Bułgaria niezwykle rzadko przyciąga uwagę polskich analityków politycznych. Wizerunek najuboższego państwa UE i kraju o prorosyjskich sympatiach, skutecznie spycha ją na margines naszych zainteresowań sprawami międzynarodowymi. Tymczasem ta dawna prowincja Imperium Osmańskiego jest miejscem ciekawych doświadczeń w polityce wewnętrznej. Jakich?
Otóż od 2021 roku odbyło się w tym kraju siedem wyborów parlamentarnych. Ich skutkiem były m.in. częste zmiany rządów. Obecna rada ministrów pod przewodnictwem Andreja Gjurowa rozpoczęła urzędowanie 19 lutego br.; jest dziewiątym, a jednocześnie piątym gabinetem technicznym we wspomnianym okresie!
Upadek poprzedniego rządu
Aby zrozumieć obecną sytuację w Bułgarii, omówmy przyczyny upadku poprzedniego, koalicyjnego rządu tego kraju pod kierownictwem Rosena Żelaskowa. Składał się on z trzech ugrupowań: centroprawicowej partii Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii (GERB), postkomunistycznej Bułgarskiej Partii Socjalistycznej (BPS) i centrowej, prounijnej formacji Są Tacy Ludzie (ITN). Wspomniany sojusz tworzył – co istotne – gabinet mniejszościowy, dysponujący wspólnie 102 mandatami w 240 osobowym bułgarskim parlamencie. Większość zapewniało mu poparcie Ruchu na Rzecz Praw i Wolności – Nowy Początek (DPS–NN) reprezentującego mniejszość turecką. Upadek rzeczonego rządu zapoczątkowały największe po 1989 roku protesty społeczne, które objęły swym zasięgiem cały kraj. Ich bezpośrednią przyczyną był kształt budżetu państwa przygotowanego na 2026 rok. Przewidywał on podniesienie podatku od dywidend i składek emerytalnych. Zaplanowane podwyżki danin miały sfinansować wzrost płac w sferze budżetowej. Rząd uległ jednak presji manifestujących i wycofał wspomniany projekt po dwóch dniach. Decyzja ta nie ostudziła jednak nastrojów. Manifestanci protestowali dalej, dając upust swojemu niezadowoleniu z wadliwego systemu politycznego istniejącego w Bułgarii.
Jego fundamentem nie są jednak demokratyczne procedury, lecz gęsta sieć zakulisowych wpływów oplatających elity Sofii (stolicy). Ich rozgrywającymi byli liderzy dwóch wspomnianych wcześniej ugrupowań: Bojko Borisow z GERB i Delian Peewski z DPS–NN. Pierwszy to weteran bułgarskiej sceny politycznej, który w latach 2009–2021 aż trzykrotnie zasiadał w fotelu premiera. Drugi uznawany za wszechmocnego oligarchę i szarą eminencję stworzył nieformalny system powiązań, który paraliżował niezależność wymiaru sprawiedliwości i służb siłowych. Warto dodać, że w okresie ich niejawnej władzy doszło do nienotowanego wcześniej rozwoju korupcji.
O tym, że Bułgaria ma problem z korupcją, świadczy dobitnie jej 84. miejsce w światowym rankingu percepcji korupcji (2025) sporządzonym przez Transparenty International. Zauważmy przy tym, iż jest to pozycja o kilkanaście oczek niższa niż np. w 2009 roku.
Zważywszy na powyższe okoliczności, rząd podał się do dymisji 11 grudnia 2025 roku. Początkowo wydawało się, że głównym beneficjentem upadku tego gabinetu będzie liberalno-progresywne ugrupowanie Kontynuujemy Zmianę-Demokratyczna Bułgaria (PP–DB). Sytuację może jednak zmienić wejście do polityki parlamentarnej byłego prezydenta Rumena Radewa. Przypomnijmy, 20 stycznia br. zrzekł się on pełnienia funkcji głowy państwa. Dlaczego?
„Progresywna Bułgaria”
Wynikało to z chęci utworzenia własnej partii politycznej, co nastąpiło 2 marca br. Ugrupowanie przyjęło nazwę „Progresywna Bułgaria” i składa się z trzech lewicowych formacji: Ruchu Naszych Ludzi, Partii Socjaldemokratycznej i ruchu politycznego Socjaldemokraci. Pod względem ideowym projekt ten stanowi połączenie haseł narodowych i lewicowych, co jest zresztą odbiciem poglądów samego Radewa. Nadmieńmy, że został on wybrany na urząd głowy państwa przed dziesięcioma laty z poparciem rzeczonej BPS.
Filarami programu partii Radewa mają być walka z korupcją i reforma sądownictwa. W polityce zagranicznej ugrupowanie to zamierza się pozycjonować jako suwerenistyczne, nie unikając asertywnych zachowań wobec NATO i UE, natomiast w relacjach z Moskwą przyjmie prawdopodobnie postawę ugodową. Dodajmy, iż Radew po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej nie występował z krytyką Kremla. Potępiał natomiast sankcje na Rosję i przekazywanie Kijowowi wsparcia militarnego.
Jak natomiast ocenić szanse ugrupowania Radewa w najbliższych wyborach do bułgarskiej legislatywy? Wydaje się, że są duże. Dlaczego? Jego lider jest bowiem osobą cieszącą się w tym kraju najwyższym zaufaniem społecznym (45 proc. pozytywnych ocen). Jakie są przyczyny tej popularności?
Zbawca na białym koniu
Jako prezydent nie był on bowiem uwikłany w żadną aferę łapówkarską, obyczajową czy inne nadużycia władzy. Ponadto, jak wynika z sondaży opublikowanych po utworzeniu nowej partii, może ona liczyć na ponad trzydziestoprocentowe poparcie. Nietrudno dostrzec, że narodziny „Progresywnej Bułgarii” to powtórka ze scenariusza, który dekady temu napisał Ruch Narodowy Symeon Drugi. Analogia między Rumenem Radewem a byłym carem opiera się na sprawdzonym w bułgarskich realiach mechanizmie (archetypie?) „zbawcy na białym koniu”, pojawiającym się w chwilach głębokiego kryzysu zaufania do tradycyjnych elit. Były prezydent obiecuje, że po przejęciu sterów rządu zakończy wieloletni paraliż polityczny państwa. Realizacja tego celu miałaby się rozpocząć od rozbicia dominującego w Bułgarii porozumienia partii GERB i DPS–NN oraz osłabienia liberalnej koalicji PP–DB. Za tym miałyby pójść kolejne kroki. Wielu podaje jednak w wątpliwość szlachetność pobudek Radewa. Według sceptyków jego prawdziwą intencją nie jest wcale naprawa państwa, lecz zakonserwowanie układu opartego na wąskiej grupie interesów. O tym, która z tych wizji okaże się bliższa prawdy, przekonamy się tuż po wyborach.
Euro zamiast lewa
Chcąc dopełnić obraz bułgarskiej polityki, dodajmy jeszcze jeden element. Otóż od 1 stycznia 2026 roku kraj ten dołączył do strefy euro. Stało się to możliwe dzięki osiągnięciu przez Sofię stabilności gospodarczej. Potwierdził to raport Europejskiego Banku Centralnego. Wykazał on, że Bułgaria spełniła wszystkie wymagane przez UE kryteria ekonomiczne, takie jak: poziom inflacji, skala deficytu budżetowego, wysokość zadłużenia czy stabilność waluty krajowej wobec euro. Spośród wymienionych wskaźników na szczególną uwagę zasługuje niski dług publiczny (24 proc.).
W osiągnięciu tego wyniku pomocne okazało się wprowadzenie przez Sofię w 1997 roku systemu currency board. Co oznacza ten termin? Jest to sztywne powiązanie waluty krajowej z walutą rezerwową. W przypadku Sofii funkcję rezerwowego pieniądza pełniła początkowo marka, zastąpiona później przez euro (od 1999 roku). To prowadzi do pytania: dlaczego dzisiejsi następcy chana Asparucha zdecydowali się na tak radykalną reformę finansową? Odpowiedź jest banalnie prosta. Zapalnikiem okazała się pogarszająca sytuacja gospodarcza kraju: kryzys bankowy, hiperinflacja i błyskawicznie spadające PKB. Reakcja była jednak skuteczna. Dzięki podjętym działaniom doszło do szybkiego opanowania kryzysu: wzrost cen wyhamował, stopy procentowe obniżyły się, a kurs lewa wreszcie się ustabilizował.
Wróćmy jeszcze do sprawy wdrożenia przez ten bałkański kraj waluty euro. Otóż spotkała się ona z silnym oporem społecznym. Wg sondaży większość obywateli Bułgarii była przeciwna zmianie pieniądza (49 proc. vs 42 proc.). Ponadto w Sofii oraz kilku innych miastach doszło do masowych demonstracji przeciwko wprowadzeniu rzeczonej waluty. Ich organizatorzy – politycy prorosyjskiej partii „Odrodzenie” – wzywali do referendum w tej sprawie. Postulaty te poparł prezydent Rumen Radew, składając wniosek do parlamentu o przeprowadzenie głosowania. Jego petycja została jednak odrzucona przez mające większość w Zgromadzeniu Narodowym tzw. „partie proeuropejskie”.
„Odrodzenie” relacji z Rosją
Nadmieńmy, że oprócz „Odrodzenia”, które jest trzecią siłą w bułgarskim parlamencie (po wspomnianych GERB i PP–DB), zasiadają w nim jeszcze dwie inne, mniejsze partie narodowe: Moralność, Jedność, Honor (Miecz) i Majestat. Mają one jednak obecnie niskie poparcie i prawdopodobnie nie przekroczą czteroprocentowego progu wyborczego obowiązującego w Bułgarii.
Jakie cele polityczne stawia sobie natomiast pierwsze z wymienionych ugrupowań? Otóż opowiada się ono za zmianą dotychczasowej prozachodniej polityki zagranicznej Sofii. Postuluje referendum w kwestii przynależności do NATO i domaga się ograniczenia roli UE do strefy wolnego handlu. W sprawie wojny na Ukrainie sprzeciwia się dostarczaniu Kijowowi jakiejkolwiek pomocy. Chce natomiast nawiązać współpracę z Rosją i państwami BRICS.
Polityczny rollercoaster
Warto jeszcze odnotować, że bułgarskie Zgromadzenie Narodowe jest bardzo podzielone. Zasiada w nim bowiem aż dziewięć partii. To rozdrobnienie polityczne sprawia, że niezmiernie trudno jest sformować rząd większościowy. A jeśli uda się go stworzyć, to zaraz upada. Zwykle albo przez kłótnie w koalicji, albo przez jakieś afery na styku biznesu i polityki. Przypomina to zresztą polską sejmokrację z okresu 1919–1926 (14 rządów), czy włoski system władzy z lat 1946–1992 (48 rad ministrów). Inną słabością bułgarskich decydentów jest ich niska kultura polityczna. Jej przejawami są: odejście od merytorycznej dyskusji na rzecz ataków osobistych, kwestionowanie wiarygodności przeciwnika czy używanie obraźliwych epitetów.
Przykładem takich postaw była dyskusja na temat wspomnianego wcześniej rządu Andreja Gjurowa. Wśród 22 jego ministrów znalazł się Stoił Cicełkow. Miał on być odpowiedzialny za przeprowadzenie kolejnej elekcji do bułgarskiego Zgromadzenia Narodowego, wyznaczonej na 19 kwietnia br. Miał być, ale nie będzie. Dlaczego? Otóż po zaprzysiężeniu nowej Rady Ministrów, posłowie zaczęli oskarżać na forum parlamentu jej członków o brak bezstronności, partyjniactwo i inne najczęściej wydumane przewiny. W tej kampanii nienawiści nie oszczędzono też strażnika czystości przyszłych wyborów, który po 24 godzinach urzędowania podał się do dymisji.
Paradoksalnie ten polityczny rollercoaster nie zaszkodził zanadto bułgarskiej gospodarce. Ta bowiem rozwijała się w omawianym okresie, czyli po 2021 roku, podobnie jak w całym XXI wieku w średniorocznym tempie wynoszącym 2,5 proc. PKB.
Czy zatem najbliższe, ósme już w ciągu ostatnich pięciu lat wybory ustabilizują bułgarską politykę? Czy Rumen Radew i jego partia „Progresywna Bułgaria” doprowadzą do demontażu oligarchicznego systemu rządów w tym kraju? Wiele będzie zależeć od mobilizacji tak zwanego nieaktywnego elektoratu (frekwencja wyborcza w kraju Todora Żiwkowa nie przekroczyła podczas ostatniej elekcji 40 proc.). Jeśli to się powiedzie, wówczas wszystko będzie możliwe…?



