Brytyjskie Ministerstwo Obrony opracowuje plany „masowej mobilizacji” cywilnych ochotników na wypadek wojny z Rosją lub innym wrogim państwem. Dowódcy wojskowi biją twierdzą, że ze względu na zagrożenie rakietami dalekiego zasięgu, cyberatakami i działaniami hybrydowymi, Wielka Brytania znalazła się w bezpośrednim niebezpieczeństwie na własnym terytorium.
Służby opracowały strategię o kryptonimie „Fortitude”. Operację podzielono na cztery kluczowe obszary.
Pierwsza to zacieśnienie współpracy między wojskiem a władzami cywilnymi, w tym policją, strażą pożarną i lokalnymi samorządami. Druga to wzmocnienie ochrony brytyjskich baz wojskowych i krajowej infrastruktury krytycznej, takiej jak elektrownie czy główne węzły transportowe. Trzecia – zwiększenie liczebności regularnych sił zbrojnych, rezerw oraz masowa mobilizacja ochotników cywilnych niezbędnych w czasie kryzysu. Ostatnia dotyczy skoordynowanych działań policji i władz cywilnych, mających pomóc w sprawnym przemieszczaniu sił zbrojnych do i z Wielkiej Brytanii w warunkach wojennych.
Choć rosnące ryzyko pełnoskalowego konfliktu będzie wymagało zaangażowania dziesiątek tysięcy dodatkowych osób, dowództwo wyklucza „w tej chwili” powrót do przymusowej, zasadniczej służby wojskowej.
Zamiast tego, w ramach programu Genesis, rząd planuje szeroką „kampanię dialogu narodowego”. Jej celem jest zachęcenie obywateli do wstępowania w szeregi wojska, sił rezerwowych oraz wolontariatu.
„To jest nasza masowa mobilizacja. Wykorzystujemy połączone dowództwa wojskowe na najniższych szczeblach organizacji, aby nawiązać kontakt ze społeczeństwem, wygenerować chęć do służby, a następnie przyciągnąć ich w miarę potrzeb” – wyjaśnia generał Griffiths, zaznaczając, że plan budowania masy wojskowej poprzez rezerwy strategiczne jest już wdrażany.
Przez dekady brytyjska doktryna obronna opierała się na działaniach ekspedycyjnych – bronieniu kraju z dala od jego granic. Generał porucznik Sir Charles Collins, zastępca szefa sztabu obrony, przyznaje jednak, że ta koncepcja uległa dezaktualizacji.
„Systemy dalekiego zasięgu, wojna hybrydowa i tym podobne oznaczają, że jesteśmy w niebezpieczeństwie we własnym domu” – uważa.
Wojskowi planiści przyjmują podejście wielozadaniowe, obawiając się jednoczesnych ataków na infrastrukturę, cyberprzestrzeń oraz działań konwencjonalnych. Dowództwo otwarcie przyznaje, że pilnej poprawy wymagają zintegrowane systemy obrony powietrznej i przeciwrakietowej.
Damian Johnson, dyrektor ds. bezpieczeństwa wewnętrznego w Ministerstwie Obrony, poinformował, że cały aparat państwowy jest obecnie w trakcie aktualizacji planów na wypadek konfliktu.
