Strona głównaWiadomościŚwiatTrump: Będziemy rządzić Wenezuelą do czasu...

Trump: Będziemy rządzić Wenezuelą do czasu…

-

- Reklama -

Będziemy w rządzić Wenezuelą do czasu przeprowadzenia bezpiecznej, porządnej i rozsądnej transformacji – ogłosił w sobotę prezydent USA Donald Trump podczas konferencji prasowej. Sugerował, że wojska USA utrzymają obecność w Wenezueli i oznajmił że dotychczasowa wiceprezydentka Delcy Rodriguez jest gotowa do współpracy z USA.

Trump ogłosił swoje plany dla Wenezueli po schwytaniu przywódcy Nicolasa Maduro przez siły amerykańskie w sobotę nad ranem. Podczas konferencji prasowej w swojej posiadłości Mar-a-Lago na Florydzie prezydent USA zapowiedział, że to Ameryka będzie w praktyce rządzić Wenezuelą. Ogłosił, że amerykańskie firmy naftowe wejdą do tego kraju, by odbudować przemysł naftowy i zagroził, że w razie oporu ze strony reżimu, USA są gotowe zaatakować ponownie.

Będziemy rządzić Wenezuelą

– Będziemy rządzić krajem do czasu, aż uda nam się przeprowadzić bezpieczną, właściwą i rozsądną transformację. Nie chcemy angażować się w to, by ktoś inny objął władzę i mielibyśmy taką samą sytuację, jak przez ostatnie długie lata – powiedział Trump.

Amerykański prezydent podkreślił, że chce „pokoju, wolności i sprawiedliwości dla wspaniałego narodu Wenezueli, w tym dla wielu Wenezuelczyków, którzy obecnie mieszkają w Stanach Zjednoczonych i chcą wrócić do swojego kraju”.

Trump nie sprecyzował, kto konkretnie ma rządzić krajem, mówiąc tylko, że będzie to „grupa” i że nazwiska zostaną ogłoszone później. Zasugerował jednak, że dotychczasowa wiceprezydentka i sojuszniczka Maduro Delcy Rodriguez zgodziła się pójść na współpracę.

– Ona właśnie została zaprzysiężona, ale, jak wiecie, została wybrana przez Maduro. Marco (sekretarz stanu Rubio) pracuje nad tym bezpośrednio. Właśnie z nią rozmawiał i zasadniczo jest gotowa zrobić to, co naszym zdaniem jest konieczne, aby uczynić Wenezuelę ponownie wielką – powiedział Trump. – Ona odbyła długą rozmowę z Markiem i powiedziała: „zrobimy cokolwiek zechcecie” – dodał.

Prezydent pytany o rolę liderki opozycji, noblistki Marii Coriny Machado, odparł, że jest ona „miłą kobietą, ale nie cieszy się szacunkiem w kraju”.

Zagroził innym urzędnikom związanym z Maduro, że podzielą jego los, jeśli nie będą spełniać żądań USA. Trump zapowiedział, że członkowie jego gabinetu będą współpracować z Wenezuelczykami, by „upewnić się, że Wenezuela jest w dobrym stanie”.

– Bo jeśli po prostu odejdziemy, kto przejmie władzę? Nie ma nikogo, kto mógłby ją przejąć – powiedział. Pytany o złe doświadczenia USA w podobnej sytuacji w Iraku, Trump odparł, że Ameryka miała wtedy innego prezydenta. Dodał też, że działania w Wenezueli nie będą się wiązać z żadnymi kosztami, a USA otrzymają rekompensatę za wszystkie wydatki.

Ropa dla USA

Trump zapowiedział, że siły USA będą stacjonować w Wenezueli, lecz będzie to obecność ograniczona do obiektów naftowych.

– Będziemy obecni w Wenezueli, jeśli chodzi o przemysł naftowy, ponieważ musimy tam być, wysyłamy tam naszą wiedzę specjalistyczną. Możemy więc potrzebować czegoś (obecności wojska-PAP), ale nie za dużo – deklarował Trump. – Będziemy wydobywać ogromne bogactwo z ziemi, a to bogactwo trafi do Wenezuelczyków i osób spoza Wenezueli, które kiedyś tu mieszkały, a także do Stanów Zjednoczonych Ameryki w formie rekompensaty za szkody wyrządzone nam przez ten kraj – dodał. Odniósł się do nacjonalizacji przemysłu naftowego i wywłaszczenia amerykańskich firm przez poprzednika Maduro, Hugo Chaveza. Zaznaczył, że „Ameryka nigdy nie pozwoli, aby obce mocarstwa okradały nasz naród lub zmuszały nas do wycofania się z naszej półkuli”.

Doktryna Monroe

Prezydent USA przedstawiał sobotnią interwencję jako pokaz amerykańskiej siły i powrót do realizacji doktryny Monroe z 1823 r., która w praktyce wyznaczała zachodnią półkulę jako amerykańską strefę wpływów. W zamian USA deklarowały nieinterwencję w sprawy Europy.

– Zgodnie z naszą nową Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, Amerykańska dominacja na półkuli zachodniej nigdy więcej nie będzie kwestionowana – zaznaczył. Mówił, że działania reżimu Maduro i jego poprzednika Hugo Chaveza, w tym współpraca z przeciwnikami Ameryki, stanowiły „rażące naruszenie podstawowych zasad amerykańskiej polityki zagranicznej, sięgające ponad dwóch stuleci, aż do czasów doktryny Monroe”.

– Doktryna Monroe to poważna sprawa, ale znacznie ją wyprzedziliśmy. Teraz nazywa ją dokumentem Donroe – żartował Trump.

Prezydent zapewniał jednak, że „wyprostuje” sprawy z Rosją, która wspierała reżim Maduro, zaś inne państwa, jak Chiny, otrzymają wenezuelską ropę naftową. Sugerował jednak, że dopóki wenezuelski przemysł naftowy nie zostanie odbudowany, embargo na ropę z Wenezueli pozostanie w mocy.

Inni też muszą się mieć na baczności

Sekretarz stanu USA Marco Rubio powiedział, że Maduro otrzymał wiele szans i „hojnych ofert” oddania władzy, lecz „zachowywał się jak dziki człowiek” i spotkały go konsekwencje. Rubio przedstawił los Maduro jako przykład tego, czym się kończy lekceważenie ostrzeżeń i gróźb Trumpa. Powiedział przy tym, że gdyby był na miejscu zaprzyjaźnionego z Maduro reżimu na Kubie, „byłby co najmniej zaniepokojony”. Sam Trump zagroził przy tym prezydentowi Kolumbii Gustavo Petro, którego również oskarżył o umożliwianie przemytu narkotyków do USA.

– On ma fabryki kokainy (…) On produkuje kokainę i wysyła ją do Stanów Zjednoczonych. Więc musi uważać na swój tyłek – powiedział Trump, odpowiadając na krytykę ze strony Petro dotyczącą interwencji w Wenezueli.

Trump już wcześniej groził, że siły USA mogą uderzyć na zakłady produkujące narkotyki w Kolumbii.

Mówiąc o szczegółach sobotniej operacji, Trump oznajmił, że atak na Caracas był „operacją jakiej nie widziano od czasu II wojny światowej” i sugerował, że na jej czas amerykańskie służby wyłączyły w stolicy Wenezueli światła. Trump przyznał jednak, że operacja była ryzykowna i mogła się zakończyć utratą życia przez wielu Amerykanów, utratą dużej ilości sprzętu i uszczerbkiem na „godności”.

Operacja komandosów

Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabu gen. Dan Caine powiedział, że operacja była bardzo szczegółowo przygotowywana od dawna, lecz jej start został opóźniony o cztery dni ze względu na pogodę. Poinformował, że w operacji udział wzięło ponad 150 samolotów, dronów i śmigłowców.

– Po miesiącach pracy naszych kolegów z wywiadu, którzy starali się odnaleźć Maduro i zrozumieć, jak się poruszał, gdzie mieszkał, dokąd podróżował, co jadł, w co się ubierał i jakie miał zwierzęta, na początku grudnia nasze siły zostały przygotowane do działania – relacjonował Caine.

Trump miał wydać rozkaz o godz. 22.46 w piątek czasu lokalnego (4.46 rano w Polsce), o godz. 1.01 siły specjalne dotarły do posiadłości Maduro, a o 3.29 powróciły nad Morze Karaibskie, zawożąc Maduro na pokład okrętu USS Iwo Jima, na pokładzie którego ma się udać do USA.

Caine potwierdził, że podczas operacji nie zginął żaden amerykański żołnierz, lecz dwóch odniosło rany. Uszkodzony został jeden śmigłowiec. W trakcie ataku wojska USA wielokrotnie uderzały też w „samoobronie” w siły wenezuelskie, jednak generał nie podał z jakim skutkiem. W początkowej fazie operacji USA zniszczyły też wenezuelskie systemy obrony powietrznej.

Źródło:PAP

Najnowsze