Czy Prawo i Sprawiedliwość jest gotowe na zawarcie szerokiego porozumienia obiema Konfederacjami? Tomasz Sommer nie ma wątpliwości: jeśli Jarosław Kaczyński nie zdecyduje się na prawicowy pakt senacki, bez walki odda izbę wyższą parlamentu w ręce obozu Donalda Tuska.
Kaczyńskiemu udało się, przynajmniej tymczasowo, ugasić wewnętrzne niesnaski i nie dopuścić do wyjścia z partii frakcji Mateusza Morawieckiego. Zdaniem Sommera, przed prezesem PiS teraz znacznie poważniejsza decyzja, od której zależy, czy uda się przełamać monopol Donalda Tuska.
Stawką jest tzw. prawicowy pakt senacki, wymuszony specyfiką wyborów do Senatu. Jednomandatowe okręgi nie wybaczają rozbicia głosów, dlatego receptą ma być zwarcie szyków – zjednoczenie sił PiS-u, Konfederacji oraz partii Grzegorza Brauna – i postawienie na jednego, wspólnego kandydata w każdym z okręgów.
– Jarosław Kaczyński ma przed sobą dużo poważniejszy dylemat, mianowicie dylemat paktu senackiego. Jego bardzo ostentacyjne odcinanie się od Grzegorza Brauna może bowiem doprowadzić tylko do jednego, mianowicie do likwidacji szans na odbicie Senatu z rąk Tuska i jego koalicjantów – mówi w wideokomentarzu na kanale Biblioteka Wolności Sommer.
– Wiadomo bowiem, że Tusk znowuż stworzy wielką koalicję, taką centrolewicową i w tej wielkiej koalicji oczywiście on będzie rozdawał karty, co jednak gwarantuje mu przebicie się przez 50 proc., czyli zgarnięcie ponad połowy mandatów senackich i utrzymanie Senatu w swoich rękach. Jedyną szansą na odbicie od Tuska Senatu jest koalicja dwóch Konfederacji i resztek po PiS-ie, bez rozłamu Morawieckiego – podkreśla Sommer.
Dlaczego zatem Prawo i Sprawiedliwość wciąż unika podjęcia rozmów o szerokim sojuszu? Redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” upatruje w tym chłodnej kalkulacji politycznej kierownictwa partii, nastawionej na dominację w swoim obozie.
– Jarosław Kaczyński jednak tutaj chyba na razie robi wszystko, aby tego uniknąć, żeby nie robić tej wielkiej koalicji po prawej stronie. Dlaczego tak działa? No działa po pierwsze, aby zniszczyć Konfederacje, obie, a po drugie, aby nie utracić monopolu na Senat, który po tej prawej stronie ciągle posiada i to jest jego ostatni monopol – diagnozuje Sommer.
Utrzymanie obecnego kursu może jednak okazać się dla Prawa i Sprawiedliwości niezwykle kosztowne. Rozbicie głosów prawicy to prosta droga do oddania mandatów koalicji rządzącej.
– Myślę jednak, że jeżeli on zdecyduje się na samodzielny start, to straci połowę nawet obecnych miejsc w Senacie, więc wielu senatorów od niego pochodzących może być bardzo niezadowolonych – przewiduje publicysta.
Wskazuje również na potencjalne zagrożenie ze strony rosnącej w siłę konkurencji. – A może nawet stracić jeszcze więcej, jeżeli na przykład dwie Konfederacje poszłyby razem i by się okazało, że w niektórych okręgach przejmą głosy prawicy. Takie konfiguracje też są możliwe – przestrzega.
Sommer podkreśla, że matematyka jest nieubłagana i przewiduje, że „Kaczyński prędzej czy później ugnie się i do takiej koalicji (wyłącznie na wybory do Senatu – red.) po prawej stronie dojdzie.
Publicysta przypomina, że podobny błąd w ocenie sytuacji kosztował już Prawo i Sprawiedliwość utratę władzy wykonawczej. – Przecież gdyby Konfederacja dostała 15 proc., tak jak to było w pewnych sondażach, to starczyłoby mandatów na zorganizowanie koalicji PiS-Konfederacja i utrzymanie przez PiS przynajmniej części władzy. Ale PiS myślał o tym, aby zniszczyć Konfederację, a de facto zniszczył sam siebie – stwierdza. – Ciekawe, czy Kaczyński jeszcze raz ten błąd powtórzy. Miejmy nadzieję, że go nie powtórzy – dodaje.
Sommer nie ma wątpliwości, że środowiska łączone z szeroko rozumianą prawicą muszą rozpocząć przygotowania do paktu senackiego ze znacznym wyprzedzeniem, co najmniej „kilka miesięcy przed wyborami”. – Tak więc teraz czas na znajdowanie dobrych kandydatów, zarówno z Konfederacji Mentzena, jak i z Konfederacji Brauna, na te miejsca, które będą potem zapełniane w tym układzie wielkiej koalicji prawicowej, która zderzy się z Tuskiem – podsumował Sommer.
