Burza w sieci wokół wypowiedzi Ukrainki, która jest także polskim urzędnikiem – w lubelskim magistracie. Poszło o wprowadzanie do miasta imigrantów z ponad 100 krajów świata.
Rozmowa odbyła się pod koniec ubiegłego roku, ale teraz zrobiło się o niej głośno. To opublikowany na oficjalnym kanale Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej podcast „Studenci zagraniczni w Polsce i w Lublinie”, sfinansowany ze środków Ministra Nauki. Rozmowy odbywają się wokół monografii „Studenci zagraniczni w Polsce i w Lublinie”, która jest pokłosiem konferencji zorganizowanej na UMCS.
Maciej Cieciora rozmawiał z Wiktorią Herun, Zastępcą Dyrektora Wydziału Strategii i Obsługi Inwestorów.
Herun wspomniała, że już w 2011 r. lubelski magistrat przygotował program „Study in Lublin”, który miał na celu zachęcenie zagranicznych studentów do podjęcia nauki w tym mieście. Chwaliła się także, że lubelskie środowisko akademickie ma najwyższy wskaźnik umiędzynarodowienia w Polsce. Aktualnie studiuje tam przeszło 9 tys. obcokrajowców.
Ukrainka przyznała też, że priorytety programu zmieniały się na przestrzeni lat. Początkowo była to tylko pomoc w procesie rekrutacji. Od 2016 r., kiedy multikulturalizm studentów stał się widoczny, dodano także „integrację ze społecznością lokalną” – w tym kursy języka polskiego, spotkania integracyjne itp. Od 2019 r. lubelski magistrat zajmuje się także wdrażaniem cudzoziemców na rynek pracy.
– Pracuję w urzędzie miasta 14 lat, 14 lat też mam przyjemność koordynować „Study in Lublin” i przyznaję szczerze, że oprócz tego, że jest to ogromny kawał czasu, to studenci z krajów, z których przyjeżdżają, to jest ogromna różnica. Mieliśmy na początku 2011-2016 to jest głównie kraje postsowieckie, w tym Stany Zjednoczone, też Tajwan, ale ostatnio bardzo się zmieniło – mówiła.
– Ostatnie 6 lat to jest też przede wszystkim Afryka, to jest Zimbabwe, to jest Nigeria, to jest RPA, ale też ostatnio tak samo Tajlandia, Arabia Saudyjska – przyznała.
– Każdy kraj to jest inna specyfika, inna różnica kulturowa, co więcej każdy student to jest też inny background, inna sytuacja życiowa, inne dostosowanie do rzeczywistości. Ktoś przyjeżdża z kraju, gdzie jest cały czas słonecznie, ciepło, trafia do kraju, gdzie jest zimno teraz w listopadzie, w grudniu szaro, buro, ponuro. Dla części osób jest to zderzenie z rzeczywistością i jest trudno, więc nawet nie mówimy już tylko o różnicach kulturowych, tylko o dostosowanie się do nowego życia w nowych realiach, więc jest to ogromne wyzwanie – mówiła.
Ukrainka podkreśliła też, że do Lublina nie przyjeżdżają już samotni imigranci, ale z całymi rodzinami. – Na dodatek, co się zmieniło bardzo? Kiedyś student przyjeżdżał sam, teraz studenci z takich krajów jak Afryka, Indie, Bangladesz przyjeżdżają z rodziną, przyjeżdżają z mężem, z żoną, z dziećmi. Więc to już nie tylko chodzi o pomoc w znalezieniu miejsca w akademiku, ale też w ogóle całego mieszkania, wynajęcia. Więc tych różnic jest bardzo, bardzo dużo – powiedziała.
– Ale też chodzi o napatrzenie tego z dwóch stron, czyli nie tylko rozmowa ze studentem, jak wygląda rzeczywistość lubelska, ale też rozmowa z mieszkańcami, dlaczego miasto zaprasza studentów zagranicznych ze 110 krajów świata. Więc wyzwań mamy dużo – stwierdziła Ukrainka.
Do nagrania odniósł się m.in. radny Lublina Tomasz Gontarz.
„Nikt w referendum nie pytał mieszkańców Lublina czy chcą aby ich miasto się w taki sposób zmieniło.
Nikt nie mówił że wraz ze studentami z Afryki czy z Azji będą razem z nimi przyjeżdżały i osiedlały się w Lublinie ich rodziny. A lubelski Ratusz będzie ich w tym wspierać za pieniądze podatników.
Taką politykę prowadzi wobec Lublina rządząca w nim od 25 lat Koalicja Obywatelska
Czas na zmianę!” – napisał.
Samorządowiec złożył także w tej sprawie interpelację, w której zapytał prezydenta miasta o liczbę zagranicznych studentów, skalę wsparcia dla nich i ich rodzin oraz koszty programu „Study in Lublin”.
Nikt w referendum nie pytał mieszkańców @Miasto_Lublin czy chcą aby ich miasto się w taki sposób zmieniło.
Nikt nie mówił że wraz ze studentami z Afryki czy z Azji będą razem z nimi przyjeżdżały i osiedlały się w Lublinie ich rodziny. A lubelski Ratusz będzie ich w tym wspierać… https://t.co/BCpypGkRIV
— Tomasz Gontarz (@TGontarz) May 25, 2026
„Czy za 10-15 lat Lublin skończy jak brytyjskie Birmingham☪️?
Obywatele Zimbabwe to już teraz 3cia mniejszość w Lublinie!
‼️Tymczasem, Ukrainka zatrudniona w lubelskim ratuszu chwali się sprowadzaniem «studentów» z krajów trzeciego świata wraz z rodzinami” – pisał natomiast działacz Ruchu Narodowego Bartosz Kołomański.
Czy za 10-15 lat Lublin skończy jak brytyjskie Birmingham☪️?
Obywatele Zimbabwe to już teraz 3cia mniejszość w Lublinie!
‼️Tymczasem, Ukrainka zatrudniona w lubelskim ratuszu chwali się sprowadzaniem „studentów” z krajów trzeciego świata wraz z rodzinami.#stopimigracji pic.twitter.com/x168QAsVxG
— Bartosz Kołomański (@KoBartosz86336) May 25, 2026
„Lublin, Ukrainka zatrudniona jako wicedyrektor w lubelskim ratuszu, zachwala sprowadzanie trzeciego świata do miasta nad Bystrzycą, mówi że sprowadzają „studentów” z trzeciego świata razem z rodzinami, żonami, dziećmi, szukają dla nich mieszkań, pomagają.
Polacy tracą przestrzeń społeczną, nie wychodząc z domu za kilka lat obudzą się w świecie zupełnie obcym, zorganizowanym przez obcych. Tak jak zachód zatracił swoją tożsamość, dziś zmagając się z problemami społecznymi nieznanymi przed okresem masowego mieszania cywilizacji, utrata bezpieczeństwa, władzy nad danym obszarem, utrata modelu życia jaki kształtował nasz kraj przez wieki. Wszystko bez jednego wystrzału” – skwitował Rafał Mekler prezees lubelskiego RN.
Lublin, Ukrainka zatrudniona jako wicedyrektor w lubelskim ratuszu, zachwala sprowadzanie trzeciego świata do miasta nad Bystrzycą, mówi że sprowadzają „studentów” z trzeciego świata razem z rodzinami, żonami, dziećmi, szukają dla nich mieszkań, pomagają.
Polacy tracą przestrzeń… pic.twitter.com/eL697VzTjk— Rafał Mekler (@MeklerRafal) May 23, 2026
