W czasach, gdy Sejm i Senat chorują na chroniczną biegunkę legislacyjną, a z drukarni co chwilę wylatują kolejne tony papieru z nowymi zakazami, nakazami i podatkami, Janusz Korwin-Mikke mówi wprost: prezydent Karol Nawrocki vetuje stanowczo za mało!
Wszystko zaczęło się od wpisu Jakuba Szymala, który z oburzeniem (lub co najmniej z nutą sensacji) wyliczył statystykę wet prezydenckich:
„Ile ustaw zawetowali Prezydenci RP?
Kwaśniewski – 35 wet w ciągu 10 lat
Kaczyński – 18 wet w ciągu 5 lat
Komorowski – 5 wet w ciągu 5 lat
Duda – 21 wet w ciągu 10 lat
Nawrocki – 32 weta w 9 miesięcy
Przy takim tempie Nawrocki zawetuje min. 250 ustaw w 5 lat.”
Lewica, centrum i cała ta establishmentowa hołota już zaciera ręce i komentuje: „Paraliż! Skandal! Prezydent blokuje demokrację!”. Klasyka gatunku. Zamiast podziękować za ochronę przed kolejnym bublem prawnym, biadoli się, że ktoś śmie powiedzieć „nie”.
Na to wszystko odpowiedział Janusz Korwin-Mikke – jak zawsze celnie i bez owijania w bawełnę. W swoim wątku na X napisał dosłownie:
„Może tak: Cierpimy na biegunkę legislacyjną. Jak to 150 lat temu wykazał twórca socjologii, Herbert Spencer, wszystkie ustawy Izby Gmin po 20 latach okazywały się zbędne lub wręcz szkodliwe.
Dzięki JE Karolowi Nawrockiemu będziemy mieć o 250 zbędnych lub szkodliwych ustaw mniej.”
A chwilę później dodał:„Zapomniałem dodać: »…wszystkie były zbędne lub szkodliwe Z WYJĄTKIEM TYCH USTAW, KTÓRE USUWAŁY POPRZEDNIE USTAWY.«
Oczywiście, że JE Karol Nawrocki wetuje ZBYT MAŁO ustaw.” Herbert Spencer, ojciec socjologii i jeden z największych obrońców wolności indywidualnej XIX wieku, już dawno udowodnił na przykładzie brytyjskiego parlamentu: większość ustaw to albo puste gesty, albo akty wandalizmu wobec wolnego rynku i zdrowego rozsądku.
Spencer pisał: „„Od Statutu z Merton (20 Henry III.) do końca 1872 r. uchwalono 18 110 aktów publicznych, z których – według szacunku – cztery piąte zostało w całości lub częściowo uchylone. (…) Wielokrotne uchylenia aktów parlamentarnych są w ogromnej większości przypadków przyznaniem się do błędu. […] Tysiące uchylonych aktów parlamentu oznaczają tyleż bólu, choroby i śmiertelności.”
W Polsce ta „biegunka legislacyjna” osiągnęła rozmiary epidemii. Co rok setki stron aktów prawnych, które nikt normalny nie jest w stanie przeczytać, a co dopiero zrozumieć. Efekt? Obywatel, a szczególnie przedsiębiorca, żyje w ciągłym strachu, że znowu coś przegapił, a państwo rośnie jak nowotwór.
Prezydent, który ma odwagę wetować tę stertę śmieci, nie jest „blokującym demokrację” – jest ostatnią linią obrony przed totalną biurokracją.
Korwin-Mikke jak zwykle trafia w sedno: zamiast histeryzować nad liczbą 250 wet w pięć lat, powinniśmy pytać – dlaczego nie 500? Dlaczego nie wetować każdej ustawy, która zamiast usuwać przepisy, dodaje kolejne paragrafy, podatki, regulacje i zakazy? Dlaczego nie wetować wszystkiego, co śmierdzi socjalizmem, unijnym dyktatem i lewicową inżynierią społeczną?
Im więcej złych ustaw pójdzie do kosza, tym mniej kajdan na rękach i nogach Polaków. Bo wolność nie lubi, gdy parlament ma biegunkę. A zdrowy rozsądek – tym bardziej.
