Grzegorz Płaczek otrzymał odpowiedź od Europejskiej Agencji Medycznej (EMA) w kwestii szczepionki na HPV, która będzie przymusowa w Polsce. Jak się okazuje, przekaz Ministerstwa Zdrowia jest zgoła różny od faktów.
Płaczek przytoczył decyzję MZ o wprowadzeniu przymusowych szczepień na HPV. Polska jest dopiero drugim państwem na świecie, które podjęło taką decyzję w kwestii tego szczepienia.
Jak podkreślił, jedna ze szczepionek, które zakupione zostaną z naszych pieniędzy, to Gardasil 9.
„Ministerstwo Zdrowia (a także instytucje naukowe zajmujące się szczepieniami, takie jak PZH) wskazuje, że w badaniach nad bezpieczeństwem i skutecznością szczepionki Gardasil 9 brało udział ponad 15 tysięcy osób. Postanowiłem kilka tygodni temu skierować (jako poseł) pismo do Europejskiej Agencji Medycznej (EMA). Nie jestem przeciwnikiem szczepień, jednak jeśli resort zdecydował się na przymusowe szczepienie polskiej młodzieży, chciałem bliżej przyjrzeć się badaniom. W Polsce wszystko jest okryte mgłą tajemnicy” – napisał Płaczek.
Odpowiedź z EMA już otrzymał. Jak podkreślił, „ma poważny problem z tym, jak komunikuje się dane o szczepieniach HPV”.
„Uzyskałem informacje, które pokazują jedno: przekaz publiczny jest niepełny i w wielu miejscach wprowadzający w błąd. Otóż w badaniach nad Gerdasil 9 rzeczywiście wzięło udział ponad 15 tysięcy osób, a konkretnie 15776, jednak ta liczba określa JEDYNIE liczbę osób, które otrzymały co najmniej jedną dawkę szczepionki (a cykl szczepienia to przecież kilka szczepień!). Co więcej, EMA potwierdza, że wiele z osób zaszczepionych jeden raz na początku badań NIE ukończyło ostatecznie całego badania” – napisał Grzegorz Płaczek na X.
Ponadto „w łącznie 7 badaniach nad Gardasil 9, kluczowym badaniem (dot. analizy bezpieczeństwa) było badanie V503-001, w którym wzięła udział zdecydowana liczba badanych – bowiem aż 14185 osób”.
„I teraz uwaga – z danych wynika, że w momencie wprowadzenia szczepionki do obrotu w EU, badania ukończyło tylko 1701 osób (12 proc. uczestniczących w badaniu)!!! Co więcej – 1991 osób (14 proc.) wypadło z badania. Co to oznacza? Że decyzja o dopuszczeniu szczepionki do obrotu była podejmowana, gdy przytłaczająca większość uczestników nie zakończyła jeszcze całościowych badań, część osób została wykluczona lub sama się wycofała, a dane analizowano na określony moment (tzw. cut-off), a nie po zakończeniu całego badania” – podkreślił.
„Zatem prawdziwy przekaz w zakresie szczepień przeciw HPV, które już za niedługo będą obowiązkowe w Polsce, powinien brzmieć: 15776 osób otrzymało jedynie co najmniej jedną dawkę (a nie wszystkie dawki), nie wszyscy ukończyli badania, nie wszyscy trafili do końcowych analiz skuteczności, a część uczestników wypadła w trakcie badań. W momencie dopuszczenia szczepionki do obrotu główne badania wciąż trwały, a na dzień dopuszczenia szczepionki do obrotu badania ukończyło nie ponad 15 tysięcy osób, ale… 1701. Obywatele mają prawo do pełnej informacji – nie tylko do wygodnych skrótów. Apeluję do Pani minister zdrowia, żeby skończyć z dotychczasową praktyką i nie tworzyć mylącego Polaków przekazu” – napisał.
Następnie przypomniał, że szczepienia powinny być dobrowolne i „każdy człowiek powinien podejmować decyzję w oparciu o dane – publikowane w jasny sposób”.
„Tymczasem informacje podawane przez ministerstwo (i podległe jemu jednostki) są niepełne i w wielu miejscach mogą wprowadzać w błąd. Nie chodzi o to, że nie należy się szczepić, ale zamiast przymusu i kar, państwo polskie powinno jasno prezentować dane, które powinny być publicznie publikowane, a nie pozamykane szczelnie w szufladach instytucji zinfiltrowanych przez firmy farmaceutyczne” – podsumował Grzegorz Płaczek.
❌ Ministerstwo Zdrowia zdecydowało, że Polska ma być drugim krajem na świecie, w którym szczepienia przeciw HPV mają być obowiązkowe. Jedną ze szczepionek w programie HPV będzie Gardasil 9. Ministerstwo Zdrowia (a także instytucje naukowe zajmujące się szczepieniami, takie jak… pic.twitter.com/Xka5CKcjgu
— Grzegorz Płaczek (@placzekgrzegorz) April 20, 2026

