W Europie coraz częściej policja zabezpiecza nielegalnie posiadaną broń wojskową. Niemieckie media przytaczają opinie śledczych i ekspertów przyznających, że przynajmniej część uzbrojenia pochodzi z czarnego rynku na Ukrainie.
Portal „Deutsche Welle” poinformował, że coraz częściej podczas policyjnych nalotów na środowisko narkotykowe w Europie coraz częściej zabezpieczana jest broń wojskowa. Dziennikarze rządowego nadawcy ARD ustalili, że część może pochodzić z Ukrainy.
„Rodzi to pytania o skuteczność kontroli i skalę przemytu w Unii Europejskiej” – czytamy.
Wskazano na przykład z początku marca. Hiszpańska policja przeprowadziła akcję koło Marbelli. W trakcie pościgu dilerzy narkotykowi przebrani za policjantów strzelali z pistoletów maszynowych.
W ich pojazdach znaleziono broń wojskową, w tym popularne „kałachy”. Hiszpańskie służby przyznają, że tego typu przypadków jest coraz więcej.
W rozmowie z „Report Mainz” policjanci przyznali, że sytuacja jest coraz gorsza.
– Jako zwykła policja nie możemy się bronić przed tego rodzaju bronią wojskową – powiedział funkcjonariusz Óscar Sánchez.
W trakcie innych operacji zabezpieczono też amunicje 5,56 mm standard NATO. Śledczy uważają, że pochodzi z Europy Wschodniej, w tym z obszarów wojennych na Ukrainie. Do podobnych wniosków doszedł przedstawiciel Guardia Civil Agustín David Domínguez. Jego zdaniem, amunicję łatwiej prześledzić, niż broń. Najczęściej ślad prowadzi na Ukrainę.
Broń z czarnego rynku na Ukrainie nie trafia tylko do Hiszpanii. W całej Europie regularnie odkrywa się kolejne nielegalne arsenały z typowo wojskowymi egzemplarzami broni. Były żołnierz niemieckich sił specjalnych Marco Pohlers analizował materiały z takich akcji dla „Report Mainz”. Na zdjęciach z nalotu węgierskiej policji z 2022 roku rozpoznał nowoczesny szturmowy AK-47 przeznaczony tylko do celów wojskowych.
Według Pohlersa, dostęp do tego typu broni jest łatwy w strefach konfliktu, szczególnie na Ukrainie. Na początku wojny części uzbrojenia nie rejestrowano dokładnie, co sprzyjało handlowi. W ten sposób na rynek trafić mogła też broń dostarczana w formie pomocy przez państwa zachodnie.
Europol już w maju 2022 roku ostrzegał, że rozpoczął się handel bronią na dużą skalę i zjawisko to może się nasilić. Dwa miesiące później przedstawiciel Frontexu informował Bundestag o „niemal nieograniczonym dostępie do broni wojskowej” na Ukrainie i pierwszych sygnałach przemycania jej do UE.
Eksperci podkreślają, że problemem nie jest tylko konflikt, ale też brak skutecznych mechanizmów kontroli. Według Hansa-Jakoba Schindlera, analityka ds. terroryzmu cytowanego przez tagesschau.de broń z regionów wojennych niemal zawsze trafia na czarny rynek. Natomiast państwa UE próbują przemilczeć fakt, że broń przekazana przez nie Ukrainie może być wykorzystywana niezgodnie z deklarowanym przeznaczeniem.
„Całość wskazuje, że problem nielegalnego obrotu bronią w Europie może narastać wraz z przedłużającym się konfliktem w Ukrainie. Brak spójnych mechanizmów kontroli oraz ograniczona wymiana danych między państwami sprawiają, że skala zjawiska nie jest w pełni rozpoznana” – podkreśliła redakcja dw.com.
