Strona głównaWiadomościPolskaTacy ludzie nami rządzą... Minister Cienkowska osobiście udowadnia, jak bardzo niczego nie...

Tacy ludzie nami rządzą… Minister Cienkowska osobiście udowadnia, jak bardzo niczego nie rozumie

-

- Reklama -

W dzisiejszych czasach, gdy rząd Donalda Tuska i jego koalicjanci z „Polski 2050” walczą o każdy grosz, by zasilić portfele swojej klienteli i „twórców” pokroju Jasia Kapeli, pojawiła się nowa gwiazda propagandy. Marta Cienkowska, ministra (nie lubimy tego określenia, ale do niej pasuje) kultury i dziedzictwa narodowego, postanowiła „wyjaśnić najprościej jak się da” kwestię opłaty reprograficznej. Efekt? Klasyczny przykład lewicowego analfabetyzmu ekonomicznego, który aż boli.

Pani minister pisze na X (dawny Twitter):

„Kto będzie objęty opłatą reprograficzną? Korporacje. Kto nie będzie? Obywatele. Odbiorcy kultury.”

I dalej bajdurzy, że to nie nowe prawo, tylko aktualizacja sprzed 20 lat, a w Europie ceny urządzeń nie wzrosły. Serdecznie zachęca do odrzucenia „mitów” i życia w „świecie faktów”.

Fakty, pani ministro? Podstawy ekonomii, których najwyraźniej nie nauczono na politologii z zarządzaniem europejskim w Warszawie i w PAN.

Wszystkie podatki i opłaty nakładane na biznes są przerzucalne. Korporacje – te złe, wielonarodowe potwory, które tak uwielbiają nienawidzić lewicowi ideolodzy – nie płacą ich z własnego „kieszonkowego”, któe dostają z innej planety. One po prostu doliczają koszty do ceny końcowej produktu. Telefon, laptop, drukarka, dysk twardy – wszystko drożeje. A kto płaci? Zwykły Kowalski, czyli „odbiorca kultury”, którego pani tak troskliwie chce chronić.

To nie jest „mit wolnorynkowy”. To elementarna zasada: przedsiębiorca kalkuluje koszty (w tym nowe daniny państwa), dodaje marżę i sprzedaje. Historia zna setki przykładów – podatek bankowy, opłata cukrowa, akcyza na paliwo, VAT – w rządowej propagandzie zawsze miały za to płacić „bogate koncerny i korporacje”. I zawsze kończyło się tym samym: rachunek trafia do szarego klienta.

Nawet ekonomiści z lewej strony przyznają to w chwilach szczerości (choć potem szybko wracają do bajek o „sprawiedliwym opodatkowaniu bogatych”).

Cienkowska, politolożka i menedżerka kultury z Ciechanowa, która awansowała w trzecim rządzie Tuska, zachowuje się jak typowa etatystka: „Nakładamy na korpo, a obywatel nic nie poczuje”. Dokładnie tak samo mówiono o podatku od handlu wielkopowierzchniowego czy cyfrowym. Efekt? Wyższe ceny w sklepach i mniej konkurencji. Teraz to samo z opłatą reprograficzną – pieniądze popłyną do organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi (czytaj: ZAiKS i spółka), które od lat rozdają ochłapy „swoim”, a resztę marnotrawią na biurokrację i lewicowe projekty.

Pani minister twierdzi, że podobne regulacje w Europie „nie miały negatywnego wpływu na ceny urządzeń”. Cóż, wystarczy zerknąć na realia: producenci i importerzy nie są idiotami. Koszt doliczają od razu. A jeśli ktoś naprawdę wierzy, że Apple, Samsung czy MediaMarkt wezmą to na klatę i obniżą marże – ten powinien wrócić do szkoły podstawowej na lekcje przedsiębiorczości. Albo przynajmniej przeczytać książki Misesa lub Rothbarda, zamiast unijnych broszur o „zrównoważonej kulturze”.

To nie jest tylko ekonomiczna ignorancja, ale arogancja władzy, która chce karać wszystkich za „domniemane kopiowanie”. Każdy, kto kupi smartfona, zapłaci „z góry” za potencjalne naruszenie praw autorskich. Nawet jeśli słucha tylko legalnego Spotify i nie ściąga niczego. Klasyczna lewicowa logika: traktujemy obywateli jak potencjalnych przestępców, a potem redystrybuujemy kasę do „twórców”, którzy często gardzą publicznością.

Najwyższy czas powiedzieć wprost: takie pomysły to nie wsparcie kultury, tylko kolejny haracz na utrzymanie lewicowego establishmentu kulturalnego. Polscy artyści, którzy naprawdę tworzą coś wartościowego, zarabiają na rynku – na biletach, streamach, merchandisingu. Reszta nieudaczników chce żyć z przymusowych składek Kowalskiego, jak słynny Jaś Kapela i jego rządowe stypendium w wysokości 60 tysięcy złotych za pisanie pioseneczek na poziomie siedmiolatka.

A Cienkowska, zamiast reformować chore systemy Zbiorowego Zarządzania Prawami Autorskimi, woli bić po kieszeni zwykłych ludzi.

Dziękujemy, pani ministro, za lekcję. Lekcję tego, jak nie rozumieć gospodarki. Obywatele i tak zapłacą – w wyższych cenach sprzętu. A „korporacje”? One tylko wystawią fakturę. Jak zawsze.

Najnowsze