Nie przypominam sobie, by śp. Mikołaj Repnin, poseł śp. Katarzyny II w Warszawie, ogłosił, że nie będzie rozmawiał z jakimś polskim politykiem, bo ten przemawiał przeciwko przyznaniu Wielkiej Imperatorowej Orderu Orła Białego. Jeśli nawet podjął takie postanowienie, to po prostu się z nim nie spotykał, nie ogłaszając tego publicznie; z przezorności: – bo a nuż pojawi się konieczność porozmawiania z takim Wrogiem Cesarzowej?
Tak postępuje dyplomata.
Tymczasem JE Tomasz Rose, ambasador USA w Warszawie, ogłosił, że zrywa kontakty z Nczc. Włodzimierzem Czarzastym, marszałkiem Sejmu III Rzeczypospolitej – co część Prawicy roztrąbiła tryumfalnie, że niby zakazał kontaktów z p. Marszałkiem jako b. komunistą. Człowiek tak piszący uznaje, że Polska jest kolonią USA i mamy się oto cieszyć, że biały Bwana M’Kubwa nie lubi komunistów.
Na szczęście zakaz obejmuje tylko pracowników Ambasady USA i żadni snajperzy nie będą odstrzeliwać tych, co się z p. Czarzastym kontaktują. Co ważniejsze: wcale nie chodzi o to, że p. Czarzasty był członkiem PZPR ani (to zupełnie co innego – napiszę o tym w post scriptum!!), że ma poglądy skrajnie lewicowe (co też byłoby niedopuszczalną ingerencją w politykę III RP!!). Chodzi o to, że p. Marszałek, choć poproszony o to przez dwóch prominentnych Republikanów z Waszyngtonu, nie poparł wniosku o przyznanie p. Donaldowi Trumpowi – Pokojowej Nagrody Nobla.
Tu dygresja. JE Donald Trump otwarcie powiedział (a podejrzewam, że podobnie myśli JE Włodzimierz Putin!), że nagrody przyznaje „Norwegia” – czyli Królestwo, które ma sposoby, by Komitet Nagród Nobla do czegoś zmusić. Nie mieści Mu się w głowie, że ten Komitet składa się z kilkunastu facetów, na ogół lewaków, którzy im bardziej by rząd Królestwa Norwegii do czegoś ich namawiał, to tym bardziej by tego nie zrobili. Obawiam się, że wróży to jak najgorzej nie tylko Norwegii (jak Komitet nie przyzna tej Nagrody, to okaże się, że Spitsbergen i Jan Mayen są niezbędne do obrony USA…), ale przede wszystkim Stanom Zjednoczonym.
Trzeba jednak zauważyć, że Nagroda ta przyznawana jest człowiekowi – a więc np. p. Trumpowi – a nie Prezydentowi USA! Ci dwaj Republikanie występowali jako osoby prywatne. To, że zwrócili się o poparcie do Nczc. Włodzimierza Czarzastego, świadczy o kompletnym braku rozeznania w zasadach polityki – i znajomości polskich realiów. Przecież Lewica na całym świecie p. Trumpa nienawidzi. Natomiast Kreml Go – przynajmniej w/s Epsteina – popiera.
Wbrew twierdzeniu p. Ambasadora NCzc., który napisał:
„Ze skutkiem natychmiastowym nie będziemy prowadzić żadnych dalszych kontaktów ani komunikacji z marszałkiem Sejmu Czarzastym, którego skandaliczne i nieuzasadnione obelgi pod adresem prezydenta Trumpa @POTUS sprawiły, że stał się on poważną przeszkodą w naszych doskonałych stosunkach z premierem Tuskiem i jego rządem. Nie pozwolimy nikomu szkodzić stosunkom amerykańsko-polskim ani okazywać braku szacunku @realDonaldTrump, który tak wiele zrobił dla Polski i Polaków”.
Włodzimierz Czarzasty bynajmniej p. Trumpa nie obraził. Powiedział tylko, że nie poprze – bo nie popiera Jego polityki. Konkretnie:
„Prezydent Trump, moim zdaniem, destabilizuje sytuację w tych organizacjach [ONZ, NATO, UE itp.], reprezentując politykę siły i przy użyciu siły prowadzi politykę transakcyjną. (…) To wszystko powoduje, że nie poprę wniosku o Nobla dla prezydenta Trumpa, bo na niego nie zasługuje”.
Ja też bym nie poparł. Poparłbym Jego kandydaturę do tytułu Najbardziej Agresywnego Polityka (co u mnie jest wielką zaletą!) – ale do Nagrody Pokojowej? Na drugi dzień po poparciu mogłyby amerykańskie rakiety polecieć na Iran lub pięć batalionów „fok” wylądować na Grenlandii…
~… i byłaby pełna kompromitacja.
Co zabawne: to właśnie JE Donald Tusk wielokrotnie źle się p. Trumpie wypowiadał, mówiąc np.: „o zależności Trumpa od rosyjskich służb”, która „nie podlega dyskusji”!!
Oczywiście JE Donald Trump nie odważy się zabrać w tej sprawie głosu…
To, że ambasador potężnego i poważnego ongiś państwa angażuje się w piętnowanie obywateli Polski w prywatnej sprawie jednego z obywateli USA, świadczy, że klasyczne kategorie dyplomacji już nie istnieją. Polityka stała się personalna.
Może to i dobrze. Ale trzeba otwarcie powiedzieć: to koniec cywilizacji budowanej przez paręset lat, by wspomnieć Kongres Wiedeński i Kodeks Napoleona. I najprawdopodobniej koniec (z czego się cieszę) d***kracji w Ameryce. Jeśli p. Donald Trump wygra, to w USA zapanuje cezaryzm na miejsce republiki.
Ale może nie wygra. Zresztą: nie przekroczył jeszcze Rubikonu…
PS. To bodaj jedyna sprawa, w której różnię się np. z kol. Wojciechem Cejrowskim. Dla mnie lewicowość i przynależność do PZPR to całkowicie różne sprawy. Dla mnie wrogiem jest ktoś, kto domaga się Równości, Sprawiedliwości Społecznej, poszanowania praw Ludzi Pracy itd. – choćby walczył o te ideały w szeregach jakiejś „SOLIDARNOŚCI” czy innej organizacji. Natomiast ten, kto był w PZPRze, a obecnie zmienił poglądy (jak np. p. Leszek Miller – ale i dziesiątki innych członków PZPR, którzy zapisywali się do tej Partii tylko po to, by zostać dyrektorami…) – to dla mnie sojusznik. Bo „Większa jest radość w Niebie z jednego grzesznika nawróconego, niż z 99 sprawiedliwych”.
A ponadto: „Nie ma lepszego konserwatysty niż rewolucjonista, który dorwał się do władzy i pieniędzy”. A jeszcze jeśli ma 13-letnią córkę…

