Sebastian M. jest przekonany, że do końca 2026 roku opuści Areszt Śledczy w Piotrkowie Trybunalskim i zamiast kary więzienia odbędzie ewentualny wyrok w Niemczech w postaci nadzoru elektronicznego. Jak wynika z ustaleń serwisu o2.pl, taki scenariusz mężczyzna nakreślił podczas widzenia z rodziną w areszcie.
10 kwietnia 2026 roku Sebastian M. spotkał się w Areszcie Śledczym w Piotrkowie Trybunalskim z żoną i szwagierką. Rozmowa, według ustaleń o2.pl, w dużej mierze dotyczyła toczącego się procesu. Oskarżony nie ukrywał przy tym swojego przekonania, że się wywinie.
– Udokumentowano, że to nie ja spowodowałem ten wypadek, ale sędzina nie jest mi przychylna – miał powiedzieć M. podczas spotkania z bliskimi.
Mężczyzna powołuje się przy tym na posiadane przez siebie obywatelstwo niemieckie. Urodził się bowiem za zachodnią granicą. Liczy tym samym, że status obywatela RFN uniemożliwi Polsce utrzymanie go w izolacji lub wymuszenie odbycia kary w warunkach polskich.
– Pod koniec roku wyląduję na bransoletce w Niemczech, bo to jest moje pierwsze obywatelstwo i Polska nie będzie miała nic do gadania – oświadczył M. w trakcie widzenia.
Sebastian M. oskarżony jest o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku w pobliżu Piotrkowa Trybunalskiego. Według ustaleń biegłych prowadzone przez niego BMW uderzyło w tył osobowej Kii z prędkością przekraczającą 315 km/h. W wypadku zginęła trzyosobowa rodzina z Myszkowa – małżeństwo i ich pięcioletni syn. Bezpośrednio po zdarzeniu M. opuścił Polskę, przedostając się przez Niemcy i Turcję do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Powrót do kraju stał się możliwy dopiero po przeprowadzeniu skomplikowanej procedury ekstradycyjnej. Proces przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim trwa od października 2025 roku. Za zarzucany czyn oskarżonemu grozi do 8 lat pozbawienia wolności.
Deklaracje Sebastiana M. dotyczące rychłego wyjścia na wolność nie są nowe. Już we wrześniu 2025 roku w piotrkowskim areszcie doszło do rozmowy telefonicznej, w trakcie której nieznana osoba zapewniała M., że minister sprawiedliwości „podpisał dokumenty” i mężczyzna lada moment zostanie zwolniony. W tej samej rozmowie padało nazwisko ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka.
