Jak informuje w czwartek 5 marca AFP, francuskie wojsko zezwoliło na obecność amerykańskich samolotów w ich bazach na Bliskim Wschodzie. „Obecność” jest jednak „tymczasowa”. Trwa też potencjalna współpraca wywiadowcza. Francja nie idzie tu drogą Hiszpanii i jej socjalistycznego premiera Sancheza, który Amerykanom współpracy odmówił.
„W ramach naszych relacji ze Stanami Zjednoczonymi, obecność ich samolotów została tymczasowo zatwierdzona i mogą lądować w naszych bazach” w regionie – oświadczył rzecznik francuskiego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów. Dodał, że „te samoloty przyczyniają się do ochrony naszych partnerów w Zatoce Perskiej”.
Po pewnym czasie jednak informację sprostowano i dodano, że chodzi o samoloty, które nie biorą udziału w akcjach nad Iranem, ale jest to tylko współpraca w ramach NATO.
Jednaki Elie Tenenbaum, dyrektor Centrum Studiów nad Bezpieczeństwem Ifri, uważa, że duża liczba mniej lub bardziej zaawansowanych porozumień obronnych, jakie Francja zawarła z krajami arabskimi na Bliskim Wschodzie, powoli wciąga w tą wojnę także Paryż.
Istnieje np. strategiczne partnerstwo między Francją a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, jedyne, które zawiera klauzulę o pomocy w przypadku ataku i powinno być obecnie dla Francji wiążące. Francja dołączyła też do ochrony Cypru.
Dwie francuskie bazy w regionie – w tym baza morska w Abu Zabi – doświadczyły „ograniczonych ataków” od początku konfliktu między Iranem a siłami USA i Izrael. Prezydent Emmanuel Macron ogłosił wzmocnienie francuskiej obecności wojskowej w regionie i tutaj powoływał się właśnie na strategiczne porozumienia z kilkoma krajami arabskimi na Bliskim Wschodzie.


