W toalecie Szpitala Południowego w Warszawie zmarł pacjent. Odnaleziono go dopiero po kilku godzinach. Zero.pl opublikował nagrania dźwiękowe z prosektorium i opisał kulisy przeprowadzonej sekcji zwłok. Na nagraniu słychać m.in., że „trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było”. Sprawę bada Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów.
Zdarzenie miało miejsce w sierpniu ubiegłego roku. Portal „Zero” podał, że do placówki trafił starszy mężczyzna z biegunką. Około północy udał się do toalety. Jego ciało odnaleziono około godz. 4 rano. W ciele stwierdzono stężenie pośmiertne, co oznacza, że był martwy od kilku godzin.
Portal opublikował nagrania audio zarejestrowane w prosektorium Warszawskiego Szpitala Południowego 12 sierpnia, kiedy przeprowadzano sekcję zwłok oraz nazajutrz, gdy rodzina zmarłego odbierała dokumenty.
Redakcja podała, że w sekcji uczestniczyli patomorfolog, koordynator prosektorium i pomocnik sekcyjny. Podkerślono też, że autorem nagrań był pomocnik sekcyjny, wówczas będący w konflikcie ze swoim przełożonym.
– To jest trochę syf. Trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było – powiedział na nagraniu koordynator prosektorium do patomorfologa.
– Okej, no dobra – odpowiedział patomorfolog.
Potem koordynator opisał okoliczności śmierci pacjenta i jego stan zdrowia.
– Pan jest podobno z tętniakiem na koniuszku serca i po angioplastyce – powiedział, na co lekarz patomorfolog odpowiedział, że „to zaraz zobaczymy, czy mu coś nie pękło, dobra”.
– Myślę, że to będzie tętniak tego serca i będzie tamponada – odpowiedział koordynator.
Słychać też kolejną wypowiedź koordynatora.
– Wczoraj pół walki, kur***, z tym systemem całym, bo przecież, kur***, żeby prokurator się nie wjeb*** do szpitala na to, co odje*** – mówił.
Portal zero.pl podkreślił, że w momencie rozpoczęcia sekcji zwłok nie było jeszcze formalnego zlecenia jej przeprowadzenia. Z ustaleń redakcji wynika, że szpital postanowił wykonać sekcję zwłok bez wcześniejszego zawiadomienia prokuratury, choć okoliczności śmierci pacjenta były nietypowe.
– Wiesz, oni też du*** dali. Powinni chociaż, kur***, przejść co godzinę i zobaczyć, czy mają wszystkich pacjentów, nie? Oni poszli spać, gościu też spał. Zajeb***. Kroplówkę wypiął i tak… Ale tak w praktyce to wygląda, nie? Przecież wypiął się sam o 24 z minutami i go znaleźli dopiero o 4 rano – mówił na nagraniu kierownik prosektorium.
Kolejne nagranie pochodzi z 13 sierpnia. Słychać na nim rozmowę koordynatora prosektorium z rodziną zmarłego. Redakcja zero.pl podkreśliła, że z nagrania nie wynika, iż poinformowano o znalezieniu zmarłego w toalecie po kilku godzinach.
– Wie pani, to ja powiem szczerze, ja dawno nie widziałem tak schorowanego serca. Naprawdę. Serce naprawdę miał schorowane – mówił koordynator.
Jak przekonywał potem koordynator prosektorium w rozmowie z portalem zero.pl, nie przekazał rodzinie informacji o okolicznościach śmierci, ponieważ „nie był do tego upoważniony”.
– Byłem koordynatorem prosektorium i moim obowiązkiem było wydać kartę zgonu. To lekarze są od informowania o okolicznościach zgonu – przekonywał.
Z kolei lekarz przeprowadzający sekcję zwłok i ówczesne władze Warszawskiego Szpitala Południowego nie udzielili odpowiedzi na pytania redakcji.
Sprawę bada obecnie Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów. Chodzi o podejrzenie nieumyślnego narażenia człowieka na niebezpieczeństwo utraty życia. Okoliczności śmierci pacjenta i przebieg zdarzeń są przedmiotem prowadzonego śledztwa.
