Strona głównaMotoryzacjaAhoj, przygodo! Wiatr decyduje o zasięgu i prędkości elektryka. Kierowca liczył, że...

Ahoj, przygodo! Wiatr decyduje o zasięgu i prędkości elektryka. Kierowca liczył, że dmuchnie w plecy

-

- Reklama -

Popularyzator samochodów elektrycznych Daniel Grzyb opisał ostatnio na swoim profilu w mediach społecznościowych rewolucyjne odkrycie: żeby autem elektrycznym dojechać do celu, trzeba przed wyjazdem sprawdzić prognozę pogody. Nie po to, by zabrać parasol, lecz po to, żeby ustalić, czy wiatr wieje w odpowiednim kierunku.

„Jadę właśnie do Gdańska autostradą A1 i mam wiatr 20 km/h w plecy, więc mogę sobie pozwolić na trochę wyższą prędkość” – napisał Grzyb. Trochę wyższą, czyli 130 km/h. Ale w drodze powrotnej, przy tym samym wietrze wiejącym już od przodu, planuje zwolnić o jakieś 20–30 km/h, żeby zachować zbliżone zużycie energii.

- Reklama -

Brzmi jak przedmowa do podręcznika żeglarstwa. A to po prostu wyprawa elektrykiem do Gdańska.

Żyjemy w pięknych czasach. Właściciel samochodu elektrycznego – tego symbolu nowoczesności, postępu i zielonej przyszłości – zanim wyjedzie z garażu, musi sprawdzić kierunek wiatru. Wiatr od przodu to wróg, bo opór powietrza zjada zasięg. Wiatr od tyłu – przyjaciel, sprzymierzeniec, który być może pozwoli dojechać do celu bez długiego postoju na ładowanie.

- Prośba o wsparcie -

Ten wielki postęp doprowadził nas do punktu, w którym kierowca musi z wyprzedzeniem ocenić temperaturę zewnętrzną, prędkość wiatru, nachylenie terenu i poziom naładowania baterii. I dopiero wtedy podjąć ryzykowną decyzję o ruszeniu w trasę.

„Przy elektryku różnica między wiatrem w plecy a w twarz to potrafi być kilkanaście procent zużycia” – przyznaje Grzyb.

Oby ta desperacka walka o każdy kilometr zakończyła się sukcesem – to byłby istny majstersztyk „zarządzania energią”. Do absolutnej perfekcji zabrakło chyba tylko rozłożenia żagla na dachu.

Najnowsze