Sejm przyjął poprawki Senatu do ustawy o Krajowym Rejestrze Oznakowania Psów i Kotów (KROPiK). Uśmiechnięty rząd PO wprowadza obowiązkowe czipowanie i rejestrację psów oraz kotów w centralnej bazie prowadzonej przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Właściciele zwierząt mają płacić, a państwo – zarabiać na kolejnym instrumencie kontroli i biurokracji.
Biurokratyczny absurd pod przykrywką „opieki nad zwierzętami”
W piątek posłowie poparli poprawki Senatu do rządowego projektu ustawy o Krajowym Rejestrze Oznakowania Psów i Kotów. Zamiast po trzech, ustawa wejdzie w życie po dwóch latach, a właściciele psów i kotów będą mieli trzy lata na oznakowanie i rejestrację zwierząt urodzonych przed jej wejściem w życie.
Obowiązek czipowania obejmuje wszystkie psy, a koty tylko te z właścicielem, ze schroniska lub pod opieką organizacji działających w domach tymczasowych. Rady gmin zdecydują o kotach wolnożyjących (z wyłączeniem tych w gospodarstwach rolnych). Dane będą powiązane z bazą PESEL i mObywatelem, a całość prowadzi Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa – instytucja, która zamiast zajmować się rolnictwem, zajmie się teraz pupilami Polaków.
Resort rolnictwa chwali się, że nowe przepisy „porządkują system opieki nad zwierzętami bezdomnymi” i zmniejszą wydatki gmin na schroniska.
Tymczasem dane resortu pokazują, że wydatki samorządów na ten cel w latach 2012-2023 wzrosły niemal trzykrotnie – z 126 mln do 347 mln zł. Zamiast szukać winnych w nielegalnym handlu zwierzętami czy braku egzekucji prawa, władza wymyśla centralny rejestr i każe każdemu właścicielowi psa czy kota płacić.
Skok na kasę podatników
Koszt czipowania i rejestracji ma wynosić maksymalnie ok. 50 zł ZA KAŻDĄ Z TYCH CZYNNOŚCI czyli sto złotych. Brzmi niewinnie? Dla milionów Polaków, którzy ledwo wiążą koniec z końcem, to kolejny obowiązkowy wydatek. A kto zapłaci za utrzymanie całego systemu? Za pensje urzędników ARiMR, serwery, aktualizacje danych, kampanie informacyjne i „przypomnienia o szczepieniach”? Oczywiście podatnik.
Przez trzy lata agencja ma oferować bezpłatną rejestrację zwierząt już oznakowanych.
To nie jest ochrona zwierząt. To klasyczny skok na kasę podatników pod pretekstem „walki z bezdomnością”. Zamiast egzekwować odpowiedzialność od tych, którzy porzucają psy i koty – jak np. europoseł Joanna Scheuring-Wielgus z Lewicy, która oddała swoje psy do schroniska „bo jej nie stać”, państwo karze uczciwych właścicieli. A gdy system będzie już działał, koszty jego utrzymania tylko wzrosną – jak zawsze przy tego typu centralnych bazach danych.
Rejestr – pierwszy krok do opodatkowania właścicieli psów i kotów
Najgorsze dopiero przed nami. Centralny rejestr to idealny instrument do wprowadzenia corocznego podatku od posiadania psa lub kota. Wystarczy jedno kliknięcie w systemie – i już można wysyłać wezwania do zapłaty „opłaty środowiskowej”, „opłaty za utrzymanie pupila” czy innej daniny, którą wymyślą urzędnicy. Dane z rejestru będą powiązane z PESEL-em, więc nikt się nie ukryje. Dokładnie tak, jak stało się z samochodami, gdzie rejestracja stała się pretekstem do kolejnych opłat i kontroli.
Władza już teraz mówi o „porządkowaniu systemu”. W praktyce oznacza to, że państwo będzie wiedziało o każdym psie i kocie w Polsce. A wiedza to władza – i pieniądze. Za kilka lat usłyszymy, że „właściciele psów i kotów powinni partycypować w kosztach ochrony środowiska” albo „finansować programy opieki nad bezdomnymi zwierzętami”. Rejestr to nie narzędzie walki z bezdomnością – to wstęp do opodatkowania milionów Polaków, którzy po prostu kochają swoje zwierzęta.
Nadzieja w prezydencie Karolu Nawrockim
Ustawa trafi teraz na biurko prezydenta Karola Nawrockiego. To ostatnia szansa, by powstrzymać ten biurokratyczny zamach na wolność i portfele obywateli. Prezydent, który wielokrotnie pokazywał, że nie boi się wetować szkodliwych rozwiązań, ma teraz okazję powiedzieć „nie” kolejnemu atakowi na zwykłych Polaków. Zawetowanie ustawy byłoby jasnym sygnałem: państwo nie będzie wtrącać się w życie domowe obywateli, nie będzie ich szpiegować przez czipy i nie będzie zarabiać na ich miłości do zwierząt.
Jeśli prezydent podpisze – będzie to zielone światło dla dalszego rozrostu państwa kontrolującego nasze życie na każdym kroku, które teraz chce wiedzieć o każdym kocie i każdym psie. Jeśli zawetuje – da Polakom oddech i pokaże, że jeszcze są granice, których władza nie może przekraczać. Czas pokaże, czy prezydent Nawrocki stanie po stronie zdrowego rozsądku i wolności, czy ulegnie presji „europejskich standardów” i biurokratycznych lobbystów. Polscy właściciele zwierząt czekają na jego decyzję z niecierpliwością.
