Przekonywali, że pellet czy brykiet drzewny to ekologiczna i konkurencyjna cenowo alternatywa dla węgla. Wciskali ludziom kotły na biomasę, a rządzący ochoczo sypali dopłatami. Tymczasem nadzwyczajna zima spowodowała, że w całej Polsce zaczyna brakować produktu, a jego cena bije rekordy.
Z sygnałów napływających z różnych regionów kraju wynika, że pellet i brykiet są obecnie trudno dostępne zarówno w sieciach handlowych, jak i w lokalnych składach opału. W Warszawie klienci zgłaszają całkowity brak tych produktów na półkach popularnych marketów.
W wielu składach w Polsce wprowadzono limity sprzedaży, a czas oczekiwania na dostawę pelletu wynosi około trzech tygodni. Realizacja zamówień przesuwa się na kolejne tygodnie, a w niektórych przypadkach nowe partie będą dostępne dopiero w marcu lub kwietniu.
Przyczyny obecnej sytuacji są złożone i wynikają z nałożenia się kilku czynników jednocześnie. Jeden z powodów to brak surowca drzewnego – głównie trocin, z których produkowany jest pellet. Przez to ceny rosną rok do roku jak szalone. Jeszcze kilka miesięcy temu za tona pelletu luzem kosztowała 1400 zł, dziś już 2000 zł. W workach jest jeszcze droższa.
Kolejnym czynnikiem jest pogoda. Z uwagi na falę mrozów ten sezon grzewczy jest wyjątkowo „wymagający”, więc zapotrzebowanie rośnie. Część użytkowników kotłów, którzy jechali „na styk”, musiała pilnie uzupełnić zapasy. Taki skok popytu potrafił w kilka dni wyczyścić stany magazynowe lokalnych składów, szczególnie w przypadku pelletu workowanego.
Problem pogłębiają także przestoje produkcji spowodowane kosztami i ograniczeniami energetycznymi. Produkcja pelletu jest energochłonna – wymaga suszenia, granulowania i pakowania. Jeżeli pojawiają się przerwy w dostawach prądu albo skoki kosztów energii, zakłady mogą pracować mniej stabilnie, a partie towaru schodzą wolniej do dystrybucji.
Od 2025 roku obowiązują w Polsce zaostrzone wymagania jakościowe dla biomasy drzewnej sprzedawanej jako brykiet i pellet. Nowe regulacje wymuszają większą dokumentację i zgodność jakościową. To z kolei zmniejszyło dostępność tańszego importu, który wcześniej uzupełniał rynek.
Wszystko to sprawiło, że romantyczne opowieści klimatystów nijak mają się do rzeczywistości. Zielona transformacja energetyczna miała przynieść tani i ekologiczny opał dla zwykłych Polaków. Tymczasem w środku zimy tysiące gospodarstw domowych nie ma czym palić, a ci, którzy mają szczęście znaleźć pellet, płacą za niego rekordowe ceny.
