armii. Określił to mianem „najpowszechniejszego obecnie przestępstwa na Ukrainie”.
– Wcześniej mówiono o 320 tys., teraz liczba ta może sięgnąć 400 tys. przypadków. Biorąc pod uwagę, że w wojsku jest milion ludzi, a większość przypadków dezercji występuje w jednostkach bojowych, to przerażająca liczba – ocenił.
