Strona głównaMagazynSetki zabitych uczennic, płonące rafinerie. To nie będzie krótka wojna

Setki zabitych uczennic, płonące rafinerie. To nie będzie krótka wojna

-

- Reklama -

Stany Zjednoczone do spółki z Izraelem podjęły operację militarną przeciwko Iranowi, której celem jest oficjalnie zmiana panującego w nim reżimu. Nieoficjalnie zaś przejecie kontroli nad tym państwem i nad zasobami węglowodorów nie tylko jego, ale całej Zatoki Perskiej. Dzięki temu wraz z faktem, że wcześniej wzięły one pod kontrolę Wenezuelę, będą mogły dyktować ceny węglowodorów. Poprzez osadzenie w Teheranie wygodnego dla siebie rządu, USA zablokują w tym regionie ekspansję Chin i stworzą sobie dodatkową drogę do Centralnej Azji. Taki jest główny cel amerykańskiej operacji. 

Na Bliskim Wschodzie ziścił się niestety najgorszy scenariusz. Stany Zjednoczone do spółki z Izraelem zaatakowały Iran, dokonując zmasowanych ataków rakietowych na siedziby władz tego kraju, dążąc do wyeliminowania całej irańskiej elity, chcąc ułatwić zwycięstwo kolorowej rewolucji, która obali rząd ajatollahów i przywróci do władzy dynastię Pahlawich.  Syn ostatniego szacha od dawna jest przygotowywany do tej roli i aż przebiera nogami, żeby wysiąść na lotnisku w Teheranie i być owacyjnie przywitany przez naród. Ma nadzieję, że Irańczycy zapomnieli już o zbrodniach popełnionych przez policję polityczną SAWAK jego ojca, które stały się zresztą jedną z przyczyn obalenia i zmuszenia do ucieczki z kraju. Atak USA i Izraela na Iran nastąpił w momencie, gdy rokowania między Waszyngtonem a Teheranem były bliskie sukcesu.

- Reklama -

Może doprowadzić to do sytuacji, której inne kraje uznają, że rozmowy z Waszyngtonem będą w ogóle pozbawione sensu. Według nieoficjalnych pogłosek przeciwnikiem porozumienia z Teheranem był Izrael, dążący do zadania ostatecznego ciosu Iranowi, z którego kraj ten się już nie podniesie. Prezydent Donald Trump miał ulec sojusznikowi i zgodził się na uderzenie w Iran, licząc, że wojna zakończy się szybko i będzie mógł ogłosić kolejny sukces! Ten zaś jest mu potrzebny w perspektywie wyborów do Kongresu, w którym chce on utrzymać przewagę republikanów. Uleganie Izraelowi przez Waszyngton nie podoba się Turcji, która obawia się wzrostu znaczenia Izraela na całym Bliskim Wschodzie. Tureckie elity zdają sobie też sprawę, że decyzja Trumpa o ataku na Iran, która dla niego jest w chwili obecnej bardzo niewygodna, świadczy o wielkiej sile lobby żydowskiego wewnątrz partii republikańskiej. Ankara nie poparła ataku na Iran i nie zgodziła się na wykorzystanie do niego tureckiego terytorium. Wydział Informacji i Komunikacji Administracji Prezydenta Turcji Recepa Taipa Erdogana wydał w tej sprawie specjalne oświadczenie. Stwierdza ono, że wszelkie informacje w mediach społecznościowych o tym, że Turcja poparła agresję na Iran, są nieprawdziwe.

Izrael chce zniszczyć Iran

Zanim pierwsze izraelskie i amerykańskie rakiety uderzyły w Teheran, walki wybuchły także między Pakistanem a Afganistanem, uświadamiając wszystkim, że cały Bliski Wschód to wielka beczka prochu, która może eksplodować w każdej chwili. Kilkudniowe walki między obydwoma krajami były bardzo zacięte i pociągnęły za sobą wiele ofiar. Gdy Iran wyraził gotowość okazania pomocy w rozmowach pomiędzy obu krajami, sam stał się obiektem ataku. Został zaatakowany przez duet Stany Zjednoczone–Izrael. Oba kraje miały podobne cele, ale nie do końca. Waszyngtonowi chodziło przede wszystkim o zmianę reżimu rządzącego w Iranie, by ułatwić Irańczykom dokonania reszty. Kierownictwo Izraela postawiło przed sobą inne cele.

- Prośba o wsparcie -

Chodziło mu nie tylko o zlikwidowanie irańskiej elity, ale de facto zniszczenie całego potencjału ludzkiego, zbrojeniowego i gospodarczego i zamienienie go w coś na kształt Iraku po ataku Stanów Zjednoczonych, czyli w bezbronną stertę gruzu i chaosu, nad którą de facto nikt nie panuje. Izrael zapowiada, że będzie prowadził operację aż do zwycięstwa! Jest prawdopodobne, że do koncepcji lansowanej przez premiera Izraela Binjamina Netanjahu przyłączy się Donald Trump. Liczył on, że po likwidacji przywódcy ajatollaha Ali Chamanei społeczeństwo irańskie wyjdzie masowo na ulice irańskich miast i będzie tańczyć z radości. Miał też nadzieję, że irańskie siły zbrojne, policja i siły bezpieczeństwa przejdą pod amerykańską kontrolę.

To nie będzie szybka wojna

Nic takiego w pierwszych dniach się nie stało. Przede wszystkim siłom amerykańsko- izraelskim nie udało się zabić wszystkich przywódców irańskich. Zwłaszcza zaś prezydenta Masuda Pezeszkiana, który w społeczeństwie irańskim cieszy się dużą popularnością. Kierownictwo Iranu błyskawicznie wyłoniło Tymczasową Radę, która przejęła władzę w kraju i uruchomiła konstytucyjną procedurę wyboru następcy duchowego przywódcy. Niektórzy obserwatorzy są zdania, że zewnętrzna agresja może doprowadzić do konsolidacji społeczeństwa wokół rządzącej ekipy. Czy tak będzie, nie wiadomo. W każdym razie po śmierci ajatollaha Ali Chamanei tysiące ludzi wyszło na ulice wielu irańskich miast, ale nie w celu okazania radości, lecz żalu po śmierci swojego duchowego przywódcy. W trakcie ataku izraelskie czy amerykańskie rakiety trafiły w szkołę dla dziewcząt, zabijając co najmniej 160 uczennic. To w społeczeństwie irańskim zostało bardzo źle przyjęte.

Irańczycy od razu odpowiedzieli na atak Izraela i USA ogniem swych rakiet na izraelskie miasta i wszystkie cele amerykańskie w regionie. Oprócz amerykańskich baz w regionie Zatoki perskiej Teheran zaatakował też cele w krajach sojuszników. Zablokował też cieśninę Ormuz.

Koszty będą duże

Oczywiście siła irańskiego odwetu ma główne znaczenie psychologiczne i prestiżowe. Realnych strat Izraelowi czy Stanom Zjednoczonym nie jest w stanie wyrządzić. Irańska broń ustępuje amerykańskiej i tej, którą posługują się Izraelczycy co najmniej o dwa pokolenia. Jeżeli Iran ma potężniejsze rakiety, a tego nie można wykluczyć, to póki co ich nie użył. Nie znaczy to oczywiście, że irańskie rakiety nie odnoszą żadnego skutku. Nawet jeżeli są zestrzeliwane nad amerykańskimi bazami, to generują straty. Trzeba je zestrzeliwać przy pomocy bardzo drogich środków obrony przeciwlotniczej. Tylko w pierwszym dniu ataku Iranu na obiekty amerykańskie gospodarze musieli zestrzelić 140 rakiet i dwieście różnego typu dronów. Ile zużyli do tego rakiet, Amerykanie nie podali. Wiadomo jednak, że w czasie poprzedniej wojny rakietowej na Izrael Irańczycy wystrzelili ponad 500 rakiet, z których tylko 35 zdołało przebić tzw. „żelazną kopułę” i dotrzeć do celu. Pozostałe zostały zestrzelone. Na każdą zbitą rakietę Izrael musiał zużyć od jednego do dwóch przeciwrakietowych systemów THAAD albo kompleksów obrony powietrznej Patriot. Wartość jednej przechwytującej rakiety wynosi około 2 mln USD. W ciągu 12 dni, których trwał atak Iranu, Izrael zużył od 700 do 800 przeciwrakiet, kosztujących minimum 1,5 mld USD. Ten obecny konflikt będzie trwał znacznie dłużej. Przedstawiciele izraelskiej armii mówią, że będzie on trwał aż do… zwycięskiego końca.

Z wypowiedzi Donalda Trumpa jasno wynika, że liczy się z tym, iż  operacja potrwa jeszcze jakieś 30 dni. By ją przyspieszyć, amerykański prezydent wezwał wszystkich swoich sojuszników z rejonu Zatoki Perskiej, by przyłączyli się do antyirańskiej krucjaty. Iran już atakuje znajdujące się na ich terenach obiekty, w tym przemysłowe, więc mogą to zrobić. Oczywiście ich przyłączenie będzie miało wymiar propagandowy i moralny, jako że ich siły zbrojne nie są zbyt imponujące, ale Trumpowi o to właśnie chodzi. Chodzi mu o to, żeby mógł opinii światowej powiedzieć, że Iran stanowił zagrożenie dla jego sojuszników, których on miał obowiązek bronić. Dla nich ataki Iranu na ich infrastrukturę to prawdziwa katastrofa. Przede wszystkim poruszą strefy związane z wstrzymaniem eksportu ropy i skroplonego gazu, w związku z zamknięciem przez Iran cieśniny Ormuz. Oprócz tego duże straty poniesie sektor turystyczny, który w tych krajach jest jednym z filarów gospodarki.

Kto wygra, jest przesądzone

Sytuacja na korzyść Iranu mogłaby zmienić się tylko wtedy, gdyby udało mu się zatopić chociaż jeden lotniskowiec. Wtedy w USA podniosłaby się taka wrzawa, że Trump musiałby przerwać operację, którą rozpoczął bez zgody Kongresu. Kiedy George Bush zaatakował Iran, miał jego akceptację.

Iran będzie stawiał opór do końca. Wojna rozpoczęta przeciwko niemu przez USA i Izrael jest kwestią przetrwania systemu władzy, funkcjonującej w nim od 47 lat. Wielu obserwatorów uważa, że w tym okresie wytworzył on wysoki stopień przystosowania się do trudnych sytuacji. Przeżył on ich bardzo wiele, ale nigdy nie znajdował się pod takim naciskiem. Tymczasowy Komitet rządzący Iranem bardzo chciał jak najszybciej wybrać nowego duchowego przywódcę. Nie powinno być z tym większego kłopotu, bo jego poszukiwania trwały już od dawna. Było publiczną tajemnicą, że starzec Ajatollah Chamanei jest ciężko chory i dni jego są policzone. Mordując go, Amerykanie do jego życiowych osiągnięć dołożyli tylko tytuł „męczennika”. Sytuacja zewnętrzna z pewnością będzie skłaniać różne frakcje irańskich teologów do zgody i uznania autorytetu nowego lidera.

Wstrzymany pochód Chin

Oprócz Iranu będzie miał nawet przy konsolidacji społeczeństwa ograniczone granice związane z jego militarnymi możliwościami. Zapas rakiet kiedyś mu się skończy. Wtedy USA może zacząć operację lądową. Na razie Waszyngton o tym nie mówi, ale jednocześnie nie wyklucza. W miarę postępu antyirańskiej operacji apetyty tamtejszych jastrzębi i nie tylko Trumpa będą rosły. Przed Stanami Zjednoczonymi pojawiła się szansa na przejęcie kontroli nad większością zasobów światowych węglowodorów rejonie Zatoki perskiej. Taka szansa może się już nie powtórzyć i Trump jej z pewnością nie odpuści.

Po przejęciu kontroli nad Wenezuelą i Iranem Stany Zjednoczone będą mogły dyktować poziom cen węglowodorów na całym świecie. Będą mogły złapać za gardło Chiny i Rosję, zatrzymując ich pochód w regionie. Rosja zwiększała w tym regionie wpływy dyplomatyczne, ale Chiny rozpoczęły ofensywę gospodarczą, dążąc do pojednania między wszystkimi państwami w rejonie Zatoki perskiej. Zwłaszcza zaś między Iranem a Arabią Saudyjską, co zarówno Izrael, jak i USA uznały za zagrożenie dla swoich interesów. Przegrana Iranu i przejecie kontroli nad tym państwem przez Stany Zjednoczone sprawi, że wszystkie geopolityczne projekty, lansowane przez Chiny, pójdą do kosza i to w całym regionie. Gospodarzem w nim będzie Waszyngton i będzie on ciągnął z tego zyski. Taki był dla Trumpa prawdziwy cel całej trwającej jeszcze operacji. Przy okazji Stany Zjednoczone pokażą całemu światu, ile są warte organizacje, w których nie są one członkiem lub takie, które w ogóle są stworzone przeciwko nim, m.in. BRICS i SzOW, czyli Szanghajska Organizacja Współpracy.

Najnowsze