Biorąc pod uwagę łaskawość wielu Polaków dla dzików i „dziczek” w naszych miastach, czeska prośba o odstrzał kormoranów raczej nie zostanie spełniona. Chodzi o to, że czeskie Ministerstwo Środowiska zwróciło się do Polski i Niemiec o podjęcie „niezbędnych działań w celu kontroli populacji kormorana czarnego”, zwłaszcza w regionach graniczących z Morzem Północnym i Bałtyckim.
Według Pragi, duża liczba tych rybożernych ptaków powoduje szkody rzędu dziesiątek milionów koron rocznie w Czechach, szczególnie w stawach i innych środowiskach wodnych, gdzie ryby nie mają wystarczającego schronienia.
Zimą w Czechach pozostaje około 12 000–14 000 kormoranów, a kolejne tysiące migrują przez ten kraj od jesieni do wiosny. Większość z nich przybywa z Północy, w tym z Polski. Czeskie ministerstwo dodaje, że ten drapieżny ptak poluje nie tylko na ryby hodowlane, ale jego obecność wpływa również na bioróżnorodność i populacje zagrożonych innych gatunków dzikich, takich jak np. ryba lipień.
W komunikacie prasowym opublikowanym w środę czeski minister Igor Červený wyjaśnił, że zanim zwrócił się do krajów sąsiednich, w maju ubiegłego roku zaapelował już do Komisji Europejskiej o wdrożenie skoordynowanego podejścia w celu rozwiązania problemu rosnącej populacji kormorana czarnego w Europie. Prośba ta jednak pozostała bez odpowiedzi.
W Republice Czeskiej, w regionach, w których ptak ten wyrządza najwięcej szkód, szczególnie na Morawach Południowych lub na stawach w południowych Czechach, polowanie na kormorany jest dozwolone.
Kormoran połyka rybę większą niż jego własna głowa i prawie tak długą jak całe jego ciało…🐟😮 https://t.co/J5aEMBy6ti
— Wojtek Kostrzewa (@wojtekfalco) January 10, 2026


