Strona głównaWiadomościŚwiatCzy UE naprawdę potrzebuje imigrantów do pracy i ratowania systemu emerytalnego?

Czy UE naprawdę potrzebuje imigrantów do pracy i ratowania systemu emerytalnego?

-

- Reklama -

Podstawowym argumentem za wpuszczaniem migrantów jest rzekomo czynnik ekonomiczny i brak rąk do prac. Raport francuskiego Obserwatorium Imigracji i Demografii policzył wskaźniki zatrudnienia migrantów w tym kraju, po odjęciu studentów i emerytów. Wyniki wskazują na znaczną różnicę między rodowitymi obywatelami Francji a imigrantami w ich chęci do podejmowania pracy.

Argument o dziurze na rynku pracy powraca w każdej debacie na temat imigracji. Twierdzi się, że bez zagranicznej siły roboczej Francja stanęłaby w miejscu. Jednak badanie przeprowadzone przez Instytut Hexagone obaliło już ten mit i nie jest prawdą, że tylko zagraniczni pracownicy mogą np. uratować system emerytalny.

- Reklama -

Teraz Obserwatorium Imigracji i Demografii (OID) też zajęło się się mitem nieodzowności „pracownika zagranicznego” w gospodarce i okazało się, że imigranci pracują znacznie mniej, niż reszta populacji. Oficjalne dane INSEE wskazywały na stosunkowo niewielką różnicę w poziomie zatrudnienia (8,5 punktu procentowego) między imigrantami (63%) a rodowitymi Francuzami (71,5%) wśród osób w wieku produkcyjnym – 15–64 lat.

Jednak OID wskazał, że te obliczenia są mylące, bo uwzględniają studentów i emerytów, którzy nie poszukują aktywnie zatrudnienia i w takli sposób oficjalne dane maskują rzeczywistość rynku pracy, która jest mniej łaskawa dla efektu imigracji.

Po odjęciu tych kategorii społecznych, rzeczywista różnica Francuzów i mieszkających w tym kraju obcokrajowców wzrasta do 21 punktów procentowych. Wskaźnik zatrudnienia wynosi 81% wśród rodowitych Francuzów, w porównaniu do np. 60% wśród osób urodzonych w Afryce Północnej.

Z imigrantów to Portugalczycy urodzeni w Portugalii mają najwyższy wskaźnik zatrudnienia, wynoszący 81,7% i przewyższając nawet rodowitych Francuzów (79,6%). Na kolejnych miejscach plasują się Szwajcarzy, Niemcy, Brytyjczycy i Kanadyjczycy. Na drugim końcu spektrum plasują się Komorczycy (50,8%), Haitańczycy (51,5%) i Pakistańczycy (51,8%), a także osoby urodzone w Algierii, Turcji lub Maroku.

Imigranci z Europy Południowej (Włochy, Hiszpania, Portugalia) wykazują wskaźniki zbliżone do wskaźników rodowitych Francuzów. Podobnie jest z Polakami. Imigranci pozaeuropejscy garną się już do pracy znacznie mniej chętnie i znacznie częściej bywają obciążeniem budżetu (zasiłki). Spora luka utrzymuje się nawet przy podobnym poziomie wykształcenia. Z tytułem magistra 92% rodowitych Francuzów ma zatrudnienie, w porównaniu z 81% magistrów urodzonych w Afryce.

Przepaść na rynku pracy dzieli też niewiasty francuskie i zwłaszcza muzułmanki. Między kobietami francuskimi i tureckimi jest różnica w zatrudnieniu wynosząca aż 40 punktów procentowych. Wśród osób urodzonych we Francji w wieku 25–54 lat różnica w zatrudnieniu między mężczyznami (86%) a kobietami (82%) pozostaje umiarkowana. W przypadku niektórych grup etnicznych znacznie się powiększa. W tym przypadku w badaniu wskazano „czynniki kulturowe i antropologiczne” , które przyczyniają się do wyższego odsetka matek pozostających w domu.

Badanie uwzględniło także „naturalizowanyh” już obywateli. Ci z Europy pracują podobnie jak Francuzi. W przypadku nowych obywateli pochodzenia nieeuropejskiego, różnica przekracza jednak 15 punktów procentowych.

Wniosek jest prosty. Jeśli imigracja rzeczywiście wypełnia niedobory siły roboczej w poszukiwanych zawodach to być może w stołecznym regionie Île-de-France, gdzie np. 66% pracowników restauracji urodziło się za granicą (ten wskaźnik w reszcie kraju stanowi 21%), czy wśród niewykwalifikowanych pracowników budowlanych – 59% (19% na reszcie terytorium). Jest to jednak problem bardziej paryski, niż ogólnofrancuski.

Źródło: Valeurs

Najnowsze