Pojawił się oficjalny głos z rządu wskazujący, że pod pretekstem „rosyjskiej eskalacji” wybory w Polsce się nie odbędą. – Konstytucja przewiduje takie rozwiązanie – przekonywał Ireneusz Raś, wiceminister sportu i turystyki.
Raś gościł w Radiu Wnet, gdzie pytano go o ewentualne stworzenie jednej, wspólnej listy tworzonej przez wszystkie partie znajdujące się obecnie w koalicji. Unikał jednoznacznej odpowiedzi, ale zasugerował, że nie wie, czy w ogóle wystartuje w wyborach.
Następnie zasugerował, że dynamika geopolitycznej sytuacji sprawia, iż nie można wykluczyć sytuacji, w której wybory w przyszłym roku zostaną odwołane. Jak przekonywał wiceminister, może nastąpić „rosyjska agresja”, która „uniemożliwiłaby” przeprowadzenie wyborów.
– Są możliwe sytuacje nadzwyczajne, gdy będzie jeden wielki blok dla ratowania naszej ojczyzny, gdy nasza sytuacja geopolityczna się załamała. A wie Pan o czym mówię? O wojnie. Bo sobie trochę tak bagatelizujemy tą sytuację. Jeżeli kraj agresywny, Rosja, będzie chciała eskalować wojnę dalej, to będziemy mieć sytuację nadzwyczajną. I myślę, że to wtedy sprowadzi nas wszystkich do zupełnie innych decyzji – przekonywał wiceminister sportu i turystyki Ireneusz Raś.
– Mało kto bierze pod uwagę to, że do wyborów może nie dojść z powodu eskalacji rosyjskiej agresji. Jeżeli będziemy mieć wojnę, to jak wynika z konstytucji, wybory się nie odbędą – kontynuował.
Warto zaznaczyć, że to nie do końca prawda. Chociażby nasza redakcja, ale i inne środowiska zwracają uwagę, że narracja strachu i sztuczne kreowanie atmosfery zagrożenia w ostatnich miesiącach może służyć właśnie wydłużeniu sobie kadencji i dostępu do siłą zabieranych naszych pieniędzy pod pretekstem wojny, w której – najwyraźniej na nieszczęście dla rządzących – nie bierzemy udziału.


