„W trakcie weryfikacji podpisów ujawniono niepokojące i niebywałe wręcz przypadki” – poinformowali inicjatorzy akcji zbierania podpisów pod referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego.
Profil „ReferendumKrk” poinformował o niepokojącym zjawisku podczas weryfikacji podpisów zebranych pod referendum. Jak podkreślono, „ujawniono niepokojące i niebywałe wręcz przypadki”.
„W związku z tym złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przeciwko referendum” – napisali inicjatorzy akcji.
Co najmniej kilkanaście osób, które złożyły podpisy pod referendum, nie żyje.
„Co więcej, dane te były wpisywane na różnych kartach i w różnych odstępach czasu, co jasno wskazuje na działanie celowe. To nie tylko bezczeszczenie pamięci zmarłych, to próba manipulacji i uderzenie w fundamenty demokracji” – poinformowali inicjatorzy akcji.
Dodali, że referendum w Krakowie „z dużą pewnością” się odbędzie. Możliwe, że weryfikacja podpisów odbędzie się już w przyszłym tygodniu.
Jan Hoffman, jeden z inicjatorów akcji skomentował informacje o podpisach od nieżyjących osób.
– Nie podejrzewamy o to naszych zwolenników. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zrobiłby czegoś takiego, bo wiadomo, że każdy podpis jest drobiazgowo weryfikowany. To musiał zrobić ktoś nam nieprzychylny albo niespełna rozumu – powiedział „Gazecie Wyborczej” Hoffman.
Na listach znalazło się też sporo podpisów z błędnym numerem PESEL. Inicjatorzy akcji poinformowali prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa.
„Nie godzimy się na niszczenie demokracji. Referendum to święto demokracji – najwyższy wyraz woli obywateli. Tymczasem ujawnione zostały przypadki podawania nieprawdziwych danych, w tym danych osób nieżyjących, na listach poparcia. To działania, które noszą znamiona celowego sabotażu i próby zdyskredytowania idei referendum” – napisali inicjatorzy akcji w oświadczeniu.



