Myślę, że warto dzisiaj bliżej poznać ciekawy, zapomniany i przedstawiony w kompletnie fałszywym świetle temat średniowiecza. Jak wypracowano formy ustrojowe w średniowieczu, formy zależności między władzą świecką, władzą monarszą, władzą różnych panów feudalnych, a przede wszystkim, jaki był stosunek między monarchami a papiestwem, władzą duchową, biskupami?
To była niezwykle delikatna konstrukcja, która sprawiała, że władza świecka miała naturalne ograniczenia narzucane im przez władze duchowne, przez papieża i jego przedstawicieli, czyli poszczególnych lokalnych biskupów. Sprawiały one, że życie nie było aż tak brutalne, jak to często jest przedstawiane w filmach czy w literaturze pięknej.
Współczesna popkultura maluje ten czas jako okres nieustannych, okrutnych, straszliwych morderczych walk. Tymczasem było wręcz przeciwnie. We wczesnym chrześcijaństwie władza duchowna narzuciła na stosunki społeczne formę kagańca w postaci Pax Dei, czyli „Pokoju Bożego” oraz Treuga Dei – „Rozejmu Bożego”, który sprawiał po pierwsze, że walki dotyczyły tylko części społeczeństwa.
Nie można było walczyć z ludźmi bezbronnymi, ludźmi, którzy nie byli w tej średniowiecznej konstrukcji społecznej predestynowani do toczenia walk. Miały więc one omijać kobiety, dzieci, duchownych, ludzi bezbronnych. Mogli walczyć tylko zawodowi żołnierze, którzy mieli ku temu odpowiednie przygotowanie, trening, rynsztunek. Rozejm Boży oznaczał także, że walki można było toczyć tylko przez kilka dni w tygodniu. Od czwartku do niedzieli nie można było toczyć walk, właśnie ze względu na obowiązujący Rozejm Boży.
Wspaniałe owoce „Treuga Dei”
Życie nigdy nie jest idealne i oczywiście nakazy te były łamane, natomiast każdy, kto łamał te zasady, podlegał czasami – choć rzadko – wręcz ekskomunice, ale na pewno społecznej anatemie jako krzywoprzysięzca.
Władcy, którzy toczyli wojny, przysięgali na krzyż, że będą przestrzegać chrześcijańskich zasad prowadzenia wojen i jeśli ktoś mimo to się tego dopuszczał, musiał liczyć się z przykrymi konsekwencjami. Oczywiście nie dotyczyło to ludów pogańskich, niechrześcijańskich czy wrogów chrześcijaństwa, przede wszystkim muzułmanów, bo to dla Europy, zwłaszcza w pierwszej części średniowiecza, były one potężnym zagrożeniem. W drugiej części średniowiecza również, ale raczej dotyczyło to południowo-wschodniej części Europy, czyli Bałkanów, które podlegały nieustannej presji.
W naszej części świata również mieliśmy do czynienia z ludami pogańskimi, o czym świadczą wyjątkowo brutalne i krwawe najazdy tatarskie. Tatarzy o czymś takim jak Treuga Dei czy Pax Dei nie słyszeli i w ogóle nie chcieli słyszeć, choć były pewne widoki (niestety zaprzepaszczone przez establishment europejski) na przeciągnięcie Tatarów, de facto Mongołów, czyli potomków Czyngis-chana – choćby elit potężnego, być może największego terytorialnie i najpotężniejszego w historii naszej cywilizacji imperium – do chrześcijańskiej rodziny.
Były toczone pewne rozmowy, papież wysyłał swoich wysłanników. Benedykt Polak razem z włoskim franciszkaninem Giovannim da Pian del Carpine dotarł z listami papieskimi aż do Karakorum. Wilhelm z Utrechtu na tych rozmowach reprezentował króla Francji. Rozmowy były zaawansowane, niestety mimo przyjaznych gestów ze strony Mongołów, nie udało się tego sfinalizować, a szkoda, bo to by zdecydowanie wywróciło geopolityczną mapę Europy i świata do góry nogami. Proszę sobie wyobrazić, że wszystkie ordy tatarskie przyjęłyby chrześcijaństwo zamiast islamu, bo w dużej mierze przyjęły islam, począwszy od XIV wieku i w XV wieku i stały się wrogami chrześcijan.
To nie byli jedynie poganie, którzy dokuczali chrześcijanom. Podobnie ludy bałtyckie, przede wszystkim Litwini aż do czasów chrztu Litwy bardzo mocno dawali się nam we znaki.
Blask „Christianitas”
Christianitas, czyli potężna wspólnota chrześcijańska, która opanowała znaczne połacie Europy i przestrzegała chrześcijańskich zasad prowadzenia wojen. Jeśli ktoś ich nie chciał przestrzegać i chciał sprawować rządy w sposób tyrański, nie licząc się z pewną autonomią władzy duchowej, która była uzupełnieniem władzy świeckiej (pastorał zawsze był uzupełnieniem miecza), ponosił surowe konsekwencje. Przekonał się o tym choćby nasz król Bolesław, zwany Śmiałym, który właśnie tę śmiałość przypłacił wygnaniem i przedwczesną śmiercią.
Są legendy, że on nie zmarł na wygnaniu na Węgrzech, ale udał się dalej i osiadł w jednym z benedyktyńskiej klasztorów jako zwykły mnich. Na trójstyku współczesnych granic między Austrią, Włochami i Słowenią znajduje się stary, zasłużony pobenedyktyński klasztor Ossiachu, w gminie nad Ossiacher See, czyli jeziorem Osjach. Na cmentarzu przylegającym do opackiego kościoła konwentualnego jest grobowiec, który według legendy kryje ciało Bolesława Śmiałego czy Szczodrego. W środku kościoła jest ołtarz, na którym ryciny przedstawiają scenki z życia króla już jako mnicha, który tam przybył incognito. Były król, elita elit ówczesnej Europy, pomazaniec Boży, na rycinach przedstawiony jest jako zwykły mnich, wykonujący ciężkie prace fizyczne: nosi drewno, żeby napalić w piecu, w ciężkich wiadrach nosi pożywienie dla świń. Czy to prawda – nie wiemy. Legenda jest piękna, w Polsce mało znana, dlatego warto przy okazji udać się do Osjaku i to zobaczyć. Staraniem miejscowych Polaków nagrobek został odnowiony jeszcze w XIX wieku, a później, w wieku XX był odrestaurowany. Obecnie wysiłkiem Polaków mieszkających w tamtych stronach jest zadbany i pięknie utrzymany.
Wróćmy jednak do Europy. Jan z Salisbury, angielskiego pochodzenia arcybiskup Chartres we Francji, traktował ówczesne społeczeństwo jako organizm, w którym głową jest władza królewska, sercem – władza duchowa, a członkami pozostałe stany, które dość fałszywie się nazywa – bo to jest anachronizm, to jest ahistoryczne – stanem trzecim. To ostatnie jest pojęciem pochodzącym z wieku XVII i XVIII na oznaczenie takich stanów jak mieszczaństwo, chłopstwo i pozostałe stany.
Przyjrzyjmy się teraz pozostałym stanom – jaka była dola chłopów i mieszczaństwa? Historycy tak zwanego „zwrotu ludowego” wprowadzają dużo zamieszania w głowach swoich czytelników, głosząc fałszywe i krzywdzące teorie, zwłaszcza dotyczące okresu średniowiecza i epoki nowożytnej. Stosują bowiem marksistowski język i terminologię, jakoby to były klasy uciskane, niewolnicy. Jeśli za Janem Salisbury popatrzymy na Europę jak na rodzinę czy organizm – przekonamy się, że organizm bez nogi lub ręki nie będzie takim samym organizmem, jak będąc kompletnym. Ludzie średniowiecza tak na to patrzyli. Owszem, rola głowy czy serca prawdopodobnie jest ważniejsza niż nogi czy ręki, ale żeby organizm dobrze mógł funkcjonować, spełniać swoją funkcję Bożego Dziecka, wszystkie jego części muszą bardzo dobrze funkcjonować. I o to dbano. To była rodzina. I rzeczywiście ojciec rodziny, czyli władca bądź też serce, czyli duchowni – dbali o to, żeby pozostałym członkom, czyli chłopstwu, mieszczanom nie wydarzyła się krzywda. To wynikało bezpośrednio z etyki chrześcijańskiej. Należało dbać o przedstawicieli innych stanów, społeczeństwa.
W wielu opracowaniach przedstawia się traktowanie chłopstwa w średniowieczu jako kalkę stosunków społecznych znanych w starożytności, w której cała gospodarka w okresie Cesarstwa Rzymskiego czy Republiki opierała się na pracy niewolniczej. Pojęcie servus – chłopa pańszczyźnianego, które się wówczas kształtuje, miało być kontynuacją, a nawet czymś znacznie gorszym, bo tamci chłopi mieli jednego pana, a ci mają nie wiadomo ilu. Mikołaj Rej uwiecznił owe skomplikowane relacje w swojej satyrze „Krótka rozprawa między trzema osobami, Panem, Wójtem, a Plebanem”: „Ksiądz pana wini, pan księdza, A nam prostym zewsząd nędza”. Poeta wykazuje, że każdy dokładał chłopom z każdej strony, przyczyniał mu zmartwień i zgryzoty, stąd życie chłopa było pasmem klęsk.
Wszystkie członki społecznej rodziny
Jest to nieprawda. Chłopi byli przecież członkami wielkiej rodziny społecznej. Dola chłopa pańszczyźnianego miała zupełnie inny status, zwłaszcza w naszej części Europy, gdzie funkcjonowała kolonizacja na tzw. prawie niemieckim, a de facto – rzymskim. Przede wszystkim prawo stanowe we Francji, w Anglii, w Polsce czy na Węgrzech ukształtowało się nie na podstawie prawa rzymskiego, bo rzeczywiście okres zamętu, wędrówek ludu, sprawił, że tamte struktury się rozpadły. Rozpadły się dlatego, że prawo rzymskie nie gwarantowało podpory. Ludy, które przyszły i zaczęły tworzyć nową rzeczywistość na gruzach starego świata, odrzuciły w większości prawo rzymskie jako założenia ustrojowe, które się nie sprawdziły. Zaczęli opierać swoje wspólnoty, swoją organizację społeczną na prawie zwyczajowym, niespisanym. To było zupełnie coś innego od prawa rzymskiego, które tworzyło zbiurokratyzowany, scentralizowany system, statolatrię z kultem państwa, biurokracji, armii, wreszcie siły.
Natomiast prawo zwyczajowe czy to na terenie dawnego imperium karolińskiego, czyli Francji, Niemiec, czy w naszej części Europy, opierało się na wspólnocie rodowej. To jest wspólne dla Polski, Francji czy Hiszpanii, dopóki ta nie uległa muzułmanom. Tutaj nacisk się kładło na ród, na rodzinę. Na przykład w stosunkach rzymskich, regulowanych prawym rzymskim ojciec rodziny, pater familias, był jedynym czynnikiem, który reprezentował wspólnotę wobec państwa i on mógł decydować o wszystkim. To nie był ustrój wolnościowy. Ojciec rodziny decydował o życiu i śmierci nie tylko niewolników, ale o życiu i śmierci wszystkich członków rodziny. Oczywiście nie było zbyt wiele przypadków, by ojciec rodziny skazywał swoje dziecko czy żonę na śmierć. To się zdarzało niezmiernie rzadko. Niemniej jednak miał do tego prawo.
Natomiast prawo zwyczajowe, które się wykształciło na przykład pod rządami Kapetyngów we Francji, przewidywało coś zupełnie innego. Ochronie podlegała cała rodzina, cały ród. I to było bardzo wyraźnie widać, jeśli chodzi na przykład o prawo spadkowe, które u nas też jest krytykowane jako okrutne, bo w prawie dotyczącym Francji Niemiec czy również Polski było jednak takie założenie, że dziedziczy najstarszy syn, a pozostali nic nie dostają. Chodziło o obronę własności, feudum. To prowadziło do sytuacji, których owocem były wyprawy, epopeje krzyżowe, gdyż młodzi synowie pozostawali bez przydziału i mieli do wyboru albo bardzo często wybieraną karierę duchową albo realizację innych pomysłów na to, co by dalej robić. Zew papieża Urbana II świetnie trafił w to zapotrzebowanie społeczne…
Tekst jest fragmentem książki „Chwała Korony”, która niebawem ukaże się nakładem naszego Wydawnictwa. Szukaj na stronie: www.bibliotekawolnosci.pl
