To pierwsza kobieta na stanowisku głowy Kościoła anglikańskiego, który przeżywa duży kryzys. Mianowana „biskupem Canterbury” zostanie przyjęta przez papieża Leona XIV. To jeszcze ekumenizm czy też akceptacja herezji?
Sarah Mullally po raz pierwszy od czasu objęcia urzędu „arcybiskupa” miesiąc temu wybiera się za granicę i spotka się w poniedziałek rano 27 kwietnia z głową Kościoła katolickiego. Czterodniowa wizyta w Rzymie i Watykanie rozpoczęła się już w sobotę 25 kwietnia.
Tym razem audiencja w Watykanie ma miejsce sześćdziesiąt lat po historycznym spotkaniu arcybiskupa Michaela Ramseya z Ojcem św. Pawłem VI w 1966 roku. Było to pierwsze spotkanie na tym szczeblu od czasu schizmy i powstania Kościoła Anglii w XVI wieku, po zerwaniu króla Henryka VIII z Rzymem.
Przez lata relacje między oboma Kościołami systematycznie się poprawiały. Jednak po 2016 roku ekumeniczne rozmowy mocno się skomplikowały. Poszło m.in. kwestię święceń kapłańskich kobiet. Anglikanie brnęli w to dalej i Sarah Mullally, 63-letnia była pielęgniarka, mężatka i matka dwójki dzieci, została pierwszą kobietą, która objęła najwyższy urząd w Kościele Anglii, liczącym 85 milionów wiernych.
Ta „rewolucja” w Kościele Anglii spowodowała wiele rozłamów, a nawet konwersje wielu duchownych na katolicyzm. Uczyniono nawet wyjątek dla żonatych księży anglikańskich, którzy pragną się nawrócić na katolicyzm. Tu warto dodać, że pierwsze kobiety na stanowiska „biskupek” anglikańskich zostały mianowane w Stanach Zjednoczonych w 1989 roku, a w Kościele Anglii są one dozwolone od 2014 roku.
Z wizyty w Watykanie cieszą się rozmaite feministki, które chcą „walczyć z patriarchatem” katolików. „Jeśli arcybiskupka przyjedzie do niego, może to skłonić papieża Leona XIV do refleksji” – agencja AFP cytuje np. Sylvaine Landrivon, rzeczniczkę „katolickiego” stowarzyszenia feministycznego Magdala. Nominacja Sarah Mullally jednak głęboko podzieliła samą wspólnotę anglikańską, nie tylko ze względu na płeć „arcybiskupki”, ale też ze względu na jej poparcie dla… „małżeństw” osób tej samej płci.
Źródło: AFP/ Le Figaro

