„W Polsce od dawna obowiązują dwa kodeksy moralnego wzmożenia” – napisał na Facebooku były premier Leszek Miller, odnosząc się do polityczno-medialnej nagonki na Polaka, który krzyczał na ukraińskie nastolatki w Bielsku-Białej. Jednocześnie „alarmujących debat zabrakło, emocjonalne komentarze gdzieś się ulotniły” w przypadku trzech Ukraińców podejrzanych o skatowanie Polaka w Bytowie.
Leszek Miller odniósł się do reakcji dużych mediów i polityków na reakcję sprowokowanego Polaka w autobusie w Bielsku-Białej oraz na brakach reakcji na często poważne przestępstwa i groźne postawy Ukraińców w Polsce. Jak podkreślił były premier, „w Polsce od dawna obowiązują dwa kodeksy moralnego wzmożenia”.
„Pierwszy działa błyskawicznie: syreny wyją, eksperci pędzą do studiów telewizyjnych, politycy publikują pełne patosu wpisy, a tzw. autorytety ogłaszają kolejną bitwę dobra ze złem. Drugi kodeks jest znacznie bardziej powściągliwy. Czasem potrzebuje kilku dni na reakcję, a czasem najwyraźniej zapada w głęboki sen. Wszystko zależy od tego, kto jest ofiarą i komu przypadła rola sprawcy” – podkreślił Leszek Miller.
Następnie odniósł się do agresywnego zachowania mężczyzny wobec ukraińskich nastolatek w Bielsku-Białej. Wówczas, jak stwierdził Miller, „machina ruszyła natychmiast”.
„Posypały się oskarżenia o ksenofobię, apele o solidarność i uroczyste deklaracje, że w cywilizowanym państwie nie ma miejsca na nienawiść. Internet rozgrzał się do czerwoności, a kolejni strażnicy cnót tłumaczyli społeczeństwu, jak należy reagować na zło” – czytamy w poście Millera na Facebooku.
„Kiedy kilka dni temu policja zatrzymała trzech obywateli Ukrainy podejrzanych o skatowanie 36-letniego mieszkańca Bytowa, który w wyniku obrażeń zmarł w szpitalu ci sami ludzie nagle odkryli zalety powściągliwości. Alarmujących debat zabrakło, emocjonalne komentarze gdzieś się ulotniły, a informacje z Bytowa rzadko przebijały się do przestrzeni publicznej. Ciszę przerwał właściwie tylko ambasador Ukrainy Wasyl Bodnar, przepraszając za zachowanie swoich rodaków” – podkreślił były premier Leszek Miller.
„Okazało się, że współczucie i oburzenie zależą od paszportu sprawcy. Bo jeśli jedne tragedie uruchamiają medialną lawinę, a inne przechodzą niemal bez echa, to trudno oprzeć się wrażeniu, że nie chodzi wyłącznie o obronę elementarnych zasad” – stwierdził.
„Zanim wolno się oburzyć, trzeba jeszcze sprawdzić, czy przypadkiem poprawność polityczna nie zostanie wprawiona w polityczny dyskomfort” – podsumował Leszek Miller.
