Amerykański podobno-politolog Robert Kagan, potomek litweskiego Żyda i mąż słynnej Wiktorii Nuland, ogłosił, że NATO już nie istnieje, Donald Trump to „potencjalny agresor”, a Europa może liczyć tylko na siebie. Rolę lidera w tej kwestii miałyby rzecz jasna przejąć Niemcy, stąd wielkie zafascynowanie tą nową życzeniową „doktryną” w niemieckich mediach. Jeszcze ciekawsze jest to, co „politolog” wygaduje o doktrynach politycznych oraz o roli służb migracyjnych w USA.
„Amerykańska geopolityka w wydaniu Trumpa jest polityką globalnego imperializmu. Trump chce być cesarzem świata. (Sekretarz generalny NATO) Mark Rutte nie rozumie, że nie chodzi o to, czy Europa potrzebuje NATO czy nie. Nie ma już NATO. Trump wyraźnie dał do zrozumienia, że nikogo nie będzie bronił. Wręcz przeciwnie, Stany Zjednoczone są potencjalnym agresorem, co pokazał w kwestii Grenlandii” – przekonywał Kagan we „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
Dodał, że spór o Grenlandię nie jest zakończony.
„Rutte wierzy, że wystarczy odpowiednią ilość razy nazwać Trumpa 'Daddy’, aby go udobruchać. To czysta polityka appeasementu” – kontynuował politolog.
„Europa musi zrozumieć, że Trump i jego ruch (MAGA) są do głębi wrogo nastawione do Europy. Partie centro-prawicowe czy centro-lewicowe są dla niego formami liberalizmu, który odrzuca. Niemieckie, francuskie czy brytyjskie kierownictwo są dla niego takimi samymi wrogami jak Nancy Pelosi czy Clintonowie” – podkreślił.
Następnie zauważył pewną słuszną rzecz, choć w zapewne innym kontekście, niźli powinien. Mianowicie, że „Europa może liczyć tylko na siebie”.
„Znajduje się między dwoma przeciwnikami – Ameryką i Rosją. Dlatego musi być w stanie bronić się zarówno ekonomicznie, jak i militarnie” – przekonywał Robert Kagan.
Jeśli tak się nie stanie, to – zdaniem cytowanego przez niemieckie media politologa – Europa stanie się „stertą zależnych obszarów”. Zjednoczone Królestwo w jego fantastycznej wizji kreowanej na poważną analizę stanie się „satelitą USA” a Europa Wschodnia „satelitą rosyjskim”.
Następnie wyraził nadzieję w Niemczech.
„Być może zbyt potężne Niemcy ciągle jeszcze niepokoją wiele państw. Ale Niemcy są obecnie wiodącą liberalną siłą i mają za zadanie obronę liberalizmu na świecie” – przekonywał.
Tu należy podkreślić, że słowo „liberalizm” w USA ma inne znaczenie, niż w Polsce. Można uznać je de facto za synonim lewactwa, gdzie panuje niemal dobrowolność w światopoglądzie, byleby nie był konserwatywny. Natomiast państwo reguluje wszystko i pod pretekstem socjalu grabi obywateli na rzecz wybranych rodzin oraz ich fundacji i korporacji.
Dalej Kagan wyleciał za orbitę. Zdaniem podobnież politologa w USA obecnie panuje dosłownie faszyzm.
„Dyktator rządzi dziś w oparciu o ruch. Ale gdy ruch opiera się na jednej jedynej heroicznej osobie, jeżeli buduje się paramilitarną organizację, która jest podporządkowana tylko prezydentowi, jeżeli ministerstwo sprawiedliwości, FBI, CIA podporządkowane są prezydentowi, to tak, to jest faszyzm” – twierdził politolog, co każe zastanowić się poważnie nad tym, jak wielkie pokłady niekompetencji kryją się pod pojęciem „politologa” w USA.
Każdy bowiem chociażby student politologii w Polsce stwierdzi, że faszyzm to sojusz państwa z korporacjami. Natomiast dyktatura – o której amerykański politolog bredzi – nie musi być faszyzmem, gdyż istnieje wiele rodzajów władzy autorytarnej, która z tymże ustrojem nie ma nic wspólnego.
Dalej Kagan bajdurzył, że Trump zamierzać „zrekonstruować naród”, w którym „biali chrześcijanie” zajmują uprzywilejowaną pozycję, zaś administracja Trumpa rzekomo chce stworzyć „prawicową, chrześcijańską hierarchię”. Jak to połączyć z poparciem Trumpa dla mordowania nienarodzonych dzieci lub wyraźną judeofilią ignorującą chociażby żydowskie ludobójstwo Palestyńczyków w Strefie Gazy – nie potrafimy odpowiedzieć.
Oberwało się też służbom migracyjnym. Zdaniem amerykańskiego politologa, ICE nie ma na celu deportacji imigrantów, tylko „narzucenie przez prezydenta swojej woli poszczególnym stanom” i niedopuszczenie do „wolnych i uczciwych wyborów” w tym roku.
Robert Kagan powiązany był prezydentem Georgem W. Bushem.
