W 2024 roku poprosiłem Mariana Miszalskiego o napisanie książki o polityce żydowskiej. Specjalizował się w tej dziedzinie, pracując w NCz! i zebrał przez ostatnie lata obszerną publicystykę poświęconą temu ważnemu, przemilczanemu, a wręcz zakazanemu tematowi. Poprosiłem go, by uporządkował ten materiał i przygotował z niego kolejną publikację. Autor, znany m.in. z książki „Żydowskie lobby polityczne w Polsce”, podjął wyzwanie i powoli przygotowywał „Politykę żydowską”. Niestety nie zdążył ukończyć dzieła – zmarł w Wielkanoc 2026 roku. Aby nie utracić zgromadzonych materiałów, postanowiłem zredagować i skompilować książkę, wieńcząc i uzupełniając pracę śp. Mariana Miszalskiego. Autor po prostu nie zdążył dopisać pewnych fragmentów. Dlatego, by zachować spójność i wyczerpać temat, sam dopisałem brakujące części, które uznałem za istotne.
Książka traktuje o polityce trwającej cztery tysiące lat. Jej początek wiąże się z postacią Abrahama, uznawanego za założyciela narodu żydowskiego; to od niego zaczyna się polityka żydowska, która trwa do dziś. Pomijając oczywiste różnice epokowe i historyczne wcielenia tej polityki, można wyróżnić pewne cechy wspólne – powtarzające się przeświadczenia, motywy i archetypy, które stanowią mianownik działań rozciągniętych na blisko cztery tysiąclecia.
Z czego polityka żydowska wypływa? Dlaczego jest tak a nie inaczej ukształtowana? Dlaczego ma takie a nie inne przejawy? Mamy tu do czynienia z trzema zasadniczymi kwestiami (w tym tekście omówię dwie), które tę politykę definiują – tworzą pewnego rodzaju podstawę, a raczej ramy, bo podstawa to coś, na czym coś stoi, a tutaj bardziej mamy do czynienia z ramami, między którymi polityka ta oscyluje i poza które rzadko wychodzi. Oczywiście jestem przeciwnikiem metodologicznego wyjaśniania wszystkiego za pomocą prostych schematów, ale nie da się ukryć, że pewne wzorce w rzeczywistościach socjologicznych istnieją; można je różnie nazywać i nie da się ich dokładnie zmierzyć, niemniej jednak są zauważalne.
Wielki Izrael
Zacznijmy więc od samego początku, mianowicie od Abrahama. Abraham jest, można powiedzieć, ojcem założycielem Izraela, tak jak George Washington jest ojcem założycielem Stanów Zjednoczonych, a Mieszko I – ojcem założycielem Polski. Oczywiście nie w tym samym sensie politycznym: Izrael ma około czterech tysięcy lat, Stany Zjednoczone – 250 lat, a Polska – nieco ponad tysiąc, więc siłą rzeczy rola tych „ojców założycieli” była inna.
Abraham jest postacią pełniącą także funkcje religijne – takiej roli nie pełni ani Mieszko I, ani George Washington. Ponadto Abraham pełni funkcję ojca dosłownego: wszyscy Żydzi czują się potomkami Abrahama, niezależnie od tego, czy biologicznie nimi są i przyznają się do tego pokrewieństwa. Dla porównania: nie wszyscy Polacy pochodzą od Mieszka I, a Amerykanie nie pochodzą od George’a Washingtona. W przypadku Izraela dominuje jednak przekonanie, że wszyscy Żydzi wywodzą się od Abrahama, i to jest istotna różnica, bo poza funkcją ojca założyciela Abraham został też uznany za wybrańca Boga.
Przypomnę to w skrócie. W wersji islamskiej Abraham nazywa się Ibrahim; o ile w chrześcijaństwie to imię się nie przyjęło, w islamie Ibrahimów jest bardzo wielu. Abraham urodził się w Ur chaldejskim, choć wskazywane są różne miejsca jego przyjścia na świat. W wakacje 2026 roku byłem w Turcji, w mieście dawniej zwanym Şanlıurfa, które islam również uznaje za miejsce narodzin Abrahama.
Natomiast Ur chaldejskie znajduje się oczywiście na terenie dzisiejszego Iraku – to inne miejsce niż Şanlıurfa w Turcji – i Abraham został z niego wygnany – według Biblii opuścił je dobrowolnie z woli Bożej – rozpoczynając swoją tułaczkę i przechodząc różne przygody. Ta tułaczka była związana z decyzją Boga. Jahwe objawił się Abramowi, jeszcze zanim otrzymał on imię Abraham, w Haranie, i rzekł do niego: „Wyjdź z ziemi swojej i z domu ojca twego do kraju, który ci ukażę” (Rdz 12,1). Abram posłuchał i wyruszył w drogę, mimo że miał już 75 lat. Dotarł do słynnych dębów Mamre koło Sychem, gdzie Bóg ponownie mu się objawił i powiedział: „Tę ziemię daję tobie” (Pwt 1,8). Jednak podróże Abrahama jeszcze się nie skończyły – był później także w Egipcie.
Ostatecznie wrócił na teren mniej więcej odpowiadający dzisiejszemu Izraelowi. Wówczas Jahwe, zawierając przymierze z Abrahamem, obiecał, że w zamian za jego posłuszeństwo potomstwo Abrahama otrzyma kraj od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki, rzeki Eufrat – czyli od Nilu aż do Eufratu. Przy czym w starożytnych opisach często pojawiają się różne nazwy i układy rzek. Przyjmijmy więc, że chodzi o rozciągłość terytorialną między Nilem a Eufratem.
Abraham nie rościł sobie pretensji do całej Mezopotamii. Oparł się na granicy z Eufratem, co może uprawdopodobniać wersję jego narodzin nie w Ur Chaldejskim, lecz w miejscowości dawniej zwanej Şanlıurfa, obecnie wskazywanej w Turcji, położonej w pobliżu Eufratu.
Definicja „wielkiego Izraela” od Nilu do Eufratu pojawia się po czterech tysiącach lat w różnych współczesnych koncepcjach politycznych – zarówno w samym Izraelu, jak i w dyskusjach w Stanach Zjednoczonych. Mówi się tam, że obecny Izrael jest formą początkową, a zgodnie z przymierzem zawartym z Jahwe ostatecznie powinien obejmować rozciągłość między tymi dwiema rzekami, co oznaczałoby zajęcie fragmentów wielu krajów, w tym znaczącej części Egiptu.
Gdy pra-ojciec Żydów miał 99 lat, Bóg ponownie mu się objawił i nadał mu imię Abraham. Uczynił go także ojcem wielu narodów (Por. Rdz 17,4–5) – narodu wybranego. Jego żona Sarai otrzymała imię Sara. W tym jakże podeszłym wieku Abrahamowi miał się też urodzić syn – i tak się stało: na świat przyszedł Izaak. Abraham został poddany próbie, polegającej na złożeniu w ofierze pierworodnego, co miało być testem jego wierności wobec Jahwe.
Abraham postanowił poświęcić swego syna i szedł z nim, by dokonać kaźni, ale w ostatniej chwili anioł szczęśliwie powiedział mu: „Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego. Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś mi nawet twego syna jedynego” (Rdz 22,12). Po chwili Abraham oczywiście znalazł w pobliżu barana i złożył go w ofierze zamiast syna. Następnie anioł pobłogosławił Abrahama za jego oddanie.
Abraham żył jeszcze kolejne siedemdziesiąt lat; umarł, mając za sobą podobno 175 wiosen…
Naród wybrany
Abraham jest założycielem Izraela, a jednocześnie świętym Kościoła katolickiego; w innych tradycjach ma status równoważny świętemu np. dla islamu jest jednym z proroków wspomnianych w Koranie. W każdym razie to on ustanowił koncepcję, że ród Izraela jest rodem wybranym – wybranym osobiście przez Jahwe. Bóg obiecał temu swojemu wybrańcowi określone przestrzenie geograficzne, a ponadto zapewnił, że jego potomstwo stworzy odrębny naród i będzie liczne jak piasek na pustyni. Stąd samo postrzeganie Izraela jako narodu wybranego odróżnia go od wszystkich innych narodów, które nie zostały wybrane.
Owszem, w momencie narodzin Chrystusa i powstania religii chrześcijańskiej – później katolickiej – ta prawda Starego Testamentu uległa zmianie. Jednak nowa, pochrześcijańska wersja judaizmu utrzymywała i utrzymuje do dziś, niezależnie od odłamu, koncepcję wybrania. Co więcej, nawet ostatni papieże potwierdzają, wbrew wcześniejszym papieżom i wcześniejszej nauce katolickiej, że wybranie narodu izraelskiego jest aktualne.
Przypomnijmy: Chrystus powiedział, że wybranie się skończyło, ponieważ zaczyna się nowe przymierze, które nie opiera się na jednej linii narodowej. W chrześcijaństwie narodem wybranym nie jest żaden konkretny naród; wybrani są ci, którzy uwierzyli w Chrystusa. Ci, którzy wiązali swoje wybranie z konkretną narodowością, pozostali w przeszłości.
Ta koncepcja teologii i polityki „narodu wybranego” po Chrystusie straciła znaczenie. Natomiast, jak powiedziałem, w XX wieku – poczynając od Pawła VI, przez Jana Pawła II i kolejnych papieży – koncepcja wybrania narodu izraelskiego została ponownie zaakceptowana. Innymi słowy, dwutysięczna tradycja została odrzucona, a dziś w Kościele są osoby, które przekonują, że Żydzi mają jakąś inną, tajemniczą ścieżkę zbawienia, jak to w marcu 2026 roku, z okazji rocznicy historycznej wizyty papieża Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej, wyraził biskup Ryś w swoim słynnym liście.
Nie da się tego wyjaśnić w żaden sposób teologiczny. Niemniej jednak takie uznanie nastąpiło. Szczegółowo opisuje to Paweł Lisicki w swoich książkach. Warto powiedzieć, że to uznanie jest efektem działania określonej linii politycznej.
Reasumując: polityka Izraela opiera się na koncepcji wybrania narodu izraelskiego. To wybranie odróżnia ten naród od innych, ponieważ żaden inny naród polityczny nie głosi obecnie, że został specjalnie wybrany przez Pana Boga i w ten sposób realizuje Jego zamysł.
Istnienie tego narodu jest postrzegane jako realizacja koncepcji Jahwe, który z jakichś powodów postanowił go wybrać. To jest istotne, ponieważ taka podstawa w określony sposób definiuje politykę izraelską, różniąc ją od wcześniejszych form polityki żydowskiej – polityki poszczególnych królestw na terenie dawnej Palestyny czy okolic. Abstrahując od różnic, zmian i fluktuacji, ten wątek wybrania – jako stały element doktryny – tkwi w polityce żydowskiej od zarania dziejów.
Obowiązek „naprawiania świata”
Innym fundamentem jest coś określane mianem tikkun olam (hebr. תיקון עולם). Ta kluczowa koncepcja w judaizmie oznacza naprawianie i udoskonalanie świata.
Koncepcja odnosi się do obowiązku ludzi, czyli, jak rozumiemy, Żydów, którzy poprzez dobre uczynki, sprawiedliwość społeczną i pomoc innym mają współtworzyć z Bogiem lepszy świat. Brzmi to z pozoru niewinnie. Jednak interpretacji i źródeł na temat tikkun olam mamy całe mrowie. Dosłownie tysiące autorów rozpisywało się na ten temat.
Spójrzmy, jak to jest przedstawione w opisie na Wikipedii. Co ciekawe, akurat tego pojęcia nie ma w polskiej internetowej encyklopedii. W każdym razie tikkun olam to koncepcja wielowątkowa. Wielu czołowych żydowskich filozofów, myślicieli, rabinów i innych przywódców religijnych snuło rozważania na jej temat. Dość powiedzieć, że nawet Majmonides, żydowski myśliciel z XII wieku, zajmował się tym zagadnieniem. Zastanówmy się nad samą koncepcją tikkun olam. Angielska Wikipedia, omawiając temat, umieściła śródtytuł „Building a Model Society” – budowanie społeczeństwa modelowego, wzorcowego, idealnego.
W ideologii judaizmu czy ideologii żydowskiej istnieje myślenie utopijne, że można stworzyć pewnego rodzaju model, który będzie dobry i do którego trzeba dążyć. Jeśli będziemy dążyć, zbudujemy lepszy świat. Jeśli zbudujemy lepszy świat, osiągniemy żydowską formę zbawienia.
Proszę zwrócić uwagę, że jest to dokładnie ta sama koncepcja, jaka stoi za rozwojem różnych ideologii komunistycznych. Tam również mamy założenie, że gdzieś istnieje model lepszego świata i trzeba poprzez określone czynności, poprzez określone zachowania do tego modelu dążyć – myśleć o tym lepszym świecie, który kiedyś ma powstać, i mieć na uwadze, że jest to warunkiem osiągnięcia jakiejś formy paruzji – bo trudno tu mówić o zbawieniu w sensie chrześcijańskim. Paruzja też może nie jest najlepszym słowem, ale nie chcę wchodzić w teologię judaizmu, bo istnieje jej bardzo wiele odmian. W każdym razie, w odróżnieniu od podejścia chrześcijańskiego, gdzie droga do zbawienia skierowana jest do wnętrza człowieka – jednostka ma się ulepszać, porzucać złe nawyki, nie grzeszyć i odpowiadać za swoją duszę – w przypadku narodu wybranego, Izraela, mamy koncepcję skierowaną na zewnątrz: trzeba budować lepszy świat. To zasadnicza i podstawowa różnica. Ten olam tikkun, jak powiedziałem, brzmi ładnie, ale jest bardzo niebezpieczny, bo jeśli ktoś chce budować lepszy świat, to oczywiście ma jakąś koncepcję tego świata – a ta koncepcja może nie być zbieżna z koncepcją innych ludzi.
Najczęściej w ogóle jest po prostu sprzeczna z koncepcją innych ludzi. Powstaje pytanie: co wtedy robić? Co w takiej sytuacji? Czy zmusić tych ludzi, aby siłą uznali naszą lepszą koncepcję, tak jak to było w komunizmie? Czy zmusić ich do uczestnictwa w budowie komunizmu, dlatego że „nie rozumieją” tej lepszej koncepcji? Czy wsadzać do jakiegoś przysłowiowego łagru czy obozu koncentracyjnego wszystkich, którzy się nie zgadzają, że w ten sposób ma być budowany przyszły, lepszy świat?
Świat narodu wybranego
Jeżeli na koncepcję tikkun olam nałożymy koncepcję narodu wybranego, uzyskujemy jeszcze groźniejszy obraz.
Na czym polega groza tego obrazu? No przecież jeżeli ten naród jest narodem wybranym, a wszystkie pozostałe nie są wybrane i akurat ten naród ma wizję przyszłości, do której trzeba dążyć, aby zatriumfowało dobro, to chyba nie ma wątpliwości, że ta ścieżka drogi do triumfu dobra, którą zaproponował naród wybrany, jest lepsza od wszystkich innych alternatywnych czy konkurencyjnych propozycji. Te inne, alternatywne czy konkurencyjne propozycje nie są autorstwa narodu wybranego.
Innymi słowy, można powiedzieć, że polityka żydowska opiera się o pewnego rodzaju koncepcję pasterstwa. Naród wybrany, który według koncepcji tikkun olam, musi dążyć do budowy lepszego świata, przedstawia pewnego rodzaju koncepcję bez alternatywy. W tej koncepcji budowy świata tak naprawdę reprodukuje się koncepcja narodu wybranego. Jest to coś zupełnie sprzecznego z koncepcjami uniwersalistycznymi, jest to sprzeczne z koncepcjami chrześcijańskimi, jest to po prostu oddzielna podstawa, oddzielny fundament, oddzielna struktura myślenia politycznego, która jest skrajnie różna od myślenia politycznego, na przykład typu chrześcijańskiego.
Jest skrajnie różna, bo tak jak powiedziałem, w myśleniu chrześcijańskim nie ma narodu wybranego poza grupą ludzi, którzy uwierzyli w Chrystusa i na mocy tej wiary są wybrani. A oprócz tego oni nie mają budować lepszego świata, gdyż lepszy świat, jak wiemy, jest dopiero do osiągnięcia po zbawieniu, a ten obecny się skończy i to dodatkowo w sposób apokaliptyczny. My musimy robić wszystko, aby budować swoje wnętrze, nie świat zewnętrzny. Musimy budować swoje wnętrze i jeśli zbudujemy je w sposób właściwy, no to wtedy uczestniczyć w zbawieniu.
Także to są zupełnie różne koncepcje, które konstruują inny świat społeczny, konstruują inne narzędzia funkcjonowania tego świata, konstruują innego rodzaju, nazwijmy to, teologię polityczną.
Tikkun olam i koncepcja wybrania przez Boga to maszty polityki żydowskiej. Oczywiście z czasem ulega ona różnicowaniu, zależnie od epoki. Stałym jednak motywem pozostaje wybraństwo narodu Izraela oraz dążenie do naprawy świata – naprawy bezalternatywnej dla tych, którzy nie należą do narodu wybranego. Ci bowiem powinni jedynie przyjmować do wiadomości konstrukcję tego świata i nawet jeśli ją przyjmą, nawet jeśli zrozumieją, jak według koncepcji tikkun olam ma on być zbudowany, to wcale nie jest powiedziane, że zostaną do tego świata dopuszczeni. Jako niewybrani zawsze pozostają na zewnątrz.
Książka „Polityka żydowska” w przedsprzedaży dostępna na stronie bibliotekawolnosci.pl. Kliknij w poniższy obrazek i sprawdź szczegóły.

