Niepokojące wytyczne w placówkach medycznych, pośpieszne procedowanie międzynarodowych umów obronnych z pominięciem Sejmu oraz ryzyko utraty suwerenności nad polskim terytorium – to główne tezy, które w rozmowie z „Najwyższym Czasem!” przedstawia poseł Konfederacji Korony Polskiej Roman Fritz.
W trakcie rozmowy Marka Skalskiego z posłem Fritzem opublikowanej na kanale „Najwyższego Czasu!” Biblioteka Wolności poruszono niepokojący temat okólnika wydanego w Szpitalu Miejskim w Rudzie Śląskiej, który dotyczył przygotowań do ewentualnej mobilizacji. Pismo, skierowane do szefów oddziałów, nakazywało sporządzenie list ochotników spośród personelu medycznego (pielęgniarek, położnych i ratowników medycznych), gotowych do pracy na terenie szpitala w razie ogłoszenia wojny.
– Tam jest taki fajny casus w punkcie trzecim tego pisma, że osoby, które nie zostaną wpisane na listę tę podaną przez szefów oddziałów szpitalnych oraz nie zostaną wyłączone z pełnienia czynnej służby wojskowej, mogą zostać wysłane na front w każde miejsce w Polsce – alarmuje Fritz.
Poseł podkreśla, że ujawnienie tego dokumentu to jedynie wierzchołek góry lodowej. Według jego informacji podobne praktyki mają miejsce w całym kraju, choć rzadko przybierają formę pisemną, co utrudnia ich weryfikację.
– To, że akurat w Rudzie Śląskiej wyszło to na jaw, to jest ta 'felix culpa’, ta błogosławiona wina, ponieważ z tego, co do mnie dochodzi, w wielu miejscach w Polsce są te rzeczy, mówiąc kolokwialnie, załatwiane 'na gębę’, bez śladów w wersji pisemnej – zauważa poseł Konfederacji Korony Polskiej.
Zdaniem Fritza, brak transparentności w tych działaniach jest celowy i ma na celu ukrycie przed opinią publiczną rzeczywistego stopnia przygotowań do działań wojennych.
Dyplomacja „na kolanie” i omijanie Sejmu
Fritz zwrócił też uwagę na zdumiewający pośpiech i presję towarzyszącą procedowaniu międzyrządowych umów obronnych z Niemcami i Wielką Brytanią.
– W ciągu 10 dni pan Zalewski (wiceminister obrony narodowej – red.) wzywa inne resorty do tego, aby zdały sprawę z przygotowań czy komentarza do umowy międzyrządowej między Polską a Niemcami. Jeżeli nie będzie uwag, to się domniemuje, że wszyscy się pięknie zgadzają w każdym resorcie na tę umowę, która – uwaga – musi zostać podpisana już 17 czerwca. Jest to robione na kolanie, ze straszliwą presją wywieraną na urzędników państwowych. To jest rzecz niebywała – punktuje Fritz.
Poważne wątpliwości budzi także tryb przyjmowania tych dokumentów. Według posła rząd dąży do sfinalizowania porozumień z pominięciem standardowych procedur demokratycznych, co może nosić znamiona działania na szkodę państwa.
– Zwracam uwagę na te Niemcy dlatego, że nie został poinformowany prawdopodobnie o tym nawet Prezydent Rzeczpospolitej i nie było to oczywiście w ogóle intencją rządu, aby to wrzucić na Sejm. A przecież to jest umowa międzynarodowa, to powinien Sejm ratyfikować – argumentuje poseł.
Fritz wprost nazywa dokument „fatalnym”. – Ta umowa pokazuje, że my całe nasze aktywa związane z informacją wywiadowczą możemy przekazywać stronie niemieckiej, że nasze terytorium możemy oddać pod logistykę armii niemieckiej, czyli Bundeswehry. Tam się mówi wprost o Bałtyku, czyli o polskiej linii brzegowej, żeby tamtędy Marynarka Wojenna Niemiec mogła się przemieszczać. No niebywała historia – konkluduje Fritz.
Cała rozmowa dostępna poniżej oraz na kanale Biblioteka Wolności.
