Fikcyjne stanowiska, gigantyczne pensje finansowane z kieszeni podatnika i ściśle strzeżony, partyjny podział łupów – między innymi o tym w jednym z najnowszych programów na kanale Biblioteka Wolności dyskutowali Stanisław Michalkiewicz i Tomasz Sommer.
Punktem wyjścia do dyskusji stała się kariera żony obecnego ministra Marcina Kierwińskiego. Sommer zwrócił uwagę, że jej wynagrodzenie w Kolejach Mazowieckich rośnie w zawrotnym tempie, przewyższając nawet zarobki prezydenta Warszawy.
– Niech pan sobie wyobrazi, że 3 lata temu Kierwowa (żona Kierwińskiego – red.) wzięła 270 tysięcy. W 2024 – 295 tysięcy, a w 2025, chyba jakąś genialną strategię zaproponowała, bo 342 tysiące – powiedział Sommer.
Michalkiewicz skwitował to z typowym dla siebie sarkazmem. – Panie Tomaszu, o czym to świadczy? Że ludzie rosną wraz z krajem. Wie pan, kraj się rozwija. No to nic dziwnego, że ludzie się rozwijają. Pani Kierwińska, proszę pana, jest żywym tego dowodem, a pan Kierwiński pilnuje interesów – kpił publicysta.
Zgodnie z oficjalnymi informacjami, żona ministra w strukturach kolejowych zajmuje się m.in. „obmyślaniem strategii”. Ta rola staje się obiektem szczególnych drwin ze strony publicystów.
– Wie pan, jaka jest strategia kolei? No, żeby pociąg mógł przyjechać i żeby można było do niego wsiąść. Taka jest strategia kolei – ironizuje Sommer.
– Transport zbiorowy służy do tego, żeby z budżetu brano pieniądze na ten transport, a te bilety to tylko po to, żeby było zatrudnienie dla konduktorów – wtóruje Michalkiewicz. – Tam jest tak: PSL, Kierwowa z Platformy tam zabezpiecza, i jeszcze lewica zabezpiecza wykluczenie komunikacyjne (…). Ważne, że się do partii należało – dodaje.
Michalkiewicz zwraca uwagę, że Tusk doskonale wie, kto z jego obozu politycznego obsadził jakie stanowiska, przez co ma haki na swoich podwładnych, takich jak minister Kierwiński, któremu może w każdej chwili wypomnieć zarobki żony w Kolejach Mazowieckich.
Żona Kierwińskiego nie jest oczywiście jedynym beneficjentem tego lukratywnego układu. Sommer i Michalkiewicz wyliczają kolejnych działaczy, dla których spółki stały się finansowym eldorado. Wskazują na Dariusza Grajdę, radnego powiatu i byłego sekretarza Forum Młodych Ludowców PSL. Na liście znaleźli się również Szymon Sobczak (działacz PSL, przewodniczący rady gminy Stupsk) oraz wywodzący się z PO Robert Soszyński, były wiceprezydent Warszawy, który trafił do Rady Nadzorczej.
– Żeby się znać na kolei, to trzeba się zapisać do PSL albo KO – ironizował Sommer. – Z komuny było takie przysłowie: kto ma w głowie olej, ten idzie na kolej – dodał Michalkiewicz.
Michalkiewicz drwi też z „radnych bezradnych”, sugerując, że to właśnie owa rzekoma „bezradność” wzbudza takie współczucie u prezesów spółek, iż ci z litości hojnie szafują publicznym groszem.
Gwarantem stabilności całego tego ekosystemu ma być, według rozmówców, Adam Struzik z PSL. Michalkiewicz i Sommer nazywają go ironicznie „księciem udzielnym Mazowsza”.
Cała rozmowa dostępna na kanale Biblioteka Wolności oraz poniżej.
