Poseł KO i były wiceminister rolnictwa Michał Kołodziejczak znowu łamie przepisy drogowe. Wcześniej dwukrotnie stracił prawo jazdy za prędkość. Teraz przyłapano go na korzystaniu z telefonu podczas jazdy bez zestawu głośnomówiącego. Co ciekawe, w rozmowie z „Faktem” nie tylko przekonywał, że winne były jakieś „problemy techniczne”, ale też ocenił, że „każdemu zdarza się łamać przepisy”.
W środę wieczorem poseł Kołodziejczak został zauważony, jak prowadził auto trzymając telefon przy uchu. To naruszenie przepisów, za które grozi mandat 500 zł i 12 punktów karnych. To obecnie jedna z najbardziej surowo karanych czynności klasyfikowanych jako dekoncentracja kierowcy.
W rozmowie z „Faktem” Kołodziejczak odniósł się do sprawy. Jak się okazuje, jego zdaniem miał „niespodziewaną” awarię techniczną w samochodzie.
– Wczoraj odebrałem samochód z serwisu. Niestety wbudowany zestaw głośnomówiący nie działał. Już dzisiaj wszystko udało się połączyć z telefonem i korzystam z niego, jeśli jest taka potrzeba. Nie jest to oczywiście usprawiedliwienie – powiedział Kołodziejczak.
Zapowiedział, że „przyjmuje wszystkie kary i nigdy nie zasłania się immunitetem jak inni posłowie, gdy popełni wykroczenie”. Potem natomiast powiedział, że… „z przepisami jest tak, że każdemu zdarza się je łamać”.
– Każdy jest tylko człowiekiem – powiedział poseł KO.
Media przypominają, że Kołodziejczak jest swego rodzaju recydywistą w kwestii łamania przepisów drogowych. Na początku lutego w RMF FM przyznał, że dwukrotnie już stracił prawo jazdy.
Najgłośniejsza sprawa miała miejsce w 2023 roku, gdy poseł przekroczył w terenie zabudowanym prędkość o ponad 50km/h, co skutkowało odebraniem prawa jazdy na trzy miesiące.
Kołodziejczak powiedział, że wygrał postępowanie sądowe w tej kwestii i dokumenty nie powinny zostać mu odebrane.


