Na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu wynajmowała lokal firma PRO LEGALIZATION należąca do Ukrainki. Kol. Przemysław Grzegorek z partii KORWiN wraz z kolegą o imieniu Jarosław postanowił dowiedzieć się, czym ta firma się zajmuje.
Anty-ukraińscy bloggerzy donieśli już tryumfalnie (post factum), że firma ta pośredniczyła w zatrudnianiu Ukraińców bez stosownego zezwolenia jakiejś reżymowej agencji. To partię KORWiN mało interesuje – bo te administracyjne szykany staramy się zwalczać. Co nas obchodzą wykroczenia przeciwko absurdalnym zarządzeniom. Niestety: sprawa jest znacznie poważniejsza.
Firma PRO LEGALIZATION zajmowała się – jak sama nazwa wydaje się wskazywać – legalizacją pobytu Ukraińców. Czyli łamała nie zarządzenie administracyjne – tylko łamała prawo. Co więcej – łamała prawo rozsądne.
Jak wiadomo, w Polsce Ukraińcy byli ze wszech miar popierani. Jeśli więc władze polskie odmówiły komuś legalizacji, to jest duża szansa, że jest to przestępca – a być może i szpieg czy agent p. gen. Cyryla Budanowa. A może szpieg rosyjski, niemiecki czy amerykański – bo każdy może sobie zwerbować Ukraińca. Legalizowanie ich pobytu jest więc przestępstwem godnym potępienia.
Kol. Grzegorek nie urządzał awantur, nie wpychał się do środka – grzecznie zapukał i zadał Właścicielce kilka pytań. I co w tym złego??? Gdzie złamał On prawo?
Oczywiście nie powinien był pytać, czy nie jest Ona zwolenniczką poglądów Stefana Bandery czy Romana Szuchewycza. Nic na to nie wskazywało, Ukraińcy, którzy uciekli, raczej są nastawieni przeciwko JE Włodzimierzowi Zełenskiemu i oficjalnemu banderyzmowi. Ale takie pytanie jest dziś popularne – i gdyby mnie ktoś spytał, czy nie popieram Adolfa Hitlera, to bym po prostu odpowiadał, że zwalczam wszystkich socjalistów z Hitlerem włącznie – i wcale bym się nie obraził. Takie pytanie jest jednak o tyle niewłaściwie, że gdyby odpowiedziała „Tak”, naraziłaby się Polakom i anty-banderowskim Ukraińcom – a gdyby odpowiedziała „Nie”, naraziłaby się Ukraińcom pro-banderowskim… Co mogłoby mieć dla Niej przykre konsekwencje. Jednak nietaktowne pytanie nie jest powodem, by rozpętywać przeciwko kol. Grzegorkowi kampanie nienawiści.
Zacytuję tu typowe relacje. Brzmią mniej-więcej tak:
„Ludzie związani z Januszem Korwin-Mikkem chcieli skontrolować ukraińską firmę działającą w lokalu należącym do poznańskiej uczelni. Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński zapowiedział ruch w tej sprawie. »Myślę, że szybko będziecie mieli państwo odpowiedź, w jaki sposób państwo w tym zakresie działa« – mówił w Polsat News.
W sieci pojawiło się nagranie pokazujące, jak współpracownik Janusza Korwin-Mikkego Przemysław Grzegorek próbował wejść do siedziby firmy Pro Legalization, prowadzonej przez Ukraińców. Pracownik tłumaczył, że chce się dowiedzieć, czy firma popiera Stepana Banderę lub Romana Szucheycza. Spółka zajmuje się m.in. pomaganiem w otrzymaniu kart zezwoleń na pobyt tymczasowy, wspiera także migrantów np. w kwestii zakładania firm. Grzegorek razem ze swoim towarzyszem (który przedstawił się jako »Jarosław«) wypytywali też o sprawę władze Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, gdyż to właśnie ta uczelnia wynajmuje Pro Legalization lokal. W Polsat News szef MSWiA Marcin Kierwiński został zapytany, jak służby zareagują na tę działalność. »Policja działa i myślę, że szybko będziecie mieli państwo odpowiedź, w jaki sposób państwo w tym zakresie działa« – mówił.
Stwierdził, że takie sytuacje to pojedyncze incydenty. »Żyjemy w czasach social mediów, więc jeden filmik potrafi też stworzyć wrażenie, że tych sytuacji jest bardzo, bardzo dużo. Nie, nie jest ich bardzo dużo, natomiast na każdą będziemy reagować« – dodał.
»W odniesieniu do sytuacji w Poznaniu informujemy, że policja prowadzi intensywne czynności w tej sprawie i pozostaje w kontakcie z prokuraturą« – napisała rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka”.
Proszę zauważyć, że w takich relacjach całkowicie pomijane jest to, czym ta firma się zajmuje i czy jej działalność jest legalna. Jest to relacjonowane tak, jakby kol. Grzegorek siłą do lokalu tej firmy się wdzierał – a nie grzecznie pukał i zadawał pytania. Właścicielka też zresztą zachowywała się grzecznie i taktownie – i nie ma najmniejszego powodu do brutalnej ingerencji Policji, która m.in. zarekwirowała kol. Grzegorkowi komputer. I co: będą teraz przeglądać Jego prywatne zapiski?!?
Przecież to jest naruszenie jego miru domowego. Zapisy na komputerze są tak samo prywatne, jak leżący na biurku pamiętnik. I bez nakazu sądu wara Policji od prywatnych zapisków.
Gdy to piszę, kol. Grzegorek wezwany jest na kolejne, formalne już, przesłuchanie. Ja na Jego miejscu wniósłbym przeciwko JE Marcinowi Kierwińskiemu oskarżenie o szerzenie mowy nienawiści. To absurd – ale absurdalna ustawa karząca takie poczynanie została właśnie uchwalona.
Toutes proportions gardées wypowiedzi i poczynania JE Marcina Kierwińskiego przypominają reakcję śp. Władysława Gomułki na słynny list biskupów polskich – który to list, zdaniem I Sekretarza PZPR, psuł Mu Jego politykę w stosunku do NRF (nie RFN; nie uznawano wtedy, że Bundesrepublik Deutschland reprezentuje Niemcy – traktowano ją jako republikę „niemiecką”, analogicznie jak NRD). Krzyczał, miotał gromy, stosował w stosunku do polskiego Kościoła Rzymsko-katolickiego rozmaite szykany…
Po czym wszystko rozlazło się po kościach, uznano, że ten list może nawet bardziej pomógł, niż zaszkodził… W każdym razie tak uważał p. Edward Gierek, który mniej bał się towarzyszy sowieckich, enerdowskich i… Żydów.
Tak samo zakończy się ta sprawa. Ale p. Kierwiński będzie musiał się wstydzić. Trudno: Jego problem…
