„Prywatna firma Komendanta Głównego Straży Ochrony Kolei dostawcą specjalistycznego sprzętu dla Komendy Stołecznej Policji. Jarosław Garstka w ramach swej pozasłużbowej działalności wystąpił w przetargu dla warszawskiej policji i ten wart kilkaset tysięcy złotych przetarg wygrał” – poinformowało RMF FM.
Zamówienie obejmowało dostawę warszawskiej policji trenażerów strzeleckich – multimedialnych przenośnych systemów szkolno-treningowych oraz laserowych symulatorów paralizatora. W przetargu brały udział trzy firmy. Wartość zamówienia oszacowano na prawie 528 tys. zł.
Najniższą cenę zaproponował Jarosław Garstka, niecałe 342 tys. zł. Pozostałe firmy zaoferowały dostawę za 464 tys. zł lub 528 tys. zł. Wygrał więc komendant SOK i stołeczna komenda podpisała z jego firmą umowę.
Rzecz jasna, wszystko było całkowicie legalnie.
– Nie doszło do złamania prawa, przepisy mi tego nie zabraniają, nie mam sobie nic do zarzucenia – powiedział komendant SOK.
Jak twierdził, jego firma działa od 20 lat. Gdy przychodził na stanowisko komendanta, zgłosił, iż prowadzi działalność gospodarczą, a przepisy tego nie zabraniają.
SOK to jednostka PKP PLK. Podlega Ministerstwu Infrastruktury.
– Nie obejmują mnie zakazy prowadzenia działalności gospodarczej, chyba że byłaby to działalność konkurencyjna dla PLK, a w tym przypadku nie jest – powiedział komendant SOK
Twierdził także, iż nie ma wątpliwości co do istnienia konfliktu interesów lub braku transparentności swojego postępowania.
– Przetarg publiczny jest najbardziej przejrzystą formą dokonywania zakupów – ocenił.
Zaprzeczył także, by w przetargu zaważyła jego pozycja albo by wykorzystał prywatne kontakty z szefami policji, z którymi współpracuje. Chodzi m.in. o operację TOR, wszczęte po tzw. dywersji na trasie kolejowej Warszawa-Lublin.
– Komenda stołeczna planowała wydać na zakup ponad 520 tysięcy złotych, ja zaoferowałem 340 tysięcy, więc policja zaoszczędziła na tym, że wystąpiłem w przetargu prawie 200 tysięcy złotych – kontynuował.
Zaznaczył, że jego zarobek wyniesie 10 proc. wartości oferty. Był bowiem tylko pośrednikiem w dostawie sprzętu. Natomiast – jak twierdzi – więcej nie będzie brał udziału w publicznych przetargach.
– Biorąc pod uwagę obecną sytuację i próby pokazania, że jest to nielegalne, nie zrobię już tego. Nie znajduję uzasadnienia dla tych zarzutów, ale nie chcę dawać pożywki tym, którzy takie zarzuty stawiają – powiedział Jarosław Garstka.
CBA ma inne spojrzenie na sprawę. Po informacjach RMF FM biuro zapowiedziało przyjrzenie się sprawie. Agenci analizują wszelkie możliwe informacje pod kątem złamania lub naruszenia prawa przez komendanta. Ponadto sprawdzą sam przebieg przetargu pod kątem konfliktu interesów oraz przejrzystości działań instytucji państwowych w ramach zamówień publicznych.
