Gwizdy na trybunach skoczni w Predazzo – to reakcja niemieckich kibiców po decyzji o zakończeniu olimpijskiego konkursu duetów. Liczyli bowiem na medal dla swoich reprezentantów, pomimo pogodowego armagedonu, jaki niespodziewanie nadciągnął nad obiekt we Włoszech.
W Predazzo trwała już trzecia, ostatnia seria zawodów, gdy pogoda gwałtownie się zmieniła. Wiatr zaczął wiać pod narty, do tego zaczął także padać gęsty śnieg. To efekt frontu, jaki nadciągnął nad skocznię. Warunki pogarszały się z minuty na minutę i nie było możliwości dokończenia rywalizacji w sposób sprawiedliwy dla wszystkich zawodników.
Organizatorzy przerwali zawody przed skokiem Domena Prevca. Później skoczył jeszcze reprezentant Niemiec Philipp Raimund, który swoim skokiem zbudował przewagę, wyprowadzając drużynę na prowadzenie. Warunki jednak z każdą chwilą stawały się trudniejsze, ponadto brakowało przedskoczków, a porządkowi nie byli w stanie zapewnić pozostałym zawodnikom odpowiednich warunków do oddania skoku.
Ostatnim zawodnikiem, który skoczył w Predazzo po dłużej chwili oczekiwania, był Kacper Tomasiak. Warunki były jednak na tyle złe, że nasz reprezentant nie uzyskał dobrej prędkości najazdowej (91,4 km/h – o ponad 3 km/h wolniej niż w dwóch pierwszych skokach) i nie zdołał przeskoczyć Niemców. Organizatorzy, biorąc pod uwagę okoliczności skoku Polaka, zdecydowali o odwołaniu trzeciej serii.
Tym samym medale w olimpijskim konkursie duetów trafiły do Austriaków – złoto, Polaków – srebro oraz Norwegów – brąz. Z takimi wynikami bowiem skończyła się druga seria, której wyniki uznano za oficjalne rozstrzygnięcie konkursu.
Nasz kraj reprezentowali Paweł Wąsek i Kacper Tomasiak, którzy cieszyli się w poniedziałek ze srebrnych medali. Dla Tomasiaka to trzeci olimpijski krążek, w tym drugi srebrny.
Tomasiak zarobił ASTRONOMICZNĄ kwotę na igrzyskach. Taką emeryturę będą dostawać z Wąskiem
Niemcy rozgoryczeni
Z rozstrzygnięcia konkursu w Predazzo nie byli zadowoleni Niemcy, których od podium dzieliło zaledwie 0,3 punktu. Kibice nie kryli złości, co przekładało się na gwizdy i buczenia wokół skoczni. Decyzję organizatorów o zakończeniu konkursu skwitowali po włosku: „Stupido!”.
– Na razie to frustrujące pozostać ze stratą 0,3 punktu do podium. Dlatego, że zwłaszcza „Hille” (Philipp Raimund – przyp. red.) wykonał dziś niesamowitą robotę. Moje skoki były całkiem solidne. Trzeci był najlepszy i myślę, że gdybyśmy mieli dobre warunki dla wszystkich w trzeciej serii, bylibyśmy na ceremonii medalowej. Skok Philippa był bardzo, bardzo dobry i pokazał wszystkim, że było możliwe odlecieć na skoczni z tymi warunkami, śniegiem i silnym wiatrem. Myślę jednak, że Kacper Tomasiak zupełnie nie miał szczęścia, bo uzyskał tylko 91,4 kilometra na godzinę prędkości na progu, więc zupełnie nie miał szans. I nie wiem, może lepiej było kontynuować konkurs szybciej, zanim „Hille” skoczył, przy skoku Domena – mówił w rozmowie z dziennikarzami reprezentant Niemiec Andreas Wellinger.
Jak dodał kilkanaście minut po zakończeniu konkursu, kiedy przestało padać i wiać, „teraz byłoby idealnine, żeby wyczyścić najazd i zakończyć zawody z trzema skoczkami lub czterema, bo Tomasiak też powinien wśród nich być, ale wyszło jak wyszło”. – To frustrujące być na czwartym miejscu – przyznał Wellinger.
Ocenił, że w warunkach, na jakie trafił Tomasiak, „nie miał żadnych szans”. – Może jury powinno poczekać i puścić ostatnią serię w równych i dobrych warunkach – zasugerował.
Niezadowolony z sytuacji był także trener Niemców Stefan Horngacher. Niemieckim dziennikarzom przyznał, że „potrzebuje teraz piwa, żeby utopić w nim swoje smutki”.
Z kolei szef niemieckich skoków Horst Huettel nie krył złości, ale potwierdził, że Niemcy nie złożyli oficjalnego protestu na decyzję jury. – To zła decyzja – podkreślił jednak.
– Przerwano zawody zbyt wcześnie. Czemu nie można było poczekać? W końcu widać było w prognozach, a mieliśmy ich trzy, że ten śnieg ustanie. To dla mnie nie do pojęcia. Wystarczyłoby 10 lub 15 minut – dodał.
Powiedział również, że nie rozumieją tego, co się działo w Predazzo. – Wszystkie aplikacje pogodowe pokazywały, że po dziesięciu minutach śnieg ustanie. Przecież działacze FIS też muszą je mieć. Nie wiem, jak można tak nie mieć profesjonalizmu, żeby zaczekać przez te 10 minut. Oczywiście, to była trudna sytuacja. To sport na zewnątrz. Jestem tylko zły, bo nie daliśmy wszystkim szansy zakończyć tego konkursu. Nie rozumiem tego. Zostało nam rozczarowanie i złość. Wynik był na styku, to może się zdarzyć. Przeżyjemy to, ale (…) myślę, że to po prostu nieprofesjonalne – ocenił.
– Pojawił się też wielki problem. Na igrzyskach olimpijskich potrzebujemy 12 przedskoczków, a tymczasem na górze nie było ani jednego, a przecież w tym momencie przydaliby się do przecierania torów. Między 20.25 a 21.15 zapowiadane były opady śniegu, I zespoły były na to przygotowane. I rzeczywiście był solidny opad, ale po 15-18 minutach on ustał – zaznaczył Huettel.
– Czy czujemy się oszukani? Chyba nie, bo oszukiwanie to coś robionego specjalnie. Tego nie sugeruję. Tutaj po prostu słabo i okropnie źle to wszystko wyszło – dodał.

