Ostatnie wydarzenia oraz sondaże jednoznacznie wskazują, że Jarosław Kaczyński, który przez lata próbował nie dopuścić do powstania żadnej partii na prawo od Prawa i Sprawiedliwości, traci dominującą pozycję na prawicy. Do głosu coraz mocniej dochodzą dwie Konfederacje, które w przypadku powyborczego sojuszu mogłyby mieć większą siłę oddziaływania niż grupa rekonstrukcji historycznej sanacji. Póki co między dawnymi sojusznikami jednak iskrzy.
Podczas spotkania z wyborcami w Skarżysku-Kamiennej Kaczyński ogłosił, że niewchodzenie w żadne sojusze z Grzegorzem Braunem jest wręcz jego obowiązkiem jako Polaka i polityka. Prezes PiS podkreślił, że porozumienie ze środowiskiem polskiego posła do Parlamentu Europejskiego byłoby de facto „sojuszem z Putinem”, co podobno jest „poza wszelkimi wątpliwościami”. Do lidera Korony Kaczyński odniósł się tego samego dnia także w Jędrzejowie, gdzie obwieścił, że gdyby „z Braunem chcieli tworzyć koalicję, to nas po prostu nie ma. Nie ma nas w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi”. Biorąc pod uwagę niedawne medialne doniesienia, to właśnie ta ostatnia kwestia zdaje się odpowiadać na pytanie, dlaczego politycy PiS z liderem tej formacji na czele zaczęli tak gwałtownie atakować Konfederację KP.
Ultimatum dla Kaczyńskiego
Przez długi czas mogło się wydawać, że ataki na Brauna i jego środowisko ze strony PiS-u spowodowane były po prostu słabnącymi notowaniami partii byłego „naczelnika państwa”, której elektorat przepływa do Korony. Kolejne sondaże potwierdzają, że ekipa z Nowogrodzkiej cieszy się coraz mniejszym poparciem i Kaczyński, którego Rafał Ziemkiewicz określił „człowiekiem, który ukradł Polsce prawicę”, traci dominującą pozycję po prawej stronie sceny politycznej. Z badań przeprowadzonych pod koniec stycznia zarówno przez CBOS, jak i IBRiS dla „Rzeczpospolitej”, wynika, że dwie Konfederacje (licząc łącznie) są częściej wskazywane przez respondentów niż PiS. Zdarzało się to już wcześniej, ale teraz powoli zaczyna być normą, co stawia Kaczyńskiego w zupełnie nowej sytuacji, kiedy „na prawo od PiS” nie ma już tylko ściany, ale są dwie znaczące siły polityczne.
Jak się jednak okazuje, to prawdopodobnie tylko jedna z przyczyn. TVN24 dotarł bowiem do informacji na temat rozmowy Kaczyńskiego z ambasadorem Stanów Zjednoczonych w Polsce Thomasem Rosem, która miała miejsce w grudniu 2025 roku. Prezes PiS miał podczas spotkania usłyszeć swoiste ultimatum, zgodnie z którym utrzymanie amerykańskiego wsparcia dla partii miałoby zależeć od nieutworzenia rządu z Konfederacją KP. Jeden z rozmówców TVN24 poinformował, że „na Nowogrodzką trafiły jasne sygnały, że rząd, w którym jakikolwiek udział miałby Grzegorz Braun, nie będzie mógł liczyć na wsparcie Stanów Zjednoczonych”. Stąd paląca potrzeba PiS-u, aby doprowadzić do powstania układu, w którym Korona nie byłaby potrzebna do przejęcia władzy. Dzisiejsze notowania jednoznacznie pokazują bowiem, że jedyną opcją na utworzenie sejmowej większości byłoby dla Kaczyńskiego porozumienie z Koalicją Obywatelską. Po spotkaniu z ambasadorem USA prezes PiS miał zatem podjąć decyzję, że wszyscy politycy ugrupowania mają odcinać się od Brauna i jego formacji, choć złośliwi Internauci powiadają, że bliższe prawdy byłoby stwierdzenie, że po prostu przekazał amerykańskie polecenie swoim podwładnym.
Na efekty nie trzeba było długo czekać. Były wicepremier Jacek Sasin na antenie TVN24 zadeklarował stanowczo, że do Brauna żadnej sympatii nie odczuwa i podkreślił, że trudno mu sobie wyobrazić jakąkolwiek koalicję z Koroną. „Absolutnie to, co tutaj p. prezes mówi, jest również moim stanowiskiem” – powiedział Sasin. Znacznie dalej posunął się poseł do PE Patryk Jaki, który pomstował, że PiS-owi brakuje do zwycięstwa w wyborach mniej więcej tyle poparcia, ile w średniej sondażowej notuje Konfederacja KP. Samą partię Brauna określił jako „najlepszy prezent dla wszystkich wrogów Polski, żeby ośmieszyć Polskę, zdyskredytować Polskę, przestać przyjmować Polskę jako poważnego partnera” i, co najważniejsze, „idealny prezent dla Rosji”. W poruszającym tonie Jaki zaapelował do Polaków, by „nie dawali się na to nabrać”, co może wskazywać na prawdziwość doniesień „Wirtualnej Polski”, według której Nowogrodzka ma problem z przekonaniem ludzi, którzy zaczęli popierać Brauna. „Czasem mówi się do nich jak do ściany. Trudno ich przekonać, a sporo ich bywa na naszych spotkaniach w terenie” – żali się portalowi anonimowo jeden z posłów PiS.
Dwie Konfederacje
Pomimo sondaży, w których dwie Konfederacje liczone łącznie prześcigają PiS, w sojuszu Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena nie jest podobno kolorowo. Tak przynajmniej donosi „Newsweek”, według którego liderzy partii praktycznie ze sobą nie rozmawiają. Złej atmosferze w partii zaprzeczają politycy Konfederacji WiN, zaznaczając, że ich formacja ma znacznie mniejsze problemy niż inne kluby. Można natomiast odnieść wrażenie, że w ugrupowaniu trwa aktualnie rywalizacja o wpływy pomiędzy narodowcami i wolnościowcami. Jej przejawem zdaje się być zbiórka podpisów pod wnioskiem o odwołanie prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego, do której partia włączyła się z opóźnieniem. Według doniesień „Interii” przyczyną był brak zgody co do tego, kto ma być liderem akcji. I choć oficjalnie politycy dementują takie powody, to trudno nie zauważyć, że kiedy już Konfederacja WiN oficjalnie poparła akcję, to Mentzen podał dalej konferencję prasową z udziałem Konrada Berkowicza i Bartosza Bocheńczaka (obaj z Nowej Nadziei), natomiast wicemarszałek Bosak napisał o tym, że działacze partii z Piotrem Bartoszem (Ruch Narodowy) na czele „od samego początku zbiórki są na ulicach Krakowa”.
Trzeba też odnotować, że na początku lutego zaiskrzyło pomiędzy Konfederacjami. Bosak w Radiu Zet pytany o możliwość wspólnego startu lub współpracy z Koroną odparł, że nie jest to rozważany scenariusz, a następnie w mocnych słowach zaatakował polityczną konkurencję. „Jeżeli chce się zbudować formację, która ma reprezentować zdrową część polskiego narodu i dobrze rządzić Polską, to trzeba skończyć z flirtowaniem ze środowiskami wariackimi, agenturalnymi, czy politycznej ekstremy” – powiedział wicemarszałek. Dopytywany przez Bogdana Rymanowskiego potwierdził, że chodzi między innymi o Mateusza Piskorskiego, który jest oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji i Chin. Były poseł Samoobrony RP spędził kilka lat w areszcie, ale – choć sprawa toczy się od blisko dekady – nie został skazany. Bosak stwierdził także, że w tzw. Froncie Gaśnicowym „mamy też innych ludzi, którzy również siedzieli w areszcie za wyjątkowo plugawy styl uczestniczenia w debacie politycznej”. W odpowiedzi na słowa Bosaka Braun w rozmowie z Tomaszem Sommerem, nawiązując do niedawnego Kongresu Inicjatyw Narodowych, Gospodarczych i Samorządowych (KINGS), stwierdził, że nie przypuszcza, by „wśród uczestników paneli dyskusyjnych, wśród prowadzących te panele (…) był ktokolwiek, kto by zasługiwał na tak niesprawiedliwą recenzję”.
KINGS
Wśród panelistów zabrakło osób, do których odnosił się Bosak, lecz media głównego ścieku skrupulatnie odnotowały, że wśród uczestników KINGS pojawili się patostreamerzy Wojciech Olszański i Marcin Osadowski, których dziennikarz TVN24 Patryk Michalski określił nawet „maskotkami Kongresu Brauna”. Kontrowersje wzbudził też roll-up z wizerunkiem byłego senatora Waldemara Bonkowskiego, który w 2024 roku został skazany za znęcanie się nad psem ze szczególnym okrucieństwem. Teraz dawny polityk PiS wpłacił 5 tysięcy złotych darowizny na Koronę i w ten sposób został mecenasem wydarzenia. Przed KINGS pojawiły się także próby zablokowania wydarzenia, które tym razem spełzły na niczym. Grupa Arche, w której obiekcie miał miejsce Kongres, popełniła jednak stosowną samokrytykę, odcinając się od środowiska Brauna. Jej prezes Władysława Grochowski poinformował także, że zdecydował, iż „cały przychód z tej imprezy przekażą na pomoc walczącej Ukrainie”. Ponadto Grochowski, określając Konfederację KP „niebezpiecznym ruchem”, ocenił, że „władze powinny się tym zająć, bo to Państwo ma do tego wszystkie narzędzia, nie oni”, nie precyzując jednak, co dokładnie ma na myśli i czego oczekuje od państwa.
Sami paneliści, którzy pojawili się na KINGS w Łochowie, nie budzili oburzenia, ale raczej zdumienie, gdyż ich skład znacząco wykraczał poza środowisko tzw. Frontu Gaśnicowego. Na panelu dotyczącym gospodarki pojawił się prof. Robert Gwiazdowski, który w rozmowie z „Rzeczpospolitą” tłumaczył, że pojechał na Kongres „nieść kaganek oświaty” wyborcom Brauna. W panelu dotyczącym wolności słowa wzięła udział redaktor Monika Jaruzelska, w dyskusji o złotówce i bezpieczeństwie finansowym wypowiadał się prof. dr hab. Witold Modzelewski, a w rozmowie o sądach i bezpieczeństwie prawnym uczestniczył sędzia Piotr Schab. Znane nazwiska znalazły się pod ostrzałem, ze szczególnym umęczeniem prof. Gwiazdowskiego, gdyż – według mainstreamu – są osoby, takie jak Braun, z którymi rozmawiać nie wolno. Ogromne zainteresowanie i obecność osób spoza prawicowej bańki sprawiły, że Kongres odbił się szerokim echem, choć głównie ze względu na kontrowersje. Wypowiedzi prelegentów, jeśli już były cytowane, to w takich fragmentach, aby je można było odpowiednio skrytykować lub obśmiać.
Zmiana na prawicy
Niewątpliwy sukces KINGS wzmocnił jedynie Koronę, która we wszystkich dotychczasowych sondażach przeprowadzonych po Kongresie (stan na 05.02.2026 r. – przyp. red.) zanotowała wzrost poparcia. Aktualne trendy wskazują, że to właśnie partia Brauna jest na fali wznoszącej. Widać wyraźnie, iż Konfederacja WiN, której Projekt27 spotkał się z dość chłodnym przyjęciem w sieci, złapała zadyszkę. Z kolei PiS od dłuższego czasu jest w defensywie i pomimo amerykańskiego ultimatum, jakie usłyszał Kaczyński, ekipa z Nowogrodzkiej zdaje się nie mieć pomysłu, jak zatrzymać odpływ wyborców i zachować dominującą pozycję na prawicy.
