Strona głównaMagazynAmerykański wywiad: wojna nie doprowadzi do upadku ajatollahów

Amerykański wywiad: wojna nie doprowadzi do upadku ajatollahów

-

- Reklama -

Prezydent USA na początku trzeciego tygodnia wojny oświadczył, że irańskie siły zbrojne zostały poważnie zniszczone. Zapytany, czy jest gotów oficjalnie ogłosić zwycięstwo nad Iranem, odparł, że nie. „Nie ma ku temu powodów – powiedział Donald Trump dziennikarzom na pokładzie samolotu Air Force One. – Wystarczy stwierdzić, że zostali zdziesiątkowani. Gdybyśmy wycofali się w tej chwili, odbudowa zajęłaby im dziesięć lat, a może i więcej. Mimo to wciąż nie ogłaszam końca działań” – stwierdził.

Dodał, że amerykańskie operacje „wyeliminowały” irańskie lotnictwo oraz systemy obrony przeciwlotniczej, pozostawiając ten kraj „całkowicie bez obrony powietrznej”, a irańskie zdolności w zakresie pocisków rakietowych oraz dronów również uległy drastycznemu ograniczeniu.

- Reklama -

Trump jest pod naciskiem politycznym głównie ze strony demokratów, którzy oskarżają go o to, że nie było powodów do ataku. W dodatku jesienią odbędą się wybory do Kongresu, które – co całkiem możliwe – wygrają demokraci i prezydent może stracić poparcie w obu izbach. Na wysokie koszty żywności, ubezpieczeń i w ogóle utrzymania nakładają się podwyżki cen benzyny.

Reżimowi nie grozi upadek?

Jak podał „The Washington Post”, przed atakami na Iran przedstawiciele amerykańskiego wywiadu doszli do wniosku, że nawet duża kampania wojskowa prawdopodobnie nie doprowadzi do upadku rządzącego w kraju establishmentu muzułmańskiego duchowieństwa. Analiza przygotowana przez Narodową Radę Wywiadu oceniała, jak irański system polityczny mógłby zareagować na szeroko zakrojony atak militarny. Ustalono, iż struktura przywódcza kraju jest zbudowana tak, aby wytrzymać znaczną presję zewnętrzną, w tym ataki, które mogłyby zabić wysokich rangą urzędników lub zaszkodzić kluczowym instytucjom państwowym.

- Prośba o wsparcie -

Analitycy wywiadu ocenili, że irański system rządów, łączący autorytet religijny z potężnymi instytucjami bezpieczeństwa, ma wiele poziomów zaprojektowanych w celu utrzymania kontroli w czasie kryzysów. Nawet jeśli czołowi przywódcy zostaliby usunięci lub zabici, to aparat władzy w kraju prawdopodobnie pozostanie nienaruszony. Jednym z czynników wymienionych w analizie jest ugruntowany w Iranie proces wymiany najwyższego kierownictwa. System ten obejmuje mechanizmy wyboru nowego przywódcy i utrzymania ciągłości w ramach religijnej i politycznej hierarchii kraju.

Badano również, czy niepokoje wewnętrzne mogłyby osłabić rząd, gdyby Iran znalazł się w obliczu ciągłej presji militarnej. Analitycy stwierdzili jednak, że grupy opozycyjne w kraju i poza nim pozostają rozdrobnione i jest mało prawdopodobne, aby szybko zjednoczyły się wokół alternatywnej struktury rządowej.

Powstają więc pytania o to, czy same działania militarne, głównie ostrzał z powietrza, mogłyby doprowadzić do poważnych zmian politycznych w Iranie. Biały Dom oficjalnie deklarował, że ataki mają na celu osłabienie potencjału militarnego Iranu i rozwianie obaw dotyczących jego programu nuklearnego. Spora grupa polityków i wojskowych mówiła również, że zwiększona presja na Teheran może ostatecznie doprowadzić do destabilizacji rządu. Jednak analitycy wywiadu doszli do wniosku, że irański system historycznie wykazywał odporność w okresach konfliktów i presji zewnętrznej.

Tajny raport odzwierciedla konsensus poglądów wielu amerykańskich agencji wywiadowczych i został rozesłany do wysokich rangą decydentów przed atakami. Jego głównym wnioskiem jest to, że siła militarna, nawet na dużą skalę, niekoniecznie doprowadzi do upadku obecnej struktury przywódczej Iranu.

Niedawno Reuters informował, powołując się także na amerykańskie agencje wywiadowcze, że irańskiemu rządowi nie grozi upadek w wyniku amerykańskiej i izraelskiej ofensywy. Wyjaśniono przy okazji, że „wiele” raportów wywiadu przedstawia „spójną analizę wskazującą, że reżimowi nie grozi” upadek, zachowując „kontrolę nad irańskim społeczeństwem”. Zaznaczono jednakże, że sytuacja w Iranie jest płynna i dynamika w kraju może ulec zmianie.

Iran to nie Irak ani Afganistan

Emerytowany generał brygady Sił Powietrznych Blaine Holt uważa, że obecnej operacji nie należy porównywać z wojnami w Iraku i Afganistanie. Stwierdził, że misja jest teraz węższym przedsięwzięciem opartym na logistyce, lokalnych partnerach i wsparciu powietrznym.

Odnosząc się do obaw dotyczących czasu trwania i celu operacji, powiedział, że alternatywą byłoby zidentyfikowanie celów przez „wolne siły irańskie” i zadanie USA pytania: „Czy moglibyście podłożyć bombę tutaj, w oblężonej kwaterze głównej? Czy moglibyście zniszczyć ten Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej?”. „Będziemy wszyscy o wiele bezpieczniejsi, gdy Iran powróci do międzynarodowej wspólnoty” – dodał.

Z kolei emerytowany generał armii Wesley Clark powiedział, że USA muszą stworzyć warunki niezbędne, aby „dyplomacja przymusu” zmusiła Iran do negocjacji w sprawie jego programów nuklearnych i rakietowych. Były Naczelny Dowódca Sił Sojuszniczych NATO uważa, że wczesny sukces kampanii powietrznej przeciwko Iranowi rodzi obecnie kluczowe strategiczne pytanie: w jaki sposób Waszyngton przekłada presję wojskową na wyniki polityczne?

Jego zdaniem początkowa faza operacji przebiegała według schematu znanego ze współczesnych działań wojennych. Zauważył, że początkowe ataki mają na celu przebicie się przez obronę i zniszczenie krytycznego przywództwa i infrastruktury wojskowej. Teraz USA muszą zwiększyć presję na Teheran, kształtując jednocześnie szersze otoczenie strategiczne.

„Wydaje mi się, że na stole są jeszcze trzy lub cztery rzeczy – wyjaśnił. – Po pierwsze, musimy w dalszym ciągu wyznaczać cele dla samolotów, które będą wywierać coraz większą presję na irański reżim”. Podkreślił także strategiczne znaczenie utrzymania dostaw ropy przez Cieśninę Ormuz, jedno z najważniejszych wąskich gardeł energetycznych na świecie. „Musimy coś zrobić, aby wydobyć ropę z Cieśniny Ormuz” – dodał. Innym kluczowym elementem jest uniemożliwienie siłom zewnętrznym udzielania Iranowi pomocy podczas konfliktu. „Po trzecie musimy się upewnić, że odizolujemy kraj, aby Chiny i Rosja nie wzmacniały i nie pomagały” – powiedział.

Według wojskowego szerszym celem jest zmuszenie przywódców Iranu do wniosku, że nie ma realnej alternatywy, jak tylko podejść do stołu i negocjować. „Chodzi o dyplomację przymusową i trzeba stworzyć odpowiednie warunki” – powiedział. Oznacza to przekonanie Teheranu, że dalszy opór tylko pogorszy jego pozycję strategiczną. „Musimy wpoić w umysły irańskich przywódców, że tak naprawdę nie mają innego wyjścia, jak tylko pogodzić się, otworzyć, zrezygnować z broni nuklearnej i porzucić balistykę” – oświadczył.

Clark ostrzegł, że pomoc Moskwy lub Pekinu podważy tę strategię. „Jeśli Rosjanie dostarczają wywiadu, to jest źle – stwierdził. – Jeśli Chińczycy wysyłają paliwo rakietowe, /to musimy przeciwdziałać/ – nie możemy na to pozwolić”.

Wysoka cena

Kolejny wojskowy, emerytowany czterogwiazdkowy generał armii Jack Keane, powiedział, że rząd irański „fundamentalnie błędnie obliczył” prezydenta Trumpa. „To, co zrobili ci goście, polega na tym, że zasadniczo przeliczyli prezydenta Trumpa – powiedział. – Zaufali faktowi, że Trump naprawdę chciał negocjować i mogli zablokować te negocjacje, a nawet gdyby poszedł na wojnę, trwałaby ona tylko kilka dni, ponieważ nie miałby cierpliwości, aby sobie z tym radzić dłużej. Popełnili zasadniczy błąd w obliczeniach i z pewnością ponoszą zasłużone konsekwencje tego wszystkiego”.

Admirał w stanie spoczynku John Miller, który dowodził Centralnym Dowództwem Sił Morskich USA (U.S. Naval Forces Central Command) uważa, że biorąc pod uwagę przytłaczający sukces kampanii wojskowej USA, nawet jeśli obecny irański reżim przetrwa, Republika Islamska nie będzie już stanowić zagrożenia jako potencjalne państwo dysponujące bronią jądrową.

Miller stwierdził, że Teheran „nie będzie w stanie zagrażać sąsiednim państwom, zabraknie mu infrastruktury do produkcji broni ofensywnej i nie będzie on w stanie wspierać swoich sił proxy /pośrednich – dop. red./ w jakimkolwiek znaczącym stopniu”.

Inny emerytowany wojskowy, generał brygady Steve Anderson, powiedział natomiast, że prezydent Trump postąpiłby „mądrze”, gdyby ogłosił zwycięstwo. „Ta wojna zakończy się wtedy, gdy Donald Trump powie, że się kończy – gdy tylko zdecyduje się ogłosić zwycięstwo. A gdyby był mądry, ogłosiłby zwycięstwo już dziś i wrócił do domu, ponieważ sytuacja nie rozwija się pomyślnie. Mamy teraz do czynienia z jeszcze bardziej zradykalizowanym reżimem” – ocenił Anderson.

Dodał: „Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej nie wydaje się być w ogóle osłabiony. W rzeczywistości stał się być może nawet silniejszy. Owszem, stracili wiele obiektów wojskowych, utracili sporo zasobów, ale nie ma niczego, czego nie byliby w stanie szybko odbudować” – dodał.

Wojna była nieunikniona?

Wspomniany na początku generał Clark jest zdania, że konflikt z Iranem był praktycznie nieunikniony, a niedawne ataki USA były konieczne, aby zapobiec rosnącemu zagrożeniu rakietowemu ze strony Iranu. Jego zdaniem, otoczenie geopolityczne wokół ataków jest znacznie bardziej podzielone politycznie niż podczas kampanii NATO przeciwko Serbii w 1999 r.

„Szczerze mówiąc, znajdujemy się w znacznie bardziej partyjnym otoczeniu politycznym. Tak to właśnie wygląda – powiedział. – Wtedy było dość stronniczo i pamiętam, że kiedy moi lotnicy byli w powietrzu, republikanie w Kongresie nie zagłosowali za ich użyciem. Uznałem to za dość rozczarowujące”. Clark zauważył, że w przeciwieństwie do 1999 r. Kongres nie podjął rezolucji sprzeciwiającej się obecnym działaniom wojskowym.

Clark powiedział również, że konfrontacja z Iranem osiągnęła punkt, w którym działania militarne były nieuniknione. „Myślę, że doszliśmy do punktu, w którym gdybyśmy nie podjęli działań w sprawie rakiet balistycznych, w ciągu kilku miesięcy pojawiłoby się /w Iranie/ tak wiele rakiet balistycznych o wiele skuteczniejszych, że po prostu byliby w stanie zniszczyć Izrael, zanim zdążylibyśmy rozmieścić wystarczającą liczbę pocisków przechwytujących, aby ich powstrzymać” – stwierdził.

Emerytowany generał Blaine Holt powiedział, że osiągnięcie celów prezydenta Donalda Trumpa w Iranie może zająć od pięciu do ośmiu tygodni.

Holt zapewnił, że obecnie „wolni mieszkańcy Iranu” pomagają USA atakować członków reżimu islamskiego. „I to jest bardzo pomocne – powiedział. – Więc będziemy nadal wywierać presję. Chcemy pomóc i podżegać do rewolucji. Nie chcemy wybierać ich przywódcy. Oni to robią”.

Zaznaczmy, że pomoc ze strony miejscowej ludności jest bardzo wątpliwa. Holt powiedział, że wysyłając 2200 żołnierzy piechoty morskiej i większą liczbę okrętów wojennych na Bliski Wschód, daje to Stanom Zjednoczonym czas na zaplanowanie, w jaki sposób utrzymać otwarte szlaki ropy i zapewnić płynność dostaw.

Trump oświadczył, że będzie wiedział o zakończeniu amerykańskiej operacji wojskowej w Iranie, gdy „poczuje to w kościach”. Powiedział też: „W każdej chwili, w której zechcę, by to się skończyło – to się skończy”. I to ostatnie zdanie jest prawdziwe. Tylko od Trumpa zależy, ile potrwa operacja Epic Fury. Bardzo wątpliwe jest, że wojna przeciągnie się na kilka miesięcy czy lat. Decyzja o jej zakończeniu może zapaść w każdej chwili.

„Od 47 lat zabijają niewinnych ludzi na całym świecie, a teraz ja jako 47. prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki zabijam ich” – oznajmił swego czasu Trump. – „Co za wielki zaszczyt to zrobić!”.

Najnowsze