To nie jest zwykły proces karny. To proces, który dotkliwie ujawnia patologię, jaka od lat przeżera nasz system: od władzy ustawodawczej, przez biurokrację w urzędach, po wymiar (nie)sprawiedliwości. To historyczne wydarzenia dla polskiego narodu, który masowo się budzi i murem stoi za liderem Konfederacji Korony Polskiej. Choć rozprawy są jawne, to Sąd chce przeprowadzić proces błyskawicznie, a media zamieść go pod dywan.
To chwile, w których prawda wybrzmiewa publicznie. Dlatego jako „Najwyższy Czas!” byliśmy obecni na dwóch kolejnych rozprawach Grzegorza Brauna, towarzysząc mu w drodze po sprawiedliwość. Wierzymy, że kwestia odzyskania Niepodległości jest niezwykle istotna dla naszych czytelników, dlatego poniższy reportaż bez cenzury relacjonuje dwa dni – 23 lutego i 5 marca – które spędziliśmy w sądzie z panem Braunem.
Interweniował w imię narodu
23 lutego 2026 r. od godz. 8:30 przed budynkiem Sądu Rejonowego dla Warszawy Praga-Południe przy ul. Terespolskiej 15A licznie zaczęli gromadzić się przedstawiciele Szerokiego Frontu Gaśnicowego. Działacze partyjni i sympatycy dodawali otuchy Grzegorzowi Braunowi, a przebieg sprawy od początku do końca relacjonowały niezależne propolskie media. Po przedstawieniu stanowiska prokuratury głos zabrał oskarżony. Grzegorz Braun już na początku swojego wystąpienia zaznaczył, że nie zgadza się z interpretacją zdarzeń przedstawioną przez stronę oskarżycielską.
W swojej wypowiedzi podkreślał, że jego działania miały charakter symboliczny i były wyrazem sprzeciwu. Jak stwierdził: „Nie działałem z zamiarem naruszenia prawa, lecz w obronie wartości, które uważam za fundamentalne dla polskiej państwowości”. Oskarżony wielokrotnie odnosił się do kontekstu politycznego sprawy. Pamiętajmy, że to postępowanie sądowe jest elementem szerszego sporu ideowego, który toczy się w przestrzeni publicznej. Braun argumentował, że jego działania były formą manifestacji poglądów oraz protestu wobec zjawisk, które zagrażają suwerenności państwa i tradycyjnym wartościom.
W jednym z fragmentów swojej wypowiedzi powiedział: „Moje działanie było aktem sprzeciwu i symbolicznym gestem. Broniłem majestatu Rzeczypospolitej i wartości, które uważam za ważne”. Podczas rozprawy poruszono również kwestię motywów działania oskarżonego. Strona oskarżycielska wskazywała, że niezależnie od deklarowanych intencji czyn pozostaje czynem podlegającym ocenie prawnej. Prokurator stwierdził: „Intencje mogą być przedmiotem interpretacji, jednak prawo ocenia przede wszystkim skutki i charakter działania”. Z kolei Braun podkreślał, że jego działania nie były wymierzone w konkretne osoby, lecz miały charakter symboliczny i polityczny. „Nie był to akt agresji wobec kogokolwiek” – mówił.
W trakcie posiedzenia sądowego pojawiły się także odniesienia do wcześniejszych wydarzeń oraz do reakcji opinii publicznej. Oskarżony wskazywał, że jego działania spotkały się z szeroką aprobatą wśród narodu. W jego ocenie pokazuje to, że sprawa ma wymiar nie tylko prawny, lecz także polityczny i społeczny. „Ta sprawa jest elementem większego sporu o to, czym jest państwo i jakie wartości powinny je kształtować” – podkreślił. Sędzia prowadzący rozprawę wielokrotnie przypominał stronom o konieczności koncentrowania się na kwestiach prawnych oraz na faktach związanych z zarzutami.
Posiedzenie miało momentami dynamiczny charakter, ponieważ zarówno prokurator, jak i oskarżony przedstawiali rozbudowane argumenty, często odwołujące się do szerszego kontekstu społecznego i politycznego. Pod koniec rozprawy sąd wysłuchał końcowych wypowiedzi stron. Prokurator podtrzymał swoje stanowisko, wskazując, że materiał dowodowy jest – według jego opinii – wystarczający do oceny zachowania oskarżonego: „Zebrane dowody pozwalają na jednoznaczne stwierdzenie, że czyn będący przedmiotem postępowania miał miejsce i został popełniony przez oskarżonego” – zaznaczył. W tym miejscu należy odnotować zachowanie strony oskarżycielskiej, która od początku do końca reprezentowała postawę skrajnie lekceważącą. W sieci pojawiły się liczne zdjęcia mecenasa grającego w gry na telefonie podczas składania wyjaśnień przez oskarżonego, a także pani mecenas śpiącej na ławie. Wypowiedzi oskarżycieli były ciche i zwięzłe – zarówno sam oskarżony, jak i publiczność niejednokrotnie mieli problem, aby je usłyszeć.
Oskarżony przez Żydów
Grzegorz Braun w końcowym wystąpieniu ponownie podkreślił, że nie uważa swojego działania za przestępstwo. W jego ocenie był to akt obywatelskiego sprzeciwu oraz symboliczny gest o charakterze politycznym.
„Nie przyznaję się do winy w sensie moralnym – powiedział – ponieważ działałem w przekonaniu, że bronię dobra Rzeczypospolitej”. Podkreślił też wyraźnie – że fałszywie oskarżają go Żydzi: „Składanie wyjaśnień przed Wysokim Sądem rozpocząłem od wskazania faktów, których znajomość ukształtowała mój stan świadomości i moje stanowisko wobec ekscesu, jakim było pojawienie się w Sejmie Rzeczpospolitej Polskiej przedstawicieli sekty Chabad-Lubawicz wraz z asystą. Ta asysta to z jednej strony osoby pierwsze i drugie w państwie, marszałkowie izby niższej, wyższej Parlamentu Rzeczpospolitej Polskiej, ale także silna reprezentacja ministrów i generalnie politycznej elity, która w zmiennym składzie w tak niegodny sposób rządzi Polską. Ta asysta to również, na ile można się było zorientować z doniesień medialnych – bo przecież ja tam nikogo nie legitymowałem – przedstawiciele rozmaitych organizacji, które przedstawiają się same jako organizacje żydowskie. Jak się przedstawiają? No, na przykład post factum sygnując listy oskarżenia i potępienia wobec mnie. Jeden z takich listów sygnowany był chyba przez ponad setkę organizacji żydowskich w Polsce. Kto by się, Wysoki Sądzie, spodziewał, że aż ponad setka się uzbiera chętnych do tego, żeby mnie potępiać? I teraz, dlaczego to jest istotne dla rozpoznania tej sprawy? Dlatego że najwyraźniej zorganizowana diaspora żydowska w Polsce, a chyba też i w świecie; ponieważ to potępienie, oburzenie, rozdzieranie szat i sięganie po kamienie (rzecz jasna w przenośni) w przestrzeni medialnej zatoczyło kręgi znacznie przekraczające zarys granic Rzeczypospolitej Polskiej. Więc te organizacje najwyraźniej utożsamiają się z dyskursem prowadzonym przez sektę Chabad-Lubawicz. Więc to jest istotne – że chociaż nie wszyscy Żydzi na co dzień utożsamiają się z programem ideowym i aktywnością sekty Chabad-Lubawicz i chociaż wielu z nich będzie wręcz podkreślać niszowość, wyjątkowość, marginalność tej formacji – to żeby mnie potępić, osądzić od czci i wiary i stawiać przed Wysokim Sądem, skrzyknęli się wszyscy. Nie ma zatem przesady. Jest tylko stwierdzenie faktu, że to Żydzi mnie oskarżają, Żydzi mnie szkalują, Żydzi pociągnęli mnie przed ten sąd w sposób tak bezczelny, jak tego przykład mieliśmy” – podsumował oskarżony.
Po pierwsze służba rodakom
Rozprawa zakończyła się zapowiedzią dalszego toku postępowania oraz analizą przedstawionych materiałów. Sąd poinformował, że decyzje w sprawie zostaną podjęte po szczegółowym rozpatrzeniu wszystkich argumentów oraz dowodów zaprezentowanych podczas rozprawy. W tym miejscu należy zaznaczyć, że pod koniec rozprawy z dnia 23 lutego oskarżony złożył wniosek o możliwość kontynuowania swoich wyjaśnień w późniejszym terminie, ponieważ naglił go termin zbliżającego się lotu do Brukseli w tym samym dniu.
Złożył więc wniosek o odroczenie rozprawy na późniejszy termin. Strona oskarżycielska posuwała się do bezczelnych wręcz sugestii, jakoby praca posła nie była niczym wyjątkowym i nie zwalniała oskarżonego z obecności na rozprawach.
„Nie sposób pominąć faktu, że Grzegorz Braun jest polskim posłem do Parlamentu Europejskiego i to wybranym głosami ponad 100 tysięcy obywateli. Sugerowanie przez przeciwników politycznych nieuczciwości w celu przewlekania postępowania dotyczącego, w mojej ocenie, błahych spraw oraz dyskusyjnych zarzutów, jest formą walki politycznej przeniesioną wprost na salę sądową. Oskarżony nie potrzebuje kreować roli do minus litis, on po prostu korzysta z przysługujących mu uprawnień, których Sąd ma obowiązek strzec za kulisami upolitycznionych pełnomocników pokrzywdzonego stowarzyszenia. Pismo dr Hanny Gajewskiej-Kraczkowskiej, adwokata dr Hanny Gajewskiej-Kraczkowskiej, adwokata Andrzeja Kraczkowskiego, należy uznać za nieuzasadnioną polemikę z decyzjami sądu oraz próbę obejścia elementarnych zasad procesu karnego. Wnoszę zatem nie tylko o procedowanie z poszanowaniem stanu zdrowia oskarżonego, ale i jego prawa do osobistego udziału w czynnościach, co jest jedyną gwarancją wydania sprawiedliwego wyroku. Takie pismo zostało do sądu skierowane” – mówił obrońca oskarżonego.
Grzegorz Braun około godziny 15:00 opuścił salę rozpraw, uzasadniając swoją decyzję służbą, jaką jest praca posła i tym, że nie może zawieść zaufania swoich rodaków, ponieważ pełni rolę wybranego przez nich przedstawiciela w Parlamencie Europejskim. Zapadła decyzja o kompromisie, wedle którego na kolejnej rozprawie, która odbyła się 5 marca, były kontynuowane wyjaśnienia oskarżonego oraz miało dojść do rozpoczęcia przesłuchań świadków.
Szeroki Front Gaśnicowy na warcie
W czwartek 5 marca 2026 roku odbyła się kolejna, III rozprawa. Sympatycy, wyborcy i działacze Konfederacji Korony Polskiej nie zawiedli Grzegorza Brauna, kolejny raz licznie gromadząc się przed budynkiem sądu już od godziny 8:30. Moją uwagę szczególnie przykuła okazała rycerska zbroja jednego z działaczy Szerokiego Frontu Gaśnicowego oraz towarzystwo górali, którymi prezes Korony chętnie się otacza. Dodawali otuchy swojemu liderowi, a przebieg sprawy od początku do końca relacjonowały niezależne propolskie media.
Mimo iż proces Brauna jest publiczny, otwarty dla wszystkich i ważą się na nim losy narodu, to jednak media głównego nurtu zdają się nie angażować w jego ogólnopolską promocję. Na szczęście były obecne niezależne media, które bez owijania w bawełnę relacjonują przebieg zdarzeń. Wraz z Markiem Skalskim reprezentowaliśmy „Najwyższy Czas!” jako przedstawiciele medialni. Z pierwszych minut poranka dało się słyszeć komentarze osób trzecich stojących w kolejce przed salą rozpraw, a także relacje na żywo. Po wejściu na salę sądową ujrzałam pomieszczenie wypełnione niemal po brzegi. Należy tu zaznaczyć, że wysoka temperatura panująca na sali nie stwarza niestety korzystnych warunków do spokojnego procedowania, stąd co około 1–1,5 godziny sąd zarządzał przerwę w rozprawie. Obok dziennikarzy, rodzin i obserwatorów znajdowały się osoby nagrywające przebieg rozprawy własnymi kamerami. Trzecie posiedzenie w toczącym się procesie europosła dotyczy szeregu zarzutów, z których najgłośniej komentowanym jest incydent z grudnia 2023 roku, dotyczący zgaszenia świec chanukowych podczas obchodów Chanuki w Sejmie RP.
Przed wejściem na salę rozpraw Braun tradycyjnie udzielił krótkiej konferencji, w którą był zaangażowany również szerzej nagłaśniany monolog przed kamerami. Jak mówił podczas tej konferencji: „Rozstrzyga się, z której strony muru wszyscy się znajdziemy i czy przypadkiem nie będzie to mur otaczający Gazę” – powiedział przed wejściem do sądu, odnosząc się do szerszego kontekstu światowego.
Sam proces trwał blisko 7,5 godziny. Po otwarciu posiedzenia przewodniczący sędzia poprosił o kontynuowanie składania wyjaśnień przez oskarżonego. Grzegorz Braun – zgodnie z nagraniami i relacjami – rozpoczął od znanego sobie tonu obronnego, podkreślając, że postrzega to postępowanie jako część szerszego sporu o przyszłość państwa i narodu: „Nie stoję tutaj tylko w obronie własnej osoby, ale w obronie każdego Polaka, który ma prawo do samoobrony wobec narzuconych wzorców i oczekiwań” – mówił.
Następnie polityk odniósł się do poszczególnych zarzutów, zaczynając od najgłośniejszego – dotyczącego zgaszenia świec chanukowych w Sejmie. Z przekazów wideo wynika, że Braun próbował uzasadniać swoje zachowanie jako stanowczy sprzeciw wobec rytualnych manifestacji, które według niego naruszają porządek i prawo: „Nie pozwolę na to, by kultura polityczna była narzucana przez manifestacje, których treść – moim zdaniem – sprzeczna jest z konstytucyjnym porządkiem publicznym” – mówił Grzegorz Braun.
Po swobodnych wyjaśnieniach został poproszony o odpowiedzi na pytania przedstawicieli oskarżenia. Jak wynika z relacji z sali, prokurator wielokrotnie zadawał szczegółowe pytania dotyczące kolejnych zdarzeń z 2023 i 2024 roku, w których uczestniczył poseł. Momentami atmosfera na sali była napięta. Jeden z komentarzy podczas składania wyjaśnień brzmiał: „To nie są konkretne zarzuty – to polityczna interpretacja moich działań, które miały charakter obronny wobec arbitralnych i niekonstytucyjnych praktyk”. Strona oskarżenia zadawała również pytania o incydent w Niemieckim Instytucie Historycznym z maja 2023 roku, gdzie – według aktu oskarżenia – miał zakłócić wykład o Holokauście, przewrócić głośnik i krzyczeć do sali. Grzegorz Braun w odpowiedzi stwierdził, iż jego działania miały na celu odsłonić manipulację narracyjną.
Kopała Brauna, nie przyszła do sądu
W trakcie rozprawy stało się jasne, że Magdalena Guzińska‑Adamczyk – wskazywana w akcie oskarżenia jako osoba poszkodowana w związku z incydentem z gaśnicą – nie pojawiła się na sali. Jak relacjonowano na żywo, sąd uwzględnił jej wyjaśnienia przesłane wcześniej i zdecydował, że jej zeznania odbędą się na posiedzeniu zamkniętym, bez udziału Brauna czy jego obrońców. I ten fakt zasmucił chyba najbardziej obecnych uczestników rozprawy, ponieważ czekali na moment, aż Żydówka-agresorka spojrzy Grzegorzowi Braunowi w oczy i odniesie się do nagrania, na którym wyraźnie widać, jak się na jego kierunku rzuciła, krzyczała i kopała. Do tego niestety z „przyczyn osobistych” agresorki nie doszło.
Nie powstrzymało to jednak pana Brauna od wyjaśnienia: „Ta pani – cywil, to agresor w sferze symbolicznej – bo uczestniczka tego talmudycznego, satanistycznego rytuału rasistowskiego”. Jak stwierdził pan Grzegorz Braun w swojej przemowie przed budynkiem sądu po zakończonej rozprawie, brak stawienia się Żydówki-agresorki w charakterze świadka to próba uniknięcia spojrzenia prawdzie prosto w oczy „po tym, jak się nakłamało w prokuraturze”. W sieci pojawiały się fragmenty transmisji, w których obrońca Brauna miażdżył wersje prokuratury, wskazując na momenty, kiedy to pokrzywdzona zaczęła atakować parlamentarzystę. Pan Grzegorz Braun nawiązał tu w swojej wypowiedzi do mrocznej i talmudycznej genezy święta Chanuki, które w żadnym wypadku nie powinno być świętowane w polskim Sejmie.
Zadał również pytanie o źródło przyzwolenia na pojawienie się nieobyczajnych bombek na choince w gmachu Sądu, która została przez niego usunięta, albowiem ta interwencja również znalazła się w akcie oskarżenia: „Notabene te stowarzyszenia sędziowskie nie wykazały – a w każdym razie ja o to zapytam Wysoki Sąd – ale nie zauważyliśmy żadnych umów, które by opiewały na przekazanie rozporządzania tym mieniem. Nie wiemy, czy to było na zasadzie użyczenia tych bombek, czy na zasadzie darowizny… jeśli darowizna, to ciekawy, nowy wątek. Wobec tego, czy to zostało zgłoszone do Urzędu Skarbowego? I jeżeli zostałoby zgłoszone, to czy to jest legalne? Czy się godzi sędziom przyjmować darowiznę w postaci choćby bombek (już pomijam, nieobyczajne i nielicujące z powagą sądów treści eksponowane na tych bombkach)? Bo jeżeli można dać bombkę, to można dać też kurę na rosół” – wyjaśniał Grzegorz Braun mediom przed kamerami, co zresztą powtórzył na sali sądowej. Pytanie o legalność występowania takich zjawisk jak bombki propagujące treści nawiązujące do konkretnych ideologii nie powinny bowiem mieć miejsca w siedzibach instytucji państwowych, podobnie jak świecznik chanukowy w Sejmie RP. Dopiero po ocenie podstawy ich pojawienia się tam należałoby przejść do analizy reakcji, do których posunął się Prezes Konfederacji Korony Polskiej.
Przerwana wypowiedź o Żydach
Podczas ostatniej rozprawy oskarżony złożył wniosek o załączenie książki do materiału dowodowego: „Zapytam, czy zostanie uznane za stosowne włączenie tej książki jako całości do materiału dowodowego: »Reckless Rites. Purim and the Legacy of Jewish Violence« (Okrutne rytuały. Święto Purim i dziedzictwo żydowskiej przemocy), autor – Eliot Horowitz, którego, sądząc z nazwiska, nie będziemy podejrzewali o jakiś brzydki antysemityzm. To jest książka naukowa, wydana w Oksfordzie w roku 2006. Polecam. To jest książka jeżąca włos na głowie, która pokazuje na przestrzeni wieków praktykę żydowskiej rytualnej przemocy wywiedzionej z fałszywego kultu talmudycznego. I ponieważ ta wojna rozpętana została, jak rozumiem, właśnie w duchu świąt purimowych – ponieważ w te święta żydowskie dzieci są zachęcane do tego, żeby powtarzały rytualny mord Hamana, jego jedenastu synów i wszystkich niezliczonych stronników za zgodą króla, który uległ urokom Estery (historia ze Starego Testamentu) – to znowu ważne, żeby Wysoki Sąd rozumiał, że ja występuję, mając świadomość realności zagrożeń wynikających z bezkarnego kultywowania, propagowania rasizmu właśnie przez talmudystów w kolejnych pokoleniach. Dziś Gaza i Iran – a przez wieki rytuał mordowania Hamana i jego stronników, zaczynając od jego potomstwa. Warto, żebyśmy rozumieli, z kim mamy do czynienia. Mamy do czynienia z ludźmi, dla których wszyscy jesteśmy tyle warci, ile Haman i jego potomstwo. Warto rozumieć, że tak ci ludzie na nas patrzą i w związku z tym scenariusz ludobójstwa jest bardzo realny. A oczywiście bardzo realny jest scenariusz niewolnictwa, zniewolenia, poddania Polaków w woli żydowskich ludobójców, którzy – w czasie wolnym od ludobójstwa, od okrucieństwa bezpośredniego – dopuszczają się takiego okrucieństwa, jakim jest handel ludźmi, co również ma wielopiętrową, dziejową praktykę” – tłumaczył Grzegorz Braun.
„Moje poczucie zagrożenia wynikające z tego, że publicznie celebruje się rasistowski kult talmudyczny, jest zagrożeniem niewydumanym. Ja się tych ludzi lękam. Ja się ich osobiście boję – właśnie dlatego że przeczytałem te wszystkie książki i oglądałem doniesienia z frontów wojen, które Żydzi mieli fantazję wytoczyć w różnych stronach tego świata, sięgając po kij bejsbolowy, po lewar Imperium Amerykańskiego. Więc pozwoli Wysoki Sąd, że podyktuję do protokołu…?” – zapytał.
W tym miejscu jednakże wypowiedź oskarżonego została przerwana: „Nie zezwalam Panu” – odparł sąd. Każdy z nas powinien zadać sobie pytanie o przyczynę takiej decyzji. Jak widać, są tematy których nie można poruszać zbyt szeroko, nie wolno ich zgłębiać. A prawda nie może w polskich instytucjach w pełni wybrzmiewać publicznie.


