Strona głównaMagazynNiezłomni księża zamordowani przez bestie

Niezłomni księża zamordowani przez bestie

-

- Reklama -

27 lutego 1987 r. w Carlsbergu w Niemczech został zamordowany ksiądz Franciszek Blachnicki, więzień KL Auschwitz, profesor KUL, działacz społeczny. A kto był tego dnia przy kapłanie? Jolanta Gontarczyk (obecnie Lange), tajny współpracownik komunistycznej bezpieki o pseudonimie „Panna”, która razem z ówczesnym mężem Andrzejem Gontarczykiem, TW „Yon” rozpracowywała środowiska solidarnościowe w RFN, w tym Ruch Światło-Życie ks. Blachnickiego.

14 marca 2023 r. Instytut Pamięci Narodowej poinformował, że śmierć ks. Franciszka Blachnickiego nastąpiła na skutek zabójstwa poprzez podanie ofierze śmiertelnych substancji toksycznych. Wykazały to czynności procesowe, przeprowadzone w Polsce oraz na terenie Niemiec, Austrii i Węgier przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach.

- Reklama -

Do niedawna Jolanta Lange mogła się szczycić Srebrnym Krzyżem Zasługi, który w 1997 r. tej (byłej?) agentce komunistycznych służb przyznał prezydent Aleksander Kwaśniewski. W lipcu 2025 r. odznaczenie odebrał jej prezydent Andrzej Duda.

Finansowana przez Trzaskowskiego

Jolanta Lange vel Gontarczyk, podejrzewana o współudział w zamordowaniu ks. Franciszka Blachnickiego, w czasach rządów Zjednoczonej Prawicy wyjechała z Polski. Czyżby czegoś się obawiała? Przed wyjazdem – najpewniej do Nowej Zelandii – jej „poprawnościowe” projekty słono finansował warszawski samorząd Rafała Trzaskowskiego.

- Prośba o wsparcie -

Władzę przejęła koalicja 13 grudnia i Jolanta Gontarczyk wróciła do Polski. Pieniądze za szkolenia z „inkluzywności” dostawała z krakowskiego magistratu Aleksandra Miszalskiego. Najbardziej liczyła zapewne na to, że prezydentem Polski zostanie Trzaskowski…

Na krótko przed śmiercią…

Ale wróćmy do historii. 27 lutego 1987 r. w niemieckim Carlsbergu zmarł nagle ks. Franciszek Blachnicki, założyciel Ruchu Światło-Życie, w czasie II wojny światowej więzień m.in. KL Auschwitz. Oficjalnie jako przyczynę śmierci wskazano zator płucny. Tymczasem od początku wiele wskazywało na to, że śmierć niezłomnego kapłana nastąpiła w wyniku ingerencji osób trzecich.

Skąd takie wnioski? Śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej prowadzone w latach 2001–2005 wykazało, że ksiądz był inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa, w czym główną rolę odgrywali jego najbliżsi współpracownicy – małżeństwo Jolanty i Andrzeja Gontarczyków. Blachnicki informacje potwierdzające ich podwójną rolę miał otrzymać na krótko przed śmiercią. Prawdopodobnie dlatego agenci bezpieki postanowili zlikwidować kapłana, po czym wyjechali z Carlsbergu.

Śledztwo umorzone

Niestety, postępowanie prokuratury IPN zostało umorzone, wobec – jak stwierdzono – „braku danych dostatecznie uzasadniających popełnienie takiego przestępstwa”. Biegli nie wykluczyli jednak otrucia jako przyczyny zgonu. Nie przeprowadzono wszakże ekshumacji szczątków księdza, nie skonfrontowano świadków ani zeznań. Przede wszystkim nie przesłuchano funkcjonariuszy SB. A tropy wskazywały też na rozpracowywanie ośrodka w Carlsbergu i samego księdza przez enerdowską Stasi.

W Carlsbergu

W jaki sposób ks. Franciszek Blachnicki znalazł się w zachodnich Niemczech? Ogłoszenie przez juntę Jaruzelskiego stanu wojennego w Polsce zastało go w Rzymie. Do Ojczyzny nie mógł wrócić, gdyż był poszukiwany listem gończym. W 1982 r. zamieszkał w ośrodku polskim Marianum w Carlsbergu, gdzie powołał Międzynarodowe Centrum Ewangelizacji Światło-Życie. W tym samym roku założył tam Chrześcijańską Służbę Wyzwolenia Narodów – służącą narodom Europy Wschodniej walczącym o wyzwolenie spod komunizmu.

Prezesem CSWN została w 1984 r. Jolanta Gontarczyk ps. „Panna”. Podczas II wojny światowej jej ojciec podpisał volkslistę i służył w Wehrmachcie. Po przerzuceniu do RFN ona i jej mąż – Andrzej Gontarczyk ps. „Yon” otrzymali obywatelstwo niemieckie. W 2006 r., po ujawnieniu przez media agenturalnej działalności Gontarczyk zmieniła nazwisko na Lange. Wcześniej, bo już w latach 90. działała w środowiskach (post)komunistycznych: SdRP, SLD, promując feminizm, aborcję, związki jednopłciowe itp.

W 2000 r. szczątki ks. Franciszka Blachnickiego zostały przeniesione do Krościenka i złożone w kościele Chrystusa Dobrego Pasterza.

W 2019 r. fundacja Jolanty Lange reklamująca ideologię LGBT dostała od prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego dwa miliony złotych. Kiedy sprawę nagłośniły media… Trzaskowski przyznał Lange kolejne pieniądze.

W 2020 r. pion śledczy IPN w Katowicach wznowił śledztwo dotyczące okoliczności śmierci ks. Franciszka Blachnickiego. Trzy lata później, po podaniu informacji, że śmierć kapłana nastąpiła na skutek podania śmiertelnych substancji toksycznych, Jolanta Lange vel Gontarczyk wyjechała z Polski. Czy zostanie sprowadzona do kraju i osądzona?

Niezłomni kapłani

Dwaj inni księża, Stefan Niedzielak i Stanisław Suchowolec, zginęli w styczniu 1989 r., na kilka miesięcy przed obradami okrągłego stołu. Trzeci, ks. Sylwester Zych, stracił życie w lipcu tegoż roku, miesiąc po czerwcowych wyborach do kontraktowego Sejmu. Nie sposób nie łączyć tych trzech śmierci.

Wszystkich trzech kapłanów łączy niestrudzona walka o pamięć i prawdę. Ale nie tylko to – zginęli z rąk „nieznanych sprawców”. Mimo upływu lat od tych tragicznych wydarzeń organom ścigania III RP nie udało się odnaleźć wykonawców zbrodni, a tym bardziej mocodawców.

Przyjaciel ks. Jerzego

Ks. Stanisław Suchowolec był kapelanem podlaskiej Solidarności. Początkowo posługiwał jako wikary w Suchowoli, rodzinnej miejscowości ks. Jerzego Popiełuszki. Ci dwaj kapłani musieli się spotkać. Mimo różnicy wieku (ks. Jerzy był starszy o 11 lat) zaprzyjaźnili się. Dla „nieznanych sprawców” ten fakt miał niebagatelne znaczenie. Miesiąc po Mszy w suchowolskim kościele, którą odprawiał ks. Suchowolec, a homilię głosił ks. Popiełuszko, ten ostatni został zamordowany. Był rok 1984. Stanisławowi Suchowolcowi dane było żyć jeszcze niecałe sześć lat…

Na Msze za ojczyznę do Suchowoli – podobnie jak do kościoła św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu – zaczęły ściągać tłumy wiernych. Dwa lata później ks. Suchowolec przeniósł się do parafii w dzielnicy Białegostoku – Dojlidy. SB jednak czuwała. Mimo powtarzających się coraz częściej gróźb („Zdechniesz jak Popiełuszko”) nie zrezygnował z działalności patriotycznej – nadal, z jeszcze większym zaangażowaniem, odprawiał Msze za ojczyznę. Chciał kontynuować dzieło ks. Jerzego i kultywować pamięć o zamordowanym kapelanie Solidarności.

Kres przyszedł 30 stycznia 1989 r. Oficjalnym powodem śmierci Stanisława Suchowolca było… zatrucie tlenkiem węgla, które miało być spowodowane pożarem wywołanym awarią termowentylatora. Prokurator stwierdził, że był to nieszczęśliwy wypadek. Tyle że owego tragicznego dnia w mieszkaniu ks. Suchowolca był widziany ostrzyżony na krótko, nieznajomy mężczyzna w wieku ok. 40 lat. Rysopis napastnika został dokładnie odtworzony. Mimo to – podobnie jak w przypadku ks. Niedzielaka – do dziś sprawcy mordu pozostają poza zasięgiem wymiaru sprawiedliwości III RP.

Kapelan AK i WiN

Ks. Stefan Niedzielak już w czasie niemieckiej okupacji włączył się w walkę o Polskę. Pracę duszpasterską prowadził na terenie Łódzkiego Okręgu AK, był kapelanem Armii Krajowej w czasie Powstania Warszawskiego. Jako współpracownik Delegatury Rządu na Kraj wcześnie poznał raport Czerwonego Krzyża w sprawie mordu katyńskiego i tą wiedzą dzielił się potem z wiernymi.

Po zakończeniu II wojny światowej ks. Niedzielak nie miał żadnych złudzeń co do zamiarów Sowietów w stosunku do Polski. Wiedział, że w miejsce okupanta z Zachodu pojawił się nowy okupant, tym razem ze Wschodu. Dalsze jego działania były konsekwencją obranej wcześniej drogi. Ks. Niedzielak został kapelanem WiN, organizacji, która dziś jest opluwana przez posłów Lewicy.

W latach 80., pamiętając o zbrodniach sowieckiego totalitaryzmu, razem z Wojciechem Ziembińskim i przyjaciółmi stworzył dzieło swego życia – Sanktuarium Poległych i Pomordowanych na Wschodzie na warszawskich Powązkach. Te wszystkie fakty wpłynęły na decyzję o wydaniu na księdza wyroku śmierci.

Morderstwo miało też aktualny wymiar polityczny. Tego samego dnia – 20 stycznia 1989 r. – obradowała w Gdańsku Krajowa Komisja Wykonawcza NSZZ „Solidarność”, za kilka dni miało się odbyć spotkanie w Magdalence, przygotowujące okrągły stół. Opinię publiczną trzeba było zastraszyć…

„Ksiądz terrorysta”

Wydawało się, że po podpisaniu umów okrągłego stołu metody policyjnego terroru rodem z PRL przeszły do lamusa. Tymczasem gdy wielu z nas cieszyło się ze zwycięstwa w czerwcowych wyborach do Sejmu – choć entuzjazm na pewno byłby większy, gdyby nie narzucony społeczeństwu kontrakt – doszło do kolejnej zbrodni politycznej. Ofiarą znowu padł duchowny. Ks. Sylwester Zych w chwili śmierci miał 39 lat. Dla niego rok 1989 też był przełomem, ale pojmowanym w zupełnie innych kategoriach.

Kilka lat wcześniej, w 1982 r., ks. Zych udzielił pomocy młodym ludziom, którzy nie pogodzili się z wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego. Wiedział, że po zdobyciu broni chcieli odbić internowanych kolegów. Wiedział również, że w trakcie próby kradzieży owej broni zginął przypadkowo milicjant. Tym bardziej zdawał sobie sprawę z konsekwencji, jakie grożą zarówno im, jak i jemu.

„Ludowa” władza skrzętnie wykorzystała sytuację, wreszcie miała haka na niepokornego kapłana. Z kapłana zrobiono terrorystę i przywódcę związku zbrojnego, a po wyroku wsadzono na prawie 5 lat do więzienia. Sylwester Zych długo wolnością się nie nacieszył. „Nieznani sprawcy” co jakiś czas dawali mu do zrozumienia, że wkrótce umrze. 11 lipca 1989 r. ich groźby się spełniły. Czy była to ostatnia ofiara komunizmu?

Najnowsze