Strona głównaWiadomościPolskaAfera urzędnicza w Poznaniu. Twierdzi, że dowody zjadł pies

Afera urzędnicza w Poznaniu. Twierdzi, że dowody zjadł pies

-

- Reklama -

Miliony złotych, które przeszły samorządom koło nosa, sprawy zamrożone na blisko dekadę i absurdalne tłumaczenia o psie pożerającym urzędowe akta. „Bohatera” urzędniczej opieszałości z poznańskiego Samorządowego Kolegium Odwoławczego spotkała jednak zaskakująca nagroda.

Samorządowe Kolegia Odwoławcze to instytucje, gdzie ważą się losy potężnych inwestycji i wielkich pieniędzy. To tu zapadają decyzje, czy w naszej okolicy powstanie osiedle i czy deweloper zapłaci miastu należne opłaty. Tomasz Telicki pracował w poznańskim SKO przez kilkanaście lat.

- Reklama -

Z ustaleń Onetu wynika, że część postępowań przeciągał nawet przez dziewięć lat. Z około dwóch tysięcy prowadzonych przez niego spraw, aż 118 trafiło do kosza. Powód? Upływ czasu. Kwoty w sprawach, w których orzekał, opiewały na 8,9 miliona złotych. Tylko w jednym przypadku, dotyczącym popularnej poznańskiej galerii, do kasy miasta mogło nie wpłynąć około miliona złotych. Jak później oceniła prokuratura, „niczym nieuzasadniona bezczynność” urzędnika „pozbawiała samorządy dochodów”.

- Reklama -

Pies zjadł akta

Średnio urzędnikowi rozstrzygnięcie sprawy zajmuje 100 dni, a Telickiemu zajmowało… tysiąc dni. Jedni współpracownicy widzieli w nim „lenia”, u którego widać „przerost formy nad treścią”. Inni pobłażliwie bronili go argumentem, że „był grzeczny”.

- Reklama -

Gdy kierownictwo zapytało wprost o zaginione akta jednej ze spraw, stwierdził, że zjadł je pies. Odpowiedź ta, jak przyznał potem prezes SKO, była po prostu „lekceważąca”.

W środowisku krążyły plotki o korupcji. Jak podaje Onet, jeden z deweloperów miał rzekomo zeznać, że urzędnik żalił się na korytarzu, iż „nie ma na alimenty”. Choć tego wątku prokuraturze nie udało się udowodnić, akta śledztwa obnażyły inną prawdę. Były szef SKO, Krzysztof Świderski, próbował przed śledczymi odgrywać rolę zaskoczonego. Przekonywał, że „nie miał wiedzy o zaległościach Telickiego, którego zawsze miał za mitomana i człowieka niezorganizowanego”. Zarzekał się, że „uderzyła go skala naruszeń” i „jest w szoku”.

Prokurator w te zapewnienia nie uwierzył. Z dokumentów jasno wynikało, że przełożony o wszystkim wiedział, „jednakże nie podjął skutecznych działań”.

Bezkarność w świetle prawa

Choć obecny prezes SKO, Hubert Seitz, przyznaje dziś wprost, że audyty wykazały „spore nieprawidłowości w sprawach prowadzonych przez pana Tomasza Telickiego”, nikt w tej sprawie nie poniósł konsekwencji.

– W ponad 70 innych [sprawach prokurator] stwierdził działanie zawinione, ale zarzutów nie postawił z powodu przedawnienia karalności czynu – tłumaczy prokurator Łukasz Wawrzyniak.

Finał tej historii jest dość zaskakujący. Urzędnik, przez którego samorządy traciły pieniądze, dostał nową fuchę na państwowym garnuszku. Od 2024 roku nadzoruje prawidłowość poboru podatków jako szef Pierwszego Urzędu Skarbowego w Poznaniu.

Najnowsze